Wpisy z tagiem: seria z miotłą
poniedziałek, 27 lutego 2012
Młody muzealnik, którego imienia nie poznajemy aż do samego końca, przyjeżdża do małego, prowincjonalnego miasteczka, by tam, na prośbę pewnej osobliwej staruszki stworzyć muzeum z dość nietypowymi eksponatami. Szklane oko, tubki po farbie, będące ostatnim posiłkiem umierającej z głodu malarki, kula armatnia, mumia psa, spirala antykoncepcyjna po niemłodej już prostytutce, to tylko niektóre z nich. Okazuje się bowiem, że owa staruszka od wielu już lat zbiera pamiątki po zmarłych. I to zmarłych, wcale nie będących jej szczególnie bliskimi. Pierwszym zdobytym eksponatem był sekator, zabrany zmarłemu ogrodnikowi z rąk. Miała wtedy 11 lat. Mało więc powiedzieć, że to, co zastaje na miejscu, wprawia głównego bohatera w osłupienie. Osłupienie, które rośnie, gdy dowiaduje się, że kolejne eksponaty będzie zobowiązany pozyskać zupełnie sam, i że w dodatku nie sprawi mu to większych problemów. Myślę, że to trochę nie fair, że nie pamiętamy tego, jak sami byliśmy małymi dziećmi.** Muzeum ciszy to książka dość specyficzna. Dziwna, ale w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Spokojna, melancholijna, a jednocześnie trzymająca niemal przez całą lekturę w napięciu i niepokojąca. Powolna, ale przyspieszająca tam, gdzie zaczynamy tracić czujność. Zaskakująca właściwie od pierwszych stron i zmuszająca do myślenia. Ja przez całą niemalże lekturę, zadawałam sobie pytanie, jaką jedną, jedyną rzecz chciałabym po sobie zostawić, jaką jedną, jedyną rzecz wybrałabym na pamiątkę po najbliższych. Ciekawym zabiegiem okazało się wprowadzenie do książki zarówno nauczycieli ciszy, którzy pozwalają nam na chwilkę odsapnięcia, jak i motywu seryjnego mordercy, odcinającego swym ofiarom sutki, który wprowadza odrobinę zamieszania, gdy zaczynamy zastanawiać się nad tym, który z bohaterów byłby do tego zdolny. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu boi się śmierci, czy to własnej, czy to tych najbliższych, bez których nie wyobrażamy sobie dalszego życia. Ogawa zdaje się natomiast, przynajmniej w niewielkim stopniu, nam tę śmierć oswajać. Recenzja opublikowana na kobieta20.pl Yoko Ogawa, Muzeum ciszy, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B. 2012. *Tamże, s. 28-29. **Tamże, s. 252.
niedziela, 14 sierpnia 2011
Przerażające? Być może. Ale taki właśnie jest debiut prozatorski Sajko, debiut dzięki któremu zresztą otrzymała nagrodę za najlepszą chorwacką powieść 2006. Jest więc strasznie, jest też nostalgicznie, przygnębiająca i nadzwyczajnie głośno. Głośno, bo właściwie cała książka została wykrzyczana przez trzy kobiety (a właściwie może to jedna i ta sama, naprawdę ciężko wyczuć), z których każda szuka ukojenia w barze Rio, nad kieliszkiem wina czy wódki, obserwując ludzi tam pracujących, roześmianych turystów, kobiety, które odnalazły spokój. I choć na ogół, nawet z pomocą alkoholu, trudno im to wspomniane ukojenie znaleźć, to na parę chwil udaje im się przynajmniej zapomnieć, przynajmniej do momentu odzyskania przytomności. Rio Bar z pewnością nie jest powieścią łatwą. To nie książka, którą weźmiemy wieczorem do łóżka, by nasze sny były pełne radości i kolorów. To nie książka, którą przeczytamy na jednym wdechu, choć przecież jej objętość mogłaby na to wskazywać. To powieść pełna bólu i złości, których po prostu nie można przyswoić za jednym razem. To lektura, podczas której trzeba robić multum przerw na złapanie oddechu i uporządkowanie myśli. Nie tylko swoich, ale także bohaterek, bo i one są często dość chaotyczne. Powieść Sajko mogłaby być książka o każdej wojnie. Nie tylko tej na Bałkanach, bo autorka nie podaje ani żadnych dat ani żadnych miejsca, może poza tytułowym Rio Barem, który właściwie też mógłby znajdować się wszędzie, bo przecież każde miasto ma swój Rio Bar*. To może jakakolwiek