Wpisy z tagiem: Wilga

czwartek, 15 grudnia 2011

Postać Beatrix Potter fascynuje mnie chyba odkąd pamiętam. Jako dziecko marzyłam o tym, by na mojej półce stanęła cała kolekcja jej malutkich książeczek. A gdy kilka lat temu obejrzałam film o tej kobiecie (jeśli ktoś jeszcze nie widział to polecam!), potrafiącej tupnąć nóżką, sprzeciwiającej się XIX-wiecznym konwenansom i dążącej do realizacji własnych marzeń, zafascynowała mnie też nie tylko jako autorka, ale i jako kobieta. W obliczu tego wszystkiego nie powinno dziwić, że gdy ubiegłoroczne wydanie wszystkich opowiastek autorki trafiło w moje ręce nie potrafiłam przestać się nim cieszyć, zresztą co tu dużo mówić... dalej nie potrafię. Powracam więc, choć na chwilę, do krainy dzieciństwa i czytam, oglądam, głaszczę jak największy skarb. 

Niektóre z powiastek Beatrix Potter były mi już wcześniej znane, niektóre są dla mnie zupełną nowością, zresztą i dla totalnych fanów znajdzie się tu pewna niespodzianka, bo dopiero teraz kilka utworów po raz pierwszy ujrzało światło dzienne. Nie ma się też co martwić, że bajeczki o przygodach królika Piotrusia czy Tekli Kałużyńskiej okażą się przestarzałe. Mimo upływu ponad stu lat każdy z tych utworów jest w stanie zachwycić dziecko XXI wieku (nawet jeśli to dziecko ma już przeszło dwadzieścia lat, ale ciii ;)). Wielkim plusem są ilustracje zdobiące książkę, zachowane w oryginalnej formie, tak jak je tworzyła sama Beatrix Potter, a dla tych starszych dodatkową atrakcją z pewnością staną się krótkie notki poprzedzające każdy z utworów, a opisujące okoliczności ich powstania. 

Jeśli jeszcze nie macie odpowiedniego prezentu dla swojego szkraba Powiastki Beatrix Potter nadają się na tą okazję idealnie. I niech Was nie zraża przerażająca cena. Zdaję sobie sprawę, że niejednego rodzica może ona może przyprawić o zawrót głowy, ale wierzcie mi, to wydanie jest tego warte. A jeśli ciężko uwierzyć w moje słowa, idźcie do księgarni, weźcie tę książkę do rąk, obejrzyjcie kilka stron i... przekonajcie się sami jak wiele uroczych wieczorów może ona zapewnić nie tylko Waszym pociechom, ale i Wam samym. 

Beatrix Potter, Powiastki Beatrix Potter, Warszawa, Wydawnictwo Wilga 2010.

niedziela, 20 listopada 2011

Macie w domu sześcio-, siedmio- a może ośmiolatka, który wciąż ma problemy z nauczeniem się alfabetu? Myślicie, że nie ma sposobu na to, by choć raz nie pomylił się przy żmudnej i uciążliwej recytacji literki po literce? Otóż jest! Przynajmniej jeden, w postaci Literozagadek.

Literozagadki to zgrabnie napisane, pełne rymów, czterowersowe wierszyki, które za bohaterów mają poszczególne litery polskiego alfabetu, także te bardziej uciążliwe, jak ą, ę czy ź. Szkoda tylko, że autor nie postawił na znaczną większość i dołożył też kilka utworów, w których rozwiązanie niekoniecznie komponuje się z całością wierszyka.

Mimo tej niedogodności książeczka ta stanowi doskonałe połączenie zabawy z nauką, które małemu i dużemu dostarczy mnóstwo radości. Kto wie, może po lekturze wierszyków Łukasza Dębskiego, Wasz szkrab zacznie nie tylko z zacięciem i ogromną pewnością siebie recytować alfabet, ale także tworzyć własne Literozagadki?

Na każdej stronie znajdziemy również świetne ilustracje Anny Kaszuby-Dębskiej, czasem zabawne, czasem dość abstrakcyjne, uzupełnione podpisami a to postaci, a to rzeczy rozpoczynających się od tej literki, której akurat dotyczy umieszczony na stronie wierszyk. 

Cóż, w takich momentach pozostaje nam tylko żałować, że mamy tak niewiele liter w naszym alfabecie...

