Wpisy z tagiem: Albatros

czwartek, 14 kwietnia 2011

O książkach staram się pisać zaraz po przewróceniu ostatniej kartki, tak jest mi łatwiej. Jestem wtedy na świeżo, wszystkie emocje jeszcze we mnie krzyczą. Nad recenzją Beatrycze i Wergili siedzę ponad tydzień i nadal nie wiem z której strony ją ugryźć, a choć emocje nadal są, kotłują się i próbują wyjść, to nie tak łatwo jest je przelać na klawiaturę.

Henry jest pisarzem, który niewątpliwie odniósł wielki sukces. Dane mu było poznać opinie czytelników, uczestniczyć w spotkaniach z nimi, udzielać wywiadów. W końcu postanowił napisać kolejną książkę. Książkę dwustronną, z której jedna strona miała być oparta tylko i wyłącznie na faktach, w drugą zaś tchnął odrobinę fikcji. Pięć lat zajęło mu napisanie tej książki, pięć lat dopieszczał swe dzieło, a gdy już było gotowe do druku spotkał się z całkowitym niezrozumieniem. Wydawcy, księgarze, a przede wszystkim historycy skutecznie pozbawili go złudzeń co do tego, że to mogłoby się sprzedać. Wszak kolejna książka o Holokauście, choćby wydana w taki sposób, nie ma racji bytu.

Zrezygnowany postanawia wyjechać do innego miasta, zapomnieć o wszystkim i ułożyć swe życie na nowo. Dostaje listy od czytelników, to jasne, na wszystkie nawet stara się odpowiadać. Aż pewnego dnia dostaje tajemniczą kopertę, grubszą niż inne, w której znajduje Legendę o św. Julianie Szpitaliku Flauberta, w której zaznaczono fragmenty dotyczące zwierząt oraz jedną scenę ze sztuki, w której także główną rolę odgrywają zwierzęta. O co w tym wszystkim chodzi, kto jest nadawcą, i jak ma się Beatrycze i Wergili do losów nie tylko Henry’ego, ale całej ludzkości, dowiedzieć się możemy tylko zagłębiając się w lekturę.

Cała powieść napisana jest gładko, tak gładko, że mimo alegorii, mimo porównań z Holokaustem, mimo wyrazistych opisów prześlizgujemy się przez nią niemal niezauważalnie i już, już, myślimy, że po odłożeniu na półkę cała treść po nas spłynie i da szybko o sobie zapomnieć. Autor jednak, podobnie jak w Życiu Pi, najlepsze zostawia na sam koniec, i na kilkunastu ostatnich stronach serwuje nam Gry dla Gustawa, po których ciężko będzie nam zasnąć.

Po raz kolejny Martel napisał książkę, która na długo zagości w naszej pamięci. Po raz kolejny zadał, tym razem dosłownie, pytania dotyczące naszej egzystencji, pytania o to jak ważne jest ludzkie życie, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla ratowania siebie i bliskich. Nawiązując do dzieła Flauberta i wydarzeń znanych nam z historii zmusza nas do refleksji nad tym jak traktować należy zbrodniarzy, i czy gdy naprawiamy błędy to możemy mówić o ich całkowitym wymazaniu. Przede wszystkim zaś pyta o to jak? Jak i czy w ogóle mówić o tym co było, gdzie znaleźć odpowiednie słowa i czy nie lepiej byłoby zapomnieć.

Ocena: 5/6

Yann Martel, Beatrycze i Wergili, Warszawa, Wydawnictwo Albatros 2010.

czwartek, 06 stycznia 2011

Czasem powodzenie w życiu zależy od drobnostki. Od jednego spotkania, właściwej decyzji, łutu szczęścia…*

