Wpisy z tagiem: przemoc
sobota, 03 kwietnia 2010
Obydwie części biografii Pelzera przeczytałam już jakiś czas temu i nadal mam mętlik. Nadal po głowie tłuczą się te same pytania: jak można być takim potworem? Jak można krzywdzić tak własne dziecko? Czy też, jak można z taką obojętnością patrzeć na tę krzywdę?
Pierwsza część, Dziecko zwane niczym, opowiada o dzieciństwie Dave’a aż do pamiętnego dnia, 5 marca 1973, kiedy został odebrany matce, kiedy jego los wzięli w swoje ręce nauczyciele, dyrektor szkoły, policja. To króciutka książka, a wyzwala w człowieku ogrom emocji. Czytając o torturach, bo inaczej tego nazwać nie mogę, jakich doświadczał autor, musiałam książkę odkładać co chwilę, po prostu nie da się tego wszystkiego przyjąć za jednym razem. Jej strony przepełnione są bólem, i już nawet nie chodzi o ten ból fizyczny, którego z pewnością Dave doświadczał, gdy matka przypalała mu ręce nad kuchenką, zmuszała do picia amoniaku, czy zamykała w komorze gazowej, ale o ból psychiczny. Co musi czuć dziecko odrzucone przez własną matkę, nie rozumiejące powodów dla których jest głodzone, nie rozumiejące dlaczego właśnie je traktuje się z taką okrutnością, podczas gdy rodzeństwo traktowane jest przecież normalnie? Dziwi mnie postawa matki, dziwi postawa braci, ale jednak najbardziej nie mogę się nadziwić postawie ojca, który stał i spokojnie przyglądał się chorym pomysłom żony, jakim poddawany był jego syn, bojąc się powiedzieć cokolwiek, bojąc się bronić własne dziecko. A już najbardziej wstrząsnęła mną scena, gdy Dave, zraniony, dźgnięty nożem przez matkę, prosi ojca o pomoc, a ten co robi? Radzi mu nadal spełniać prośby tej wariatki, bo inaczej ona zabije ich obu. Wstrząsająca książka, ludziom o słabych nerwach raczej bym odradziła. Ocena: 6/6
Co do części drugiej, tu się już robi trochę lepiej, aczkolwiek nadal nie jest kolorowo. Dave, zabrany matce, zmuszony jest zmierzyć się z nią jeszcze raz podczas rozprawy o zabranie praw rodzicielskich, w dalszej części książki opisywane są kolejne rodzinne domy dziecka, w jakich przyszło mu mieszkać, a także poprawczak, w którym musiał spędzić jakiś czas, po kilku występkach jakich się dopuścił. Pelzer bardzo dobrze opisał zasady funkcjonowania zastępczych rodzin. Najbardziej przeżywał chyba momenty, gdy w danej rodzinie znajdował się na tyle długo, by móc się do nich przyzwyczaić, wiedząc jednocześnie, że i tak nie zagości w ich domu zbyt długo. Zadziwiające są reakcje środowiska, ludzi, którzy myślą, że jak dziecko przebywa w rodzinnym, czy też zwykłym, domu dziecka, to zapewne dlatego, że samo jest sobie winne, jest wyrzutkiem, elementem i nie powinno się z nim w ogóle rozmawiać. Przykre, ale niestety na wszystko ludzie patrzą, patrzyli i zawsze będą patrzeć stereotypowo, a niektórych rzeczy nie da się przecież przetłumaczyć. Ocena: 5/6 Obydwie części polecam, ale jednak ludziom o mocniejszych nerwach. Ps. Zdrowych, spokojnych, wesołych Świąt!
niedziela, 03 stycznia 2010
„Coraz mniej milczenia” to cztery historie, opowiedziane w sposób bardzo przystępny jak dla mnie. Każdy z rozdziałów, oprócz czwartego, ale o tym później, podzielony jest na dwie części, z których pierwsza jest opowiadaniem, a druga wywiadem z osobą będącą pierwowzorem do opowiadania. I tak wszystkie trzy rozdziały opowiadają o kobietach, teraz już w pełni dojrzałych, które w dzieciństwie były wykorzystywane seksualnie. Czwarta, ostatnia historia jest historią mężczyzny, z którym jednak pani Fox nie udało się spotkać, dlatego ma inną kompozycje niż pozostałe. Są to po prostu maile wymieniane między nimi, ułożone w porządku chronologicznym. I może dobrze, że nie ma wywiadu, że nie ma żadnych komentarzy, bo te komentarze byłyby właściwie zbędne. Myślę, że takie historię mogę czytać i czytać, a nigdy nie przestaną mnie one szokować i oburzać. I właściwie w każdej podobnej historii szokują wiecznie te same dwie postawy. Postawa mężczyzny, który wykorzystuje swoją córkę, siostrzenice, bratanice i postawa kobiety przeważnie matki, która udaje, że tego wykorzystywania nie widzi, a czasami wręcz staje w obronie mężczyzny. I właściwie nigdy nie potrafiłam się zdecydować, która z tych osób jest tą gorszą. I nigdy chyba nie rozwiąże tego dylematu. Wierzę, że to jeszcze nie jest moje ostatnie spotkanie z panią Fox. Oby nie. Ocena: 5/6
czwartek, 29 października 2009
|
Archiwum
Zakładki:
*
Całkowita liczba wyświetleń
Dla czytelnika
Mole książkowe
Strony autorów
Współpracuję
Wyzwania
Tagi
Czytadełko on Google+ |