Łukasz Dębski, il. Anna Kaszuba-Dębska, Literozagadki, Warszawa, Wydawnictwo Wilga 2011.

poniedziałek, 19 września 2011

Zakochałam się. Autentycznie się zakochałam.

Alicja w krainie czarów należy właściwie już do światowej klasyki, więc o fabule milczę. Muszę przyznać, że pełnej Carrollowej wersji nigdy nie czytałam (ale przecież całe życie przede mną!), za to bardzo chętnie oglądam jej adaptacje (choć nie wszystkie jeszcze widziałam), a wczoraj miałam okazję poznać nieco okrojoną wersję oryginału w tłumaczeniu Bogumiły Kaniewskiej. I to właśnie w niej się zakochałam. To znaczy w książce, nie w tłumaczce.

I nawet nie o tekst tu chodzi, nie o tłumaczenie, bo ono wyszło nadzwyczaj proste, dostosowane do odbioru najmłodszych, choć, całe szczęście, niepomijające przy tym najważniejszych momentów przygód Alicji i niepozbawione odrobiny humoru.

Mnie natomiast chodzi głównie o wydanie, absolutnie wyjątkowe, jakby samo w całości z krainy czarów pochodziło. Każda strona to wielka niespodzianka, cała książka podejrzewam, że nie raz będzie przeglądana przez dziecko, nawet nie po to, żeby posłuchać historii, ale po to, by poodkrywać na nowo te wszystkie fascynujące rzeczy. Rozkładająca się talia kart, która niemal wychodzi nam z książki, rosnąca Alicja i znikający kot z Cheshire wyglądają po prostu niesamowicie. Do tego wszystkiego dochodzą cudowne ilustracje Zdenko Bašića.

Z całego serca polecam to wydanie. To znakomita zabawa, jak się okazuję, nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych. Zarówno ja, jak i mój M., siedzieliśmy oczarowani tą książką i obydwoje mieliśmy wielką frajdę odnajdując i uchylając ukryte na kartach książki drzwiczki.

Ach, i jeszcze jedna niespodzianka! Po przeczytaniu pozostaje nam jeszcze odnaleźć klucze, które ukażą nam drogę do Krainy Czarów. I nie mówcie, że nigdy nie byliście ciekawi jak się tam dostać...

Lewis Carroll, tł. Bogumiła Kaniewska, Alicja w Krainie Czarów, Warszawa, Wydawnictwo Wilga 2011.

środa, 01 czerwca 2011

Czy jest lepsza okazja do poczytania wierszy Brzechwy i Tuwima niż dzisiejszy dzień? 1 czerca to chyba najlepszy moment do przypomnienia sobie sapiącej Lokomotywy czy Ślimaka, który proszony, choć niechętnie w końcu wystawiał te swoje rożki. A pamiętacie taniec Igły z Nitką albo dwóch Michałów? Jeśli nie to koniecznie sięgnijcie po Wiersze i wierszyki dla najmłodszych. Przypomnijcie sobie własne dzieciństwo, poczytajcie dzieciom, rodzeństwu, siostrzenicy, bratankowi. To świetna zabawa dla każdego, niezależnie od tego którego z autorów wybierzecie. 

Mnie zawsze ciężko jest wybrać jednego z nich i choćby ktoś zmuszał - nie wybiorę. Nie umiem. Obydwoje są dla mnie mistrzami. Wierszy obydwóch chętnie słuchałam, nieco później sama czytałam, uczyłam się na pamięć, recytowałam. Te niezwykle rytmiczne utwory, te zabawy ze słowami... Mogę się tylko cieszyć, że wiersze ulubionych autorów z dzieciństwa nadal są wydawane i co ważniejsze, lubiane.

A pomijając już moje wszystkie tak nieobiektywne przecież, zachwyty nad treścią książeczek warto dodać, że Wiersze i wierszyki dla najmłodszych zasługują na uwagę także ze względu na swą formę. Cudowne ilustracje, pełne intensywnych kolorów, które przyciągają wzrok, a do tego twarde strony nie dające się zbyt szybko (o ile w ogóle) zniszczyć, sprawiają, że  to idealne pozycje dla najmłodszych wielbicieli słowa pisanego. Polecam. Jako prezent na każdą okazję.

Julian Tuwim, il. Marianna Jagoda-Mioduszewska, Wiersze i wierszyki dla najmłodszych, Warszawa, Wydawnictwo Wilga 2001.

