Książkę niedawno udało mi się upolować na podaju. Jest cieniutka, pisana dużą czcionką, postanowiłam więc zabrać ją na wyjazd jako miłego towarzysza. Niestety towarzysz nie okazał się tak miły jak się tego spodziewałam…
To opowieść o dwóch braciach, których ojciec umiera i zostają na świecie zupełnie sami, a przynajmniej tak nam się na początku wydaje. Mieszkają w wielkim majątku, z dala od innych ludzi. Śmierć ojca zmusza jednego z braci do wyprawy poza mury posiadłości w poszukiwaniu trumny i sosnowego garnituru. I tu się zaczynają schodki, bo nagle okazuje się, że jeden z braci to siostra, a oprócz tego jest jeszcze jedna siostra, właśnie ta która za bardzo lubiła zapałki.
Jak dla mnie kiepsko, bo w zasadzie nie wiem o co autorowi chodziło. Czy miał to być piękny romans, który nawiązał się między siostrą (bratem?) a inspektorem kopalń, czy może opowieść o zbrodniach. O uwięzieniu, gwałcie i kazirodztwie. Czy taka sobie pogadanka o chłopcu któremu pewnego dnia urwało jaja (dosłownie tak ujął to autor) i stał się dziewczynką.
Szczerze, nie polecam.
Ocena: 2/6