Wpisy z tagiem: Muzyczny

sobota, 09 października 2010

Step Up 3D (2010) – reż. Jon ChuJon Chu

Przy okazji pisania o Footloose marudziłam, że wszystkie filmy taneczne oparte są na tej samej fabule przez co każdy kolejny zdaje się powielać poprzedni przez co to wszystko robi się nudne. I faktycznie, w przypadku Step Up 3D fabuła jest powielona. Znów to samo, znów te same zawody, znów to samo dążenie do celu, znów walka o zdobycie pierwszego miejsca i nagrody pieniężnej, która pozwoli na uratowanie miejsca, w którym odbywałyby się dalsze treningi i znów te same miłości między głównymi bohaterami, a jednak... Ja jestem zachwycona. Mam wrażenie, że w filmach tanecznych fabuła już dawno zeszła na drugi plan, na pierwszy za to wysuwają się coraz to lepsze choreografie, a tutaj zarówno choreograf, jak i tancerze dali z siebie dosłownie wszystko. Taniec na najlepszym poziomie, świeeetna muzyka, niezłe ciacho w roli głównej, przezabawni bliźniacy i efekty 3D sprawiają, że ja jestem absolutnie, zupełnie, w całości kupiona i film pewnie obejrzę z wielką chęcią ponownie.

Ocena: 5/6

 

Slumdog. Milioner z ulicy (2008) – reż. Danny Boyle

Nie tak dawno pisałam o książce, dziś parę słów o filmie. O dziwo, podobało mi się. Pomimo początkowych nerwów, bo pozmieniano nie tylko co niektóre pytania i fakty z życia głównego bohatera, ale także jego imię! W dodatku Dev Patel jakoś tak średnio pasował mi do roli Jamala (ponieważ piszę o filmie, posługiwać się będę imieniem filmowym), o wiele bardziej pasowałby mi aktor grający Salima, ale do reżysera mi daleko, toteż mówię trudno i zmuszona jestem przyjąć jego wizję.

Tak, jak w książce tak i tutaj środek jakoś tak średnio przypadł mi do gustu, ciągnął się trochę bez sensu, zaczynał nudzić, ale na szczęście akcja w końcu się rozkręciła, wszystko ładnie zaczęło się łączyć i cóż, podobało mi się chyba bardziej niż książka. Postacie wyrazistsze, Indie, mimo panującej w nich biedy (której temat wcale nie został tu spłaszczony, kornwalio ;)) dużo bardziej przekonujące, a i sama historia ciekawsza. Na wielką pochwałę zasługuje oczywiście kapitalna muzyka. Zabrakło mi co prawda postaci pani adwokat, koniec nadal jest nieco naciągnięty, a w pewne wydarzenia nadal trudno uwierzyć, ale mimo tych potknięć ja jestem na tak.

Ocena: 4,5/6

 

Lektor (2008) - reż. Stephen Daldry

Z zasady już tak jest, że gdy zachwyci mnie książka, filmowi zrealizowanego na jej podstawie bardzo trudno jest mnie zadowolić. Widzę każde najmniejsze niedociągnięcie, denerwują mnie wszelkie wprowadzone przez twórców zmiany i niezadowolona marudzę, że mogli się w ogóle nie brać za ekranizacje skoro nie wiedzieli jak najwierniej oddać książkę. W przypadku Lektora marudzenia nie będzie, bo film moim zdaniem jest doskonały pod każdym względem. Nie dziwią mnie ani trochę wszystkie nagrody czy nominacje Kate Winslet za tę rolę, bo zagrała świetnie, jej zagubienie w sądzie, władza nad Michaelem, uczenie się alfabetu, dla mnie mistrzostwo. Zresztą David Kross, w roli młodego Michaela także zagrał całkiem nieźle. Przy końcówce napłakałam się jak naprawdę przy mało czym i płakałam jeszcze jakiś po zakończeniu filmu. Jeśli ktoś jeszcze nie widział – polecam, z całego serca.

Ocena: 6/6

wtorek, 31 sierpnia 2010

Ostatnio jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne filmy o tańcu. Lubię je i oglądam, ale niestety oglądając coraz to nowsze produkcje stwierdzam, że każda następna jest gorsza od poprzedniej. Ostatnio miałam okazję obejrzeć nową wersję Fame i rozczarowałam się bardzo, bo ani to porządnej fabuły nie ma, ani tańcem nie powala. Ale nie o Fame chcę dziś pisać, a o Footloose, filmie który mnie zachwycił i który z chęcią pewnie obejrzę jeszcze niejeden raz.

