Wpisy z tagiem: autyzm
poniedziałek, 18 lipca 2011
Gdy Isabelle w spadku po zmarłej siostrze otrzymuje dom w Mazatlán, miasteczku położonym w zachodnim Meksyku, nie ma pojęcia, że zastanie go w takiej ruinie. Tym bardziej nie oczekuje zastania w nim siostrzenicy, o której nie miała pojęcia. A już na pewno nie spodziewa się, że owa siostrzenica okaże się właściwie dzikim stworzeniem spędzającym całe dnie w piwnicy lub na plaży. Stworzeniem, które je suchy piach, boi się kontaktu z drugim człowiekiem, nie mówi, nie patrzy nikomu w oczy i dysponuje tylko czterema minami, wyrażającymi kolejno radość, przestrach, neutralność i obojętność. Jak z tego tworzenia zrobić w miarę normalnie funkcjonującego człowieka? No cóż, okazuje się, że Isabelle potrafi. I już tylko za to, za samą chęć zmian należą jej się wielkie brawa, bo ja w obliczu takiej sytuacji, nie wykluczam, że obróciłabym się na pięcie i uciekła gdzie pieprz rośnie. W ogóle bardzo podobała mi się postać ciotki Isabelle, nie wiem nawet czy nie lepiej zarysowana niż jej siostrzenica. Podobało mi się to, że postawiła sobie jakiś cel, wcale nie łatwy przecież, i za wszelką cenę starała się go osiągnąć. A już największe wrażenie robiła na mnie za każdym razem, gdy odrzucając wszelką logikę, starała się polegać nie tyle na samej Karen, ale mam wrażenie na własnych uczuciach, na tym dziecku tkwiącym gdzieś głęboko, dla którego świat jest taki prosty. Co do samej Karen, tak, jej postać zachwyca. Bo prawda jest taka, że bohaterowie będący osobami autystycznymi nigdy nie przestaną mnie fascynować. Ta ich prostota, to spojrzenie na świat, niezwykła pamięć. To niesamowite, że ludzie niepotrafiący sobie poradzić w normalnym życiu, mogą posiadać tak wiele umiejętności, w większości niedostępnych dla tych normalnych. To zaś co najbardziej mnie w nich zachwyca to ta łatwość przyznawania się do swojej niewiedzy, to, że jeśli czegoś nie wiedzą to po prostu nie wiedzą i już. Nie ma kombinowania, nie ma udawania mądrzejszego niż się jest. Jak bardzo nam czasem tego brakuje, o ile łatwiej by było, gdyby każdy z nas taką zdolność posiadał. Co do samej książki, powiedzmy sobie szczerze. Spodziewałam się jednak czegoś lepszego. Nie mogę się zdecydować z czego wynika mój niedosyt. Może z tego, że Forresta Gumpa lubię i cenię zarówno w wersji książkowej, jak i filmowej, choć obydwie się od siebie różnią? Może to fakt, że z autyzmem spotkałam się już we wcześniejszych lekturach, w mojej opinii lepszych niż ta? A może to zbyt wygórowane wymagania wynikające z pojawiających się tu i tam najwyższych ocen? Pewnie każdy z tych czynników jakoś na ten mój odbiór wpłynął. Chociaż tak sobie myślę… Może ja po prostu nie lubię tuńczyków? Ocena: 4,5/6 Sabina Berman, Dziewczyna, która pływała z delfinami, Kraków, Wydawnictwo Znak 2011.