Jan Brzechwa, il. Marianna Jagoda-Mioduszewska, Wiersze i wierszyki dla najmłodszych, Warszawa, Wydawnictwo Wilga 2001.

***

Jeśli ktoś chciałby przygarnąć Wiersze i wierszyki dla najmłodszych Juliana Tuwima to jestem skłonna oddać wój egzemplarz :) Jeśli znajdzie się kilka chętnych osób to na ewentualne zgłoszenia czekam do piątku.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Dziś postanowiłam zrobić sobie wycieczkę do krainy dzieciństwa, a ponieważ Julian Tuwim jest niewątpliwie jednym z dwóch mistrzów, którzy tam rządzą, to chyba nie powinno dziwić, że wybór padł właśnie na niego.

Jego wiersze towarzyszyły mi niemal codziennie. To na nich uczyłam się czytać, to ich uczyłam się na pamięć, to je w końcu wybierałam do recytacji w konkursach. Nigdy nie zapomnę tej dumy, którą czułam występując jako Zosia Samosia. Zresztą po dziś dzień coś z tej Zosi we mnie siedzi.

Po raz kolejny, ciężko już nawet zliczyć który to, do naszych rąk trafia tomik jego najbardziej znane utworów dla dzieci. Tym razem w naprawdę wyśmienitym towarzystwie ilustracji Macieja Szymanowicza. Wiersze wydane w ramach Platynowej serii zachwycają nadal i ciekawa jestem, jak to będzie z z kolejnymi pokoleniami.

Czy za dziesięć lat pan Hilary nadal będzie robił furorę, a Rzepka nadal będzie służyć szkolnym inscenizacjom? Czy w przyszłości dziewczynki utożsamiać się będą z wspomnianą już Zosią, chłopcy z Dyziem Marzycielem, a wszystkich bawić będzie Grześ, co worek piasku niesie?

O tym z pewnością przekonamy się za kilka lat. Ja wierzę, chcę wierzyć, że te wiersze, jak mało które, trafią do serc kolejnych czytelników.

Póki co natomiast, wydanie to, z ogromną przyjemnością, ustawiam zaraz koło tego z 1995 roku, mojego kochanego, które dało mi tyle radości.

Ocena: 5,5/6

Julian Tuwim, il. Maciej Szymanowicz, Wiersze dla dzieci, Warszawa, Wydawnictwo Wilga 2011.

niedziela, 06 lutego 2011

Tak, mam już swoje lata, ale to przecież wcale nie znaczy, że prezenty przestały mnie cieszyć, a książki dla dzieci zachwycać. Tym bardziej teraz, gdy jedna jest piękniejsza od drugiej. Poza tym gromadzenie książek dziecięcych zawsze mogę zwalić na chęć zgromadzenia jak największej ilości dobroci dla małego aniołka, który kiedyś się w moim życiu z pewnością pojawi.

Tupcio Chrupcio ostatnimi czasy robi w internecie prawdziwą furorę. W moich łapkach znalazły się zaledwie dwie części cyklu przygód tej sympatycznej choć jednocześnie dość kapryśnej myszki, ale i tak dostarczyły mi wiele radości, choć nie powiem, żebym nie żałowała, że skończyły się tak szybko.

W Urodzinowym Prezencie zbliżają się piąte urodziny Tupcia. Trwają przygotowania do urodzinowego przyjęcia, a sam zainteresowany z wielką nadzieją w sercu czeka na ten wymarzony prezent, którym miał być śliczny rowerek. Łatwo się chyba domyślić jakie katusze przeżywa nie mogąc wyciągnąć od rodziców ani słówka na temat urodzinowej niespodzianki i jak wielki zawód go spotyka gdy przechodząc obok sklepowej wystawy napotyka pustkę w miejscu gdzie poprzednio widział swój skarb.

Kłopoty z namówieniem Tupcia do ciepłego posiłku opisane w Tupcio Chrupcio nie chce jeść okazały się mi natomiast tak bliskie jak mało co. Automatycznie wróciłam myślami do własnego dzieciństwa, do tych wszystkich chwil kiedy mama prośbą i groźbą usiłowała wcisnąć we mnie cokolwiek pożywnego, ja natomiast odmawiając obiadu chętnie sięgałam po kostkę czekolady. Mamie Tupcia udaje się jednak znaleźć sposób na nakarmienie synka w czym pomaga niezastąpiony, głodny Pan Świerszcz.

