Wpisy z tagiem: initium
sobota, 04 grudnia 2010
Liz niedługo skończy szesnaście lat, przed nią bal na który z pewnością ktoś ją w krótkim czasie zaprosi, będzie mogła wybrać sukienkę, być może zakocha się w chłopcu, który będzie jej podczas balu towarzyszył, może będą ze sobą jeszcze długo, założą rodzinę, a może po prostu rozstaną się, a Liz będzie miała okazję poznać kogoś nowego, w międzyczasie skończy szkołę, wybierze się na studia, a w życiu będzie robić to o czym zawsze marzyła... Nie, stop. Nic z tych rzeczy się nigdy nie zdarzy, będzie zupełnie inaczej. Liz obudzi się w nieznanym miejscu, który okaże się statkiem Nil. Na odległym już brzegu zobaczy swoich zrozpaczonych rodziców i młodszego brata, a na górze jej piętrowego łóżka Thandi, szesnastoletnią współlokatorkę z dziurą po kuli w głowie. I będzie święcie przekonana, że wcale się jeszcze nie obudziła. Choć z drugiej strony to dosyć dziwny sen.A staje się jeszcze dziwniejszy gdy Liz dociera do stołówki pełnej starszych osób, spotyka swego ulubionego muzyka, na własnej głowie dostrzega dziwną ranę, a sen, który powinien już dawno się skończyć trwa nadal i nawet szczypanie w ramię nic nie daje, bo to naprawdę boli. A potem Liz zostaje zaproszona na własny pogrzeb i już wie, że to nie sen. I pozostaje się tylko dowiedzieć dokąd zmierza ten statek... Gabrielle Zevin sięga do dobrze znanych nam rozwiązań. Po pierwsze w roli narratora stawiając osobę młodziutką, która nie miała okazji poznać jeszcze prawdziwego życia. A po drugie pokazując nam kolejną interpretację tego co znajdziemy po drugiej stronie. I choć to mogłoby nas już nudzić, mogłoby wydać się powtarzalne i przewidywalne to absolutnie takie nie jest. Nie mam pojęcia jak autorka to robi, ale zdaje się mieć tysiąc nowych pomysłów na minutę, a my przewracając kolejne strony nie możemy zrobić nic innego jak tylko otwierać coraz szerzej ze zdziwienia buzię. Wizja krainy Gdzie Indziej bardzo mi się podoba. Naprawdę, nie wiem czy nie najbardziej z tego wszystkiego czym raczą nas od lat. Miejsce, gdzie czas płynie inaczej, gdzie zamiast coraz starsi stajemy się coraz młodsi, gdzie jak się okazuję, wszystko się może zdarzyć, możemy się zakochać, możemy się skontaktować z ludźmi, którzy zostali na Ziemi, możemy rozmawiać z psami, własną babcię uczynić swoją najlepszą przyjaciółką, a zamiast codziennej pracy wykonywać zajęcia, które naprawdę lubimy wydaje się naprawdę przyjemną perspektywą. Podobał mi się sposób w jaki Zevin przedstawiła główną bohaterkę, robiąc z niej dziewczynkę, która paradoksalnie coraz młodsza staje się coraz bardziej dojrzałą osobą, zaczyna rozumieć pewne rzeczy, dostrzegać to czego dotąd nie dostrzegała, godzić się z tym co straciła i doceniać to co otrzymała w zamian. Swoją drogą czy to nie dziwne, że zawsze dążymy do tego co jest dla nas nieosiągalne? Zawsze wyobrażamy sobie, że będąc Gdzie Indziej żyłoby nam się lepiej, a gdy już tam trafiamy tęsknimy do poprzedniego miejsca. Nie odnosi się to może w znaczący sposób do treści książki, po prostu po jej przeczytaniu naszła mnie taka myśl. Bo ja też przecież często myślę, że życie Gdzie Indziej mogłoby być dużo lepsze od życia Tu i Teraz. Ocena: 5,5/6 Gabrielle Zevin, Gdzie indziej, Kraków, Initium, 2010.