Siedzę przed tym komputerem i siedzę i już któryś dzień z kolei zastanawiam się co o książce Musso mogłabym napisać. Od czego właściwie zacząć. I jasne, że najłatwiej byłoby zacząć od początku. Tyle, że nie potrafię tu tego początku wyznaczyć. Nie wiem czy wydarzenia opisywane w tej książce zaczęły się właściwie od spotkania trójki bohaterów w samolocie, czy może od dzieciństwa Connora i Marka i ich niezwykłej przyjaźni. A może należałoby zacząć od porwania Layli, pięcioletniej dziewczynki, najjaśniejszego światełka dla dwójki rodziców, która nie wie co po tym wydarzeniu ze sobą począć. Tak jak we własnym życiu nie umiem wyznaczyć tego jednego punktu od którego zaczyna się cała lawina różnych zdarzeń tak i w przypadku tej książki nie umiem określić od czego się zaczęło. Tak samo jak nie umiem określić głównej postaci, albo chociaż pary postaci, bo każda z nich jest równie ważna, ma równie wielki wpływ na rozwój wydarzeń, a to jak ich losy idealnie w pewnym momencie się łączą zdaje się tylko to co tu teraz piszę potwierdzać.

Mamy więc Alyson uzależnioną od wszystkich możliwych używek córeczkę bogatego tatusia, która jednak nosi w sobie piętno przeszłości, a jej nałogi nie są tylko wynikiem dużego majątku i braku pomysłu na co je wydać, ale raczej ucieczki od strasznego czynu, którego się dopuściła. Mamy również Evie, młodą dziewczynę, która zbyt wcześnie straciła matkę i może ta strata byłaby choć trochę mniej bolesna, gdyby nie fakt, że nie zdążyła się z nią nawet pożegnać, a przez błąd innego człowieka i zamęt, który wywołał nie zdołała nawet uwierzyć w jedne z jej ostatnich słów. Teraz szuka zemsty.  Każda z tych kobiet w pewnym momencie swojego życia spotyka Connora, wziętego psychologa, który również samotnie każdego dnia stara się pokonać demony z przeszłości, pojawiające się już nie tylko w snach. Wreszcie mamy małżeństwo, przyjaźniące się z Connorem, którego córeczka zniknęła podczas zakupów i którego drogi od tego tragicznego wydarzenia się rozeszły. Nicola, jako skrzypaczka rzuciła się w wir koncertów. Mark zaszył się w podziemiach jako człowiek bezdomny. Ich drogi łączą się ponownie po jednym z koncertów, gdy Nicole zostaje zaatakowana nożem. Kilka dni później, po pięciu latach nieobecności, dokładnie tego samego dnia i dokładnie w tym samym miejscu odnajduje się ich córeczka - dziesięcioletnia, urocza Layla.

Nie pamiętam już kiedy ostatnio czytałabym cokolwiek do późna w nocy, a Musso sprawił, że autentycznie zapomniałam o wszystkim wkoło i nawet nie zwracałam uwagi na godzinę dopóki nie przewróciłam ostatniej strony. Spodziewałam się jakiejś łzawej, miłosnej historii, nie wiem czemu mi się to ubzdurało, w każdym razie autor totalnie mnie zaskoczył i z chęcią przygarnęłabym wszystkie jego pozostałe książki. Cała historia bardzo mnie wciągnęła, mimo ciągłego przeplatania wątków nie było momentu w którym mogłabym się jakoś pogubić, połączenie tych wszystkich opowieści  zgrabne wyjaśnienie wszystkich zależności między nimi szalenie mi się podobało. Niestety jednak przyczepię się do zakończenia. Liczyłam na więcej magii, z której w końcu Musso słynie, rozwiązanie które wybrał było dla mnie zbyt realistyczne, zbyt prawdopodobnie. Nie wiem czy rzeczy o których pisał są stosowane, ale jestem pewna, że w przyszłości mogą być. W końcu przez całą książkę liczyłam na to zakończenie, które mnie zachwyci, porwie na całego, więc to co dostałam było dla mnie zbyt proste, jednakże wątek Evie i Connora podciąga moją ostateczną ocenę do góry, bo wzruszył mnie bardzo.

Ocena: 5/6

Guillaume Musso, Ponieważ Cię kocham, Warszawa, Albatros, 2009.