wojna, bo kobiety zawsze będą czuły się tak samo, niezależnie od nazw, miejsc, czasu i powodów, dla których ich mężczyźni musieli stanąć do boju. Zawsze będą tęsknić i czekać z nadzieją każdego dnia. Zawsze będą odczuwać żal i winić wszystkich dookoła za to co się stało. I nie można mieć do nich za to pretensji. Chociaż od wojny w Chorwacji minęło już kilkanaście lat, chociaż świat już dawno o tym zapomniał, to chorwackie kobiety nadal pamiętają. I dzień po dniu wyglądają ojców, synów, mężów i braci. Które nadal, dzień za dniem tęsknią, czekają i krzyczą, licząc na to, że ktoś je usłyszy. Recenzja opublikowana na kobieta20.pl Ocena: 4/6 Ivana Sajko, Rio Bar, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B. 2011. *Tamże, s. 84.
sobota, 07 maja 2011
U jej siostry, Bron, wykryto raka, który położył cień na życiu całej rodziny. Zaczęło się życie w ciągłym strachu przed śmiercią, życie skupione wokół jednej osoby. Niedługo potem jej ojciec, Leonard zginął w wypadku samolotowym. Po prostu spadł, uderzył w ziemię, choć latanie kochał ponad życie. Matka, pod wpływem tragicznych wydarzeń, w końcu zaczyna popadać w szaleństwo, przestaje wychodzić z domu, a wkrótce i z własnego pokoju. Są jeszcze dwie młodsze siostry: Roxanne, która ukojenia szuka w narkotykach, powoli niszcząc się coraz bardziej oraz Dot starająca się mimo wszelkich niedogodności trzymać całą rodzinę w ryzach. Jak sobie radzi Philomena? Ucieka w to co kocha najbardziej. Pływa, stara się być najlepsza w tym co robi, narzuca sobie mordercze treningi, całe godziny spędza w wodzie. Za wszelką cenę dąży do doskonałości, poprawia technikę, poprawia czas. Pierwsze zawody, pierwsza wygrana, pierwsza Olimpiada, pierwsze olimpijskie złoto, drugie, czwarte, ósme. Wieczny stres, ciągła presja, pragnienie bycia perfekcyjnym to to co rządzi jej życiem. Życiem, które zamyka się w sportowej hali, bo poza nią Pip zwyczajnie sobie nie radzi. Spędzając dni w towarzystwie całego zespołu jest na wskroś samotna. Szukając pocieszenia w ramionach innych pływaków jest na wskroś samotna. A wreszcie znajdując miłość, która mogłaby odmienić jej życie odrzuca, nawet nie zastanawiając się nad tym jak to na nią wpłynie. Keegan w swej powieści stara się pokazać czytelnikowi tę drugą stronę medalu. Oglądając jakiekolwiek zawody, nie tylko pływackie, wydaje nam się, że sportowcom wszystko przychodzi z wielką łatwością i choć wiemy, że muszą trenować, żeby coś osiągnąć to w gruncie rzeczy nie zdajemy sobie sprawy jak ciężkie to są treningi. Jak wielu wymagają wyrzeczeń, ilu rezygnacji z rzeczy, z których my swobodnie na codzień korzystamy. To wbrew pozorom świat pełen cierpienia, to ciągła rywalizacja, to otoczenie w którym nawet koleżanki z zespołu stanowią największego wroga, który tylko zagraża karierze. Z niezwykłą precyzją autorka kreuje każdą z postaci. Mnie zafascynowała Dot. Początkowo tak idelna, tak odpowiedziana, przejmująca w domu rodziny Ash zadania, które powinna pełnić matka, starająca przyjąć się postawę głowy rodziny, a przy tym pozostająca w cieniu za wszelką cenę. Ciekawa byłam jak długo pociągnie, jak długo będzie wchodzić w rolę, do której życie jeszcze nawet nie zdążyło jej przygotować, kiedy w końcu pęknie. Bo w to, że pęknie, że w końcu nie da rady, nie wątpiłam ani przez chwilę. Swoją drogą dawno już nie czytałam książki tak długo. Bynajmniej nie dlatego, że mi się nie podobała. Po prostu podczas Pływania konieczne są przerwy na złapanie oddechu. Bo to duszna książka. Duszna i ciężka, nie tylko za sprawą tematyki, ale i stylu autorki, który wymaga od czytelnika całkowitej koncentracji, maksymalnego skupienia. A przy tym wszystkim jest lekturą naprawdę dobrą, a nawet bardzo dobrą. Choć może nie przesadzałabym z tym literackim objawieniem. Ocena: 5/6 Nicola Keegan, Pływanie, Warszawa, Wydawnictwo WAB 2011.