środa, 02 lutego 2011
Charlie Babbit (Tom Cruise) to takie, na moje oko, wieczne dziecko. Wiecznie traktujące wszystko z przymrużeniem oka, wieczne niepoważne, wiecznie popadające w długi i wiecznie obiecujące poprawę i spłatę zaległych, narosłych procentów. Gdy dowiaduje się o śmierci ojca, którego nie widział od kilku(nastu) lat liczy na spory spadek, który pozwoli na rozwiązanie wszystkich problemów. Gdy okazuje się, że rodzic całe trzy miliony dolarów przekazał tajemniczemu powiernikowi wpada w szał. Tym większy, gdy dowiaduje się, że powiernikiem jest Raymond Babbit (Dustin Hoffman), jego starszy brat o którym nawet nie miał pojęcia. Raymond Babbit, czyli mieszkaniec szpitala psychiatrycznego, który nawet nie ma pojęcia do czego te trzy miliony mogłyby mu posłużyć, mało tego, nie zdający sobie nawet sprawy z tego jaka to kupa forsy, jest wysokofunkcjonującym autystykiem. Bez problemu podaje liczbę wykałaczek wysypanych z pudełka, zapamiętuje wszystkie numery z książki telefonicznej po jednokrotnym przeczytaniu, a przy tym nie potrafi nawiązać jakiegokolwiek kontaktu z innym człowiekiem i jakiekolwiek odstępstwo od wyraźnie wyznaczonego harmonogramu dnia skutkuje wpadnięciem w szał. Nie da się ukryć, że Ray potrzebuje dwudziestoczterogodzinnej opieki, mimo tego, dla wywalczenia ogromnego spadku zdesperowany Charlie postanawia go porwać. I tu zaczyna się przygoda, która zmieni życie każdego z nich. Przygoda, która widza wciągnie i wbije w fotel. Przygoda, którą aż chciałoby się zakończyć happy endem, ale przecież nie wszystko zawsze idzie po naszej myśli. Nawet w filmach. Ile razy myślę co mogłabym o tym filmie powiedzieć czy napisać tyle razy nasuwa mi się jedno jedyne słowo: genialny. Genialne aktorstwo, genialna fabuła, genialna sceneria, nawet muzyka jest tak genialnie dopasowana, że w pewnym momencie przestajemy zwracać na nią uwagę, gdy zaczyna stanowić jedność z obrazem. I naprawdę ciężko jest napisać coś więcej, Nasuwa mi się dość smutna refleksja, związana z tym, że nawet najlepsze efekty specjalne spotykane w większość współcześnie tworzonych filmów nie są w stanie dorównać absolutnie niezwykłemu talentowi jaki pokazała dwójka aktorów osadzonych w głównych rolach. Nie dziwię się ani jednej nominacji, ani jednej przyznanej Rain Manowi nagrodzie, a głównie dzięki Hoffmanowi, który ponoć aby przygotować się do roli spotkał się z kilkoma autystykami obserwując ich w codziennym życiu, poznając ich zwyczaje i reakcje, film umieszczam na szczycie mojej osobistej listy najlepszych. Ocena: absolutne 6/6
wtorek, 26 października 2010
Daniel Tammet jest również chory. Ma autyzm i zespół Aspargera, dodatkowo w dzieciństwie miewał ataki epilepsji, które mogły wpłynąć na jego obecne zdolności. Wiele czynności musi wykonywać regularnie, z tą samą częstotliwością, tyle samo razy, inaczej może wpaść w szał. Urodziłem się pewnego błękitnego dnia to pamiętnik autora opisujący jego życie właściwie od chwili urodzin do momentu, w którym udało mu się osiągnąć sukces. Nie znajdziemy tu zaskakującej i wciągającej fabuły. Nie tego powinniśmy w tej książce szukać, bo choć zdarzenia w niej momentami mogą nam się wydać niezwykłe, to to nadal tylko pamiętnik, momentami nawet nudny i trudny w zrozumieniu. Bo dla mnie objaśnienia rozwiązania zadań matematycznych, mimo, że mam wrażenie, wytłumaczone zostały jak krowie na rowie dla mnie nadal były ciężkie i musiałabym mocno pokombinować, żeby je ogarnąć. Urodziłem się pewnego błękitnego dnia to wspomnienia osoby, mogłoby się wydawać zupełnie odmiennej od nas, a jednak w wielu aspektach bardzo nas przypominających. Nas, ludzi zdrowych. Bo Daniel mimo swoich upośledzeń nadal jednak odczuwa te same lęki, doświadcza tych samych smutków i radości, choć nie zawsze jest w stanie jednoznacznie je określić i nie w każdej sytuacji potrafi się odnaleźć, a przystosowanie się do życia w społeczeństwie zajęło mu naprawdę dużo czasu i kosztowało wiele pracy i wysiłku. Dodatkowo w książce znaleźć możemy również informacje na temat stanu badań nad ludzkim mózgiem, wiadomości o epilepsji i sławnych epileptykach, a także rzeczach, które osiągnęli być może właśnie za sprawą swojej choroby. A na koniec miła niespodzianka dla miłośników kotów, bo wiem, że troszkę Was tu wchodzi - w książce znajdzie się również miejsce na koci wątek. Ocena: 4,5/6 Daniel Tammet, Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętnik nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspargera, Wołowiec, Wydawnictwo Czarne, 2010. |
Archiwum
Zakładki:
*
Całkowita liczba wyświetleń
Dla czytelnika
Mole książkowe
Strony autorów
Współpracuję
Wyzwania
Tagi
Czytadełko on Google+ |