Do małego miasteczka sprowadza się, wraz z matką, Ren McCormack (Kevin Bacon). Miateczko to dość ponure, bo z powodu wypadku mającego miejsce kilka lat wcześniej, zabroniono w nim wszystkiego, od alkoholu zaczynając, a na słuchaniu rockowej muzyki i tańcu kończąc. Młodzież ubolewa, ale żaden z dotychczasowych mieszkańców nie ma na tyle odwagi by sprzeciwić się zakazom pastora. I dopiero Ren, z pomocą kilku nowych przyjaciół, postanawia coś zmienić.

Jestem mniej więcej w wieku głównych bohaterów i wybaczcie, ale nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, ktokolwiek, nieważne ksiądz, rodzice, czy sam papież mógł mi zabronić chociażby słuchania muzyki, nie mówiąc już o zabawie. Na jakiś krótki okres czasu i owszem, to zrozumiałe, nie zawsze jest pora na tańce, ale na kilka lat? W życiu. Kiedy będę się bawić jak nie teraz właśnie? Każde pokolenie zasługuje na to samo i nikt nie powinien być zmuszony do odpowiadania za czyny poprzedników, bez względu na to czy są zupełnie obcymi ludźmi czy najbliższą rodziną.

Film polecam, oczywiście, bo bardzo mi się podobał. Pomysł na fabułę świeny, wykonanie również niczego sobie, sporo tańca, no i najważniejsze – muzyka, muzyka, której słucham od kilku dni nieustannie. Plusem w filmie jest też Sarah-Jessica Parker, za która nigdy jakoś nie przepadałam, a która bardzo pozytywnie mnie tu zaskoczyła.

Na przyszły rok zapowiadana jest premiera remaku Footloose, aż się boję co z tego wyjdzie.

Ocena: 6/6

wtorek, 23 marca 2010

Powiem szczerze, nie mam zwyczaju zagłębiać się w biografie moich ulubionych pisarzy, aktorów czy też muzyków, jeśli zaś chodzi o Ray’a Charlesa, no cóż, znałam jego Hit the Road, Jack, w końcu kto  nie zna, ale na temat samego muzyka nie wiedziałam zupełnie nic. Gdy więc M. zaproponował byśmy obejrzeli film o jego życiu nie spodziewałam się nie wiadomo czego i może dobrze, bo dzięki temu mój zachwyt był jeszcze większy.

Ray opowiada o życiu Ray’a Charlesa Robinsona, zaczynając od lat dziecięcych, kiedy był świadkiem śmierci swego młodszego brata, obrazując dokładnie utratę wzroku przez małego chłopca, naukę wykonywania podstawowych czynności polegając jedynie na zmyśle słuchu, pokazując trudne początki jego kariery, a kończąc aż na momencie ustanowienia jednego z jego utworów hymnem stanu Georgia.

W doskonały sposób film pokazuje codzienność niewidomego człowieka, trudności związane z tym upośledzeniem oraz walkę jaką osoba niewidząca musi codziennie staczać ze światem i to nie tylko, jeśli walczy o pierwsze miejsca na listach przebojów, jak Ray, ale też, przede wszystkim o przetrwanie, o normalne życie, o możliwość korzystania z dóbr dostępnych zwykłym ludziom. Bardzo dobrze został też przedstawiony problem rasizmu w Ameryce, zaczynając chociażby od ukazania zasad, którymi rządziły się autobusy, w których wyznaczone były miejsca dla kolorowych, a kończąc na zakazie wstępu do Georgii, gdy Ray odmówił grania dla podzielonej publiczności. Pokazano także problemy Ray’a z uzależnieniem od heroiny i od... kobiet, obrazując jego wszelkie romanse i dosyć dziwny, jak na mój gust, typ relacji z żoną.

Dużo chciałoby się jeszcze o tym filmie napisać, ale trudno ująć wszystko w słowa, trzeba go po prostu oglądnąć. Osoby pracujące przy produkcji zrobiły chyba wszystko co można było zrobić, na dodatek w najlepszy z możliwych sposobów, pokazując życie Charlesa, jego wzloty i upadki. A Jamie Foxx, w roli głównej wypadł po prostu niesamowicie. Doskonale potrafił odwzorować wszystkie ruchy, gesty, mimikę granej przez siebie postaci, z resztą zaowocowało to nagrodą przyznaną przez Akademię Filmową dla najlepszego aktora pierwszoplanowego. Bardzo podobała się także gra Sharon Warren w roli Arethy Robinson. Z resztą każda z postaci ukazanych w filmie jest na swój sposób wyjątkowa, a aktorzy, no cóż, spisali się na medal.

Jestem naprawdę zachwycona, dawno żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia i pewnie przez długi czas żaden nie zrobi. Zdecydowanie ta pozycja wpisuje się wysoko na listę moich ulubionych filmów.

Ocena: 6/6

Ps. A tych, który nie zachęciłam zapraszam na stronę dotyczącą filmu, gdzie można zobaczyć trailer, poszczególne sceny oraz posłuchać muzyki z filmu ;)

Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Czytadełko
on Google+