Wpisy z tagiem: ekranizacje
sobota, 09 października 2010
Przy okazji pisania o Footloose marudziłam, że wszystkie filmy taneczne oparte są na tej samej fabule przez co każdy kolejny zdaje się powielać poprzedni przez co to wszystko robi się nudne. I faktycznie, w przypadku Step Up 3D fabuła jest powielona. Znów to samo, znów te same zawody, znów to samo dążenie do celu, znów walka o zdobycie pierwszego miejsca i nagrody pieniężnej, która pozwoli na uratowanie miejsca, w którym odbywałyby się dalsze treningi i znów te same miłości między głównymi bohaterami, a jednak... Ja jestem zachwycona. Mam wrażenie, że w filmach tanecznych fabuła już dawno zeszła na drugi plan, na pierwszy za to wysuwają się coraz to lepsze choreografie, a tutaj zarówno choreograf, jak i tancerze dali z siebie dosłownie wszystko. Taniec na najlepszym poziomie, świeeetna muzyka, niezłe ciacho w roli głównej, przezabawni bliźniacy i efekty 3D sprawiają, że ja jestem absolutnie, zupełnie, w całości kupiona i film pewnie obejrzę z wielką chęcią ponownie. Ocena: 5/6
Nie tak dawno pisałam o książce, dziś parę słów o filmie. O dziwo, podobało mi się. Pomimo początkowych nerwów, bo pozmieniano nie tylko co niektóre pytania i fakty z życia głównego bohatera, ale także jego imię! W dodatku Dev Patel jakoś tak średnio pasował mi do roli Jamala (ponieważ piszę o filmie, posługiwać się będę imieniem filmowym), o wiele bardziej pasowałby mi aktor grający Salima, ale do reżysera mi daleko, toteż mówię trudno i zmuszona jestem przyjąć jego wizję. Tak, jak w książce tak i tutaj środek jakoś tak średnio przypadł mi do gustu, ciągnął się trochę bez sensu, zaczynał nudzić, ale na szczęście akcja w końcu się rozkręciła, wszystko ładnie zaczęło się łączyć i cóż, podobało mi się chyba bardziej niż książka. Postacie wyrazistsze, Indie, mimo panującej w nich biedy (której temat wcale nie został tu spłaszczony, kornwalio ;)) dużo bardziej przekonujące, a i sama historia ciekawsza. Na wielką pochwałę zasługuje oczywiście kapitalna muzyka. Zabrakło mi co prawda postaci pani adwokat, koniec nadal jest nieco naciągnięty, a w pewne wydarzenia nadal trudno uwierzyć, ale mimo tych potknięć ja jestem na tak. Ocena: 4,5/6
Z zasady już tak jest, że gdy zachwyci mnie książka, filmowi zrealizowanego na jej podstawie bardzo trudno jest mnie zadowolić. Widzę każde najmniejsze niedociągnięcie, denerwują mnie wszelkie wprowadzone przez twórców zmiany i niezadowolona marudzę, że mogli się w ogóle nie brać za ekranizacje skoro nie wiedzieli jak najwierniej oddać książkę. W przypadku Lektora marudzenia nie będzie, bo film moim zdaniem jest doskonały pod każdym względem. Nie dziwią mnie ani trochę wszystkie nagrody czy nominacje Kate Winslet za tę rolę, bo zagrała świetnie, jej zagubienie w sądzie, władza nad Michaelem, uczenie się alfabetu, dla mnie mistrzostwo. Zresztą David Kross, w roli młodego Michaela także zagrał