Obydwie książeczki zachwycają oprawą graficzną. Jest kolorowo, wszystko zotało dopasowane, rysunki świetnie współgrają z tekstem, który także został dopracowany pod każdym względem. Mnie urzekła także okładka książek, bo wcześniej się z taką nie spotkałam. Wygląda na twarda, ale w dotyku okazuje się miękka, jakby w środku miała powietrze.

Tupcio Chrupcio z pewnością dostarczy wiele radości i zabawy małym czytelnikom, stanie się ich przyjacielem, a rodzicom pomoże wytłumaczyć pewne kwestie albo też da pretekst do ich poruszenia.

Eliza Piotrowska, il. Marco Campanella, Tupcio Chrupcio. Urodzinowy prezent, Warszawa, Wydawnictwo Wilga, 2010. 

Eliza Piotrowska, il. Marco Campanella, Tupcio Chrupcio nie chce jeść!, Warszawa, Wydawnictwo Wilga, 2010. 

***

Jedną z książeczek postanowiłam przeznaczyć na mały konkurs. Będzie to Tupcio Chrupcio. Prezent urodzinowy, bo liczę na poznanie Waszych (nie)miłych wspomnień związanych właśnie z dniem urodzin. Prezent,  który rozczarował jak mało co, niespodzianka, której nigdy byście się nie spodziewali, a może wspomnienie związane z wyprawianiem przyjęcia właśnie Waszym dzieciaczkom, ciekawa jestem co pamiętacie najlepiej. Tak więc na odpowiedzi czekam do środy, a w czwartek postaram się wybrać zwycięzce, zakładając, że zgłosi się więcej niż jedna chętna osoba ;).

czwartek, 04 listopada 2010

Ach, jak to dobrze od czasu do czasu cofnąć się do słodkich wspomnień z dzieciństwa i przypomnieć sobie te dnie spędzane w towarzystwie wierszy, które czytałam aż do znudzenia, a w końcu mogłam recytować je z pamięci. Tak, tak, myślę, że wiersze Brzechwy czy Tuwima, gdyby mi podsunąć pierwszy ich wers mogłabym bez problemu wyrecytować i dzisiaj. Dziś prezentuję książkę zupełnie innej autorki, ale niestety, czy stety, wiersze dla dzieci zawsze będą mi się kojarzyć z tymi dwoma panami. Co nie znaczy, że Agnieszkę Frączek chcę do nich porównać, byłoby to co najmniej krzywdzące, bo przy tamtych wierszykach każde inne wypadły by dosyć blado, po prostu jej utwory sprawiły, że odrazu wróciłam myślami do tamtych czasów.

A przechodząc już do samego Rymobrania mogę powiedzieć tyle, że bawiłam się przy tym tomiku po prostu wyśmienicie. Znów na chwilę byłam dzieckiem, a w pewnym momencie nawet zdałam sobie sprawę, że czytam sobie na głos(!), żałując strasznie, że nie ma przy mnie żadnego szkraba, który mógłby tego posłuchać. Wierszyki są zabawne, rytmiczne, wprost idealne do głośnego czytania. Do tego dochodzą gry słowne autorki, które również zasługują na najwyższą pochwałę. Ja osobiście wielką sympatią obdarzyłam Grubelka, czyli po prostu wróbelka, który z powodu swojej wagi nie był w stanie utrzymać się na żadnym dachu, nie mówiąc już o lichej gałązce. A i dla kociarzy (tak, tak, wiem, że tu jesteście ;)) znajdzie się co nieco, bo Wasze mruczki z pewnością nieraz urządziły w domu niezłą kotostrofę.

Ujęła mnie również oprawa graficzna. I to ujęła na tyle, że postanowiłam książki nigdy nikomu nie oddać, a trzymać ją wytrwale dla własnego potomstwa. Wszystko świetnie się ze sobą komponuje, nic nie razi w oczy, a wręcz przeciwnie cała książeczka wprost magnetyzuje i z pewnością przyciągnie niejednego młodego czytelnika.

Tak więc, drodzy rodzice, w razie gdybyście nie mieli kiedyś pomysłu na prezent, przypomnijcie sobie o tej notce i o tym, że Rymobranie z pewnością sprawi wiele radości Waszym maluchom, a niewykluczone, że także i Wam.

Ocena: 5,5/6

Agnieszka Frączek, il. Maciej Szymanowicz, Rymobranie, Warszawa, Wilga, 2010.

Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Czytadełko
on Google+