środa, 17 listopada 2010
I nagle wchodzisz do baru i okazuje się, że ta osoba już na Ciebie czeka. I najbardziej na świecie pragnie Ci opowiedzieć swoją historię. Historię, która w tajemniczy sposób łączy się z Twoją własną, a Ty choćbyś chciał nie możesz przestać jej słuchać, mało tego, pamiętasz każdy najmniejszy szczegół, i po kilku dniach, z pamięci jesteś w stanie odtworzyć każde słowo i każdy grymas twarzy mu towarzyszący. A potem zaczynasz się zastanawiać czy powoli nie tracisz zmysłów, bo tajemniczy osobnik potrafi przybierać dowolną postać, a dodatku okazuje się diabłem opowiadającym Ci historie początków świata. Dziwna to książka i naprawdę nie potrafię się jakoś do niej ustosunkować, a moje uczucia jej względem zmieniały się z minuty na minutę, bo były momenty kiedy wciągała mnie tak, że ciężko było ją odłożyć po to tylko, by po kilku następnych stronach zacząć się niemiłosiernie dłużyć. Wiem, że to właśnie ta alternatywna wersja stworzenia świata pełni tu rolę głównego wątku, tyle, że dla mnie była ona strasznie nudna. Dużo bardziej podobał mi się wątek Claya, jego rozstania z żoną, powolnego staczania się, a przy tym do dalszego czytania pchała mnie ciekawość, bo przecież nie mogłabym książki sobie odpuścić nie dowiedziawszy się najpierw w jaki sposób historia reportera łączy się z historią diabła i czy łączy się w ogóle. A jeśli chodzi o samą wizję stworzenia, to przepraszam bardzo, ale ja tu naprawdę nic odkrywczego nie widzę. Myślałam, że to będzie coś nowego, coś co mnie zaskoczy, a to nadal ta sama, dobrze nam wszystkim znana historia tyle tylko, że ubrana w inne słowa i opowiedziana z innego punktu widzenia, swoją drogą nie tak znów diabelskiego jak oczekiwałam. Nie jest to powieść dla wszystkich, na pewno nie. W dodatku wiem też, że nie jest to powieść dla mnie. Sama na pewno bym jej nie kupiła, mało tego, podejrzewam, że wśród innych pozycji nawet nie zwróciłabym na nią uwagi. Tak więc, jeśli ktoś chce przeczytać, niech czyta, ja nie uważam tej lektury za konieczną. Ocena: 3/6 Tosca Lee, Diabeł. Autobiografia, Kraków, Initium, 2010.
piątek, 30 lipca 2010
Jak wskazuje podtytuł książki, Maguire przedstawia nam życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu, zaczynając właściwie od dnia, gdy to zielone stworzenie pojawiło się na świecie, za ojca mając, prawdopodobnie, niezbyt moim zdaniem zrównoważonego ojca pastora, za matkę zaś dość rozwiązłą, wiecznie niezadowoloną, rozpuszczoną kobietę. Już samo to, że Elfaba pojawiła się a takiej, a nie innej rodzinie, rodzinie, która niemal natychmiast ją odrzuciła, sprawiło, że gdzieś tam w głębi mnie zaczęło kiełkować współczucie, powoli, raz z wkraczaniem Elfi w dorosłość, przeradzające się w wielką sympatię, towarzyszącą mi zresztą do ostatnich stron książki. Jeśli ktoś spodziewa się w Wicked znaleźć magię, czarne koty czy latanie na miotle, to powinien przestać się łudzić, gdyż nie znajdziemy żadnej z tych rzeczy, a jeśli już to w dość wątpliwych ilościach. Mamy tu za to stronice pełne przyjaźni, ale także manipulacji społeczeństwem i samotnośco, tak wielkiej, że aż boli. Wbrew opiowi na okładce, który przynajmniej mnie dał taką nadzieję, nie znajdziemy tu żadnych odpowiedzi związanych z naturą zła, wręcz przeciwnie, w naszej głowie pojawi się tylko jeszcze więcej pytań. Pytań na które nikt nam nie odpowie, bo właściwie kto miałby prawo na nie odpowiadać? Czytając Wicked ani przez chwilę nie miałam przed oczami obrzydliwej, zielonej Złej Czarownicy z Zachodu. Nie. W mojej głowie wciąż przewijały się orazy małej, bezbronnej, odrzuconej, cierpiącej istotki, która nie miała właściwie żadnego wpływu na kształtowanie własnego charakteru. Istotki, którą mógłby być przecież każdy. Ocena: 5/6 Gregory Maguire, Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu, Kraków, Initium, 2010.
wtorek, 06 lipca 2010
Tak jak pisałam opowiadania są nierówne, ale każdy może znaleźć w nich coś dla siebie. Zombie, kosmici, wiedźmy, demony i zbłąkane dusze to coś czego na kartach tej książki na pewno nie zabraknie. Mnie osobiście najbardziej podobały się opowiadania, które były w jakiś sposób ze sobą połączone, resztę traktowałam jako dodatek, miły, ale nie konieczny. Losu dopełnienie początkowo zupełnie dla mnie niezrozumiałe w końcu zaczęło układać się w zgrabną całość, potrafiącą mnie nawet przy samej końcówce wzruszyć. Anima Vilis , w którym autor wcielił się w rolę Maksia i relacjonowanie wydarzeń z perspektywy psa, było chyba jednym z jego najlepszych posunięć. Biwak wciągnął mnie prawie tak jak wody jeziora wciągające bezmyślnych nastolatków. I wreszcie Przeznaczenie znajdzie drogę, opowiadanie, które wyjątkowo sobie upodobałam i które chciałabym kiedyś przeczytać w wersji dłuższej, rozwiniętej o nowe wątki i uzupełnienie starych. Mała dziewczynka, czarna magia, stara wiedźma, dusza zabierająca ciało młodym kobietom i sprawne połączenie tych wszystkich elementów wypadło po prostu niesamowicie. Ja proszę o więcej. Cztery główne opowiadania z czystym sumieniem polecam, one w pełni zasługują na szóstkę, resztę, która w moim przypadku trochę te zachwyty zepsuła można pominąć. Ocena: 4,5/6 Krzysztof T. Dąbowski, Anima Vilis, Kraków, Initium, 2010. |
Archiwum
Zakładki:
*
Całkowita liczba wyświetleń
Dla czytelnika
Mole książkowe
Strony autorów
Współpracuję
Wyzwania
Tagi
Czytadełko on Google+ |