*Tamże, s. 294

piątek, 06 listopada 2009

Akcja książki zaczyna się od porwania a następnie zabójstwa młodej kobiety o imieniu Marianne. Nie wiemy kim była ona, ani kim byli jej oprawcy, wiemy tylko tyle, że powinna ona posiadać jakieś cenne nagranie, które to spowodowało jej śmierć. Oczywiście później okazuje się, że za zabójstwem Marianne stali Nash i Pietra.

Mike i Tia martwiąć się o swego szesnastoletniego syna postanowili, że będą śledzić wszystko co on robi, w tym celu sprowadzili fachowca, który w komputerze Adama zainstalował program monitorujący każdą czynność chłopca. Rodzice znajdują dziwną wymianę zdań na czacie, z osobą która każe Adamowi „siedzieć cicho”, przy okazji odkrywają też e-mail, w którym jest zaproszenie na prywatkę do Dj Huffa.

Betsy Hill straciła syna. Teoretycznie Spencer popełnił samobójstwo. Pytanie tylko czy aby na pewno? Przeglądając zdjęcia syna Betsy napotyka jedno zrobione tamtej nocy, kiedy jej syn zginął. Co wskazuje na to, że Spencer tamtej nocy nie był sam,i wszystko znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że był z nim Adam.

Loren Muse w wieku niewiele ponad trzydzieścu lat została głównym inspektorem śledczym hrabstwa Essex, co wywołuje zazdrość u jej kolegów po fachu. To ona zajmuje się sprawą zaginięcia Marianne oraz Reby Cordovy, czyli kolejnej kobiety po której ślad zaginął.

W powieści pojawia się także postać Ilene Golfarb, lekarki, współpracowniczki Mike, której jednym z pacjentów jest syn Susan Loriman. Ich celem jest znalezienie dla chłopca jak najlepszego dawcy nerki, a w międzyczasie okazuje się, że Dan, mąż Susan, nie jest jego biologicznym ojcem.

Jest również Guy Novak, którego córka Yasmin, pod wpływem jednego zdania wypowiedzianego przez nauczyciela zmieniła swoje całe nastawienie do otaczającego świata. Wystarczyło parę słów Joe’go Lewistona, by cały świat Yasmin padł w gruzach.

Dużo osób, dużo miejsc, i mam takie dziwne wrażenie, że tym razem Coben trochę przesadził z różnorodnością bohaterów. Początkowo często się gubiłam, nie wiedziałam w końcu kto jest kim i z kim powiązany. Mimo to książkę czyta się dobrze, wciąga, wszystkie wątki w finiszu ładnie się ze sobą łączą.

Niestety stwierdzam, że wolę te książki Cobena, w których występuje Myron, tak jakoś się do niego przyzwyczaiłam :)

Życie jest zaledwie krótkim tchnieniem w porównaniu z wiecznością.

Ocena: 4,5/6

czwartek, 29 października 2009

Po przeszło trzynastu latach w życiu Myrona Boltiara pojawia się jego dziewczyna ze studiów. Nagle, po tak długim czasie zapragnęłą go poinformować, że jest ojcem. Mało tego, ich syn choruje na anemię Fanconiego, rzadką odmianę białaczki, a do wyzdrowienia konieczny jest przeszczep szpiku kostnego. Niestety, okazuje się, że jedyny człowiek, który mógłby być jego dawcą zaginął bez śladu.

Oczywiście tak jak w poprzednich częściach, i we wszystkich kolejnych również Myron wraz z pomocą najlepszych przyjaciół zaczyna śledztwo na własną rękę. I znów na własną prośbę pakuje się w sprawy o których nie ma pojęcia.

I fakt, Coben pisze schematycznie, i wiadomo czego mniej więcej można się spodziewać, ale mimo wszystko lubię jego książki, a zakończenie i tak zawsze mnie zaskakuje.

I lubię Myrona, a Wina jeszcze bardziej. Nie potrafię tego zmienić. I nie chcę. ;).

Ocena: 4,5/6

Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Czytadełko
on Google+