sobota, 22 maja 2010
Lubię Serię z miotłą, lubię powieści dla kobiet, o kobietach i pisane przez kobiety. Lubię rodzinne sagi, lubię opowieści o przeszłości, o życiu, lubię wspomnienia opowiadane z różnych perspektyw. Lubię, gdy narracja prowadzona jest przez kilka osób i gdy każda z tych osób ma do powiedzenia coś zupełnie innego, opowiada swoją własną historię. A jednak... no właśnie, poległam. Zaczęłam czytać, odłożyłam, wróciłam po tygodniu, odłożyłam i tak przez miesiąc, potem pojechałam do biblioteki przedłużyłam sobie książkę na kolejny miesiąc i próbowałam znów, niestety nie wyszło. Chyba pora trochę przystopować z tym wszystkim, z Serią z miotłą, z opowieściami o kobietach, z rodzinnymi sagami, bo powieść Forny zwyczajnie mnie znudziła i po jej połowie dałam sobie po prostu spokój, wierząc w to, że kiedyś jeszcze do nich wrócę, w końcu mam zamiar kiedyś poznać wszystkie książki z tej serii. Po kilku latach życia w Londynie i otrzymaniu listy z informacją o tym, że stała się właścicielką plantacji kawy Abie postanawia wrócić w rodzinne strony, do Afryki. Tam będzie miała okazję spotkać cztery ciotki i wysłuchać opowieści o przeszłości i rodzinnych tajemnicach. Kamienie przodków swą budową i stylem bardzo przypominały mi Czas Czerwonych Gór i momentami zastanawiałam się czy nie mam przypadkiem jakiegoś deja vu. Czułam się jakbym czytała to samo, a jedynymi różnicami było miejsce pochodzenia kobiet i ich imiona. Tu także mamy kobietę, która opuściła rodzinne strony i kobiety, które zostały, tam było na odwrót, ale sens pozostaje ten sam. Mam nadzieję, że może za kilka lat, gdy wspomnienie Czasu Czerwonych Gór ulegnie całkowitemu rozmyciu wrócę do „Kamieni przodków” i przeczytam je z jak największą przyjemnością, póki co szkoda mi czasu na czytanie na siłę. Ocena: 3/6
wtorek, 30 marca 2010
Ian jest czetrdziestoletnim wykładowcą literatury. Po zamachu 11 września wyjeżdża ze swej ojczyzny, z nadzieją, że w innym kraju będzie miał szansę rozpocząć nowe życie i zapomnieć, nie tylko o ataku na World Trade Center, ale także o swoim ojcu, który postradał zmysły po powrocie z wojny w Wietnamie, a którego matka oddała do domu wariatów i którego idealny obraz, Ian jako młody mężczyzna musiał sobie zbudować, aby mieć szansę przetrwać i samemu nie zwariować. Matka kupowała na uniwersytecie i w antykwariacie stare książki, a Ian pożerał każdą z nich. Uważał, że dopóki będzie mógł co wieczór zanurzać się w kolejnych opowieściach, w jego własnym życiu będzie mogło się dziać cokolwiek, a on to na pewno wytrzyma. Wytrzyma poranny ból brzucha i drogę do szkoły, podczas której ktoś może się za nim skradać i rzucać mu w plecy kamieniami. Przerwy, podczas których nikt z nim nie rozmawiał. Szkolne korytarze i ciemne kąty, skąd w każdej chwili mogła wyrosnąć ręka, która pchnie jego głowę prosto na wieszak. Jest i Anna, dwudziestoletnia studentka, narratorka powieści która związuje się z Ianem i stopniowo wtajemnicza zarówno jego, jak i nas, czytelników w tajemnice dotyczące jej życia, jej rodziny, szczególnie skupiając się na swym bracie Jonaszu, opisując szczegółówo zwłaszcza dzień, gdy ich ojciec spowodował wypadek, po którym matka wylądowała w szpitalu, dzień, od którego Jonasz zaczyna wyobrażać sobie ojca jako chcącego zgładzić całą rodzinę tyrana, dzień, który na zawsze miał odmienić życie ich wszystkich. Każda z tych dwóch osób powoli rozlicza się ze swojej przeszłości, przypominając sobie o rzeczach, o których tak naprawdę nikt nie chce pamiętać, o których najlepiej byłoby zapomnieć, wyrzucić, zamienić w coś co nigdy się nie wydarzyło. Nawzajem pozwalają sobie przypomnieć najgorsze chwile, móc się nimi podzielić, pomagają sobie, dzieląc się miłością i zrozumieniem. Miał na sobie tylko cienki wełniany sweter i oplótł ramiona rękoma, żeby się ogrzać. Był kochany, wyrozumiały, zagubiony i samotny, a ja zapragnęłam zamknąć go w butelce i wcisnąć do kieszonki na piersi, by już zawsze słyszał bicie mojego serca i żeby nic nie mogło go zranić. Relacje narratorki poprzetykane są listami Jonasza, pisanymi w większości już zza murów szpitala psychiatrycznego. To opowieść przede wszystkim o wielkiej samotności, z która musi się zmagać każdy z nas, każdego dnia, mimo, że wokół nas jest wiele innych ludzi. Chciał mieć przyjaciela, u którego mógłby się zwalić na sofę, który by go poczęstował winem albo ciastkami, albo zimnym makaronem i zrozumiał odjeżdżającą taksówkę, obce miasto i samotność, i wojnę, i manifestację, i poczucie winy, które nie miało początku ani donikąd nie prowadziło. Autorka daje nam również do zrozumienia, że nie tylko w naszym życiu są rzeczy o których chcielibyśmy zapomnieć, a przypominamy je sobie wciąż i wciąż. To problem każdego człowieka, każdy skrywa w sobie jakąś tajemnice, którą może się podzelić zaledwie z garstką ludzi, a bywają i takie z którymi nie chcemy się dzielić z nikim. Skupia się też dość mocno na problemie szpitalów psychiatrycznych i ludzi chorych, pokazując nam nie tylko bezradność samego chorego, ale także całej rodziny, pokazując ból, który towarzyszy im, gdy patrząc na najbliższą osobę, za nic nie potrafią jej pomóc. Chcę siedzieć na ogrzanej słońcem ławce, pod którą pachnie świeża trawa, nad którą pochyla się klon. Czytać w książce o diable, czytać okrągłe zdania i myśleć, że może rozumiem. Siedzieć tutaj, wąchać wiatr i wiedzieć, że wkrótce nadejdzie lato, a morze się ociepli. Ocena: 5/6
czwartek, 18 lutego 2010
Nigdy nie przestanie mnie dziwić jakim sposobem niektórym autorom na stu stronach udaje się zamieścić tyle treści, podczas gdy inni mogą zapisać i ich nawet tysiąc i nie przekazać zupełnie nic. Jak to jest poślubić mężczyznę, którego się nie kocha, ba, którego się właściwie nawet nie zna? Jak to jest każdy dzień spędzać z osobą, z którą się nie rozmawia? Jak to co noc odsuwać się na brzeg łóżka, bojąc się, by nawet przypadkiem nie dotknąć osoby, z którą tę noc się spędza? I wreszcie jak to jest żyć bez miłości, za pociechę mając jedynie jej rozmyte wspomnienie? Leżąc w tym uścisku, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła, czuła się tak cudownie, ze nie była w stanie pogodzić się z tą rzeczą, według niej zupełnie bezsensowna, żeby zasypiać, gdy czujemy się szczęśliwi. Nasuwało się pytanie, czy zakochani żyją w ten sposób. Czy to w ogóle możliwe. I czy oni tez w pewnej chwili nie decydują się jeść i spać. Odpowiedzi na te pytania daje nam narratorka książki – wnuczka opowiadająca historię swojej ukochanej babci. Historię kobiety, którą otoczenie uważało za zwykłą wariatkę, zdolną do odebrania sobie życia bez mrugnięcia okiem. Kobiety, której nie chciał poślubić żaden z mężczyzn, a ten, który wziął ją za żonę zrobił to bardziej z wdzięczności dla rodziny, która ugościła go po powrocie z wojny niż z miłości. Narratorka przedstawia nam także swoją drugą babcie, choć o niej mówi dużo mniej. Opowiada historię poznania swych rodziców, ich miłość do muzyki. Warto przeczytać, choćby dla samego zakończenia, które dla mnie było wielkim zaskoczeniem. Ocena: 4,5/6
wtorek, 01 grudnia 2009
I tak oto poznajemy trzy siostry: starsze Dzaję i Narę, które będąc poniżane w swojej wiosce z powodu erlickiego pochodzenia wyjeżdżają do Miasta w poszukiwaniu lepszego życia, oraz młodszą Ojunę, która będąc ukochanym, najmłodszym dzieckiem rodziców wciąż była odrzucana przez starsze siostry. To ona jako jedyna postanowiła pozostać w rodzinnej wiosce do końca swych dni. Tam poznała mężczyznę swego życia, tam według tradycji chciała wychowywać swoje dzieci. I mimo, że wydawać by się mogła osobą szczęśliwą wciąż tkwią w niej wspomnienia z dzieciństwa, które dręczą ją co dnia. Mamy okazję poznać także ich matkę, która w młodości dopuściła się romansu i właściwie do dziś nie wie czy dobrze zrobiła, że została przy mężu i postanowiła odejść mężczyźnie do którego żywiła tak wielką namiętność. Bo być może to właśnie on był tym jedynym. Wreszcie poznajemy też najmłodszą z bohaterek, jedyną która wychowała się z dala od Czerwonych Gór, córkę Dzaji – Dolgormę, noszącą z resztą „ukradzione imię”. To tyle jeśli chodzi o główne bohaterki, aczkolwiek kobiet różnie wpływających na treść książki jest w niej o wiele więcej. Każda inna, każda wnosząca co innego. Powieść mi się podobała, choć moim zdaniem niepotrzebne było zakończenie, tzn. ostatni rozdział pisany z perspektywy Dzaji, myślę, że książkę spokojnie można byłoby skończyć na relacji Nary i absolutnie by na tym nie straciła, a wręcz przeciwnie, dzięki niektórym niedopowiedzeniom mogłaby zyskać. Ale cóż, w końcu nie mnie o tym decydować.. :) Ach no i zdecydowanie zabrakło mi słowniczka, uważam, że niektóre ze słów użytych przez autorkę powinny zostać wyjaśnione, żeby nie musieć się domyślać albo tez sprawdzać w innych źródłach o co tak naprawdę chodzi. Ocena: 4/5
czwartek, 29 października 2009
|
Archiwum
Zakładki:
*
Całkowita liczba wyświetleń
Dla czytelnika
Mole książkowe
Strony autorów
Współpracuję
Wyzwania
Tagi
Czytadełko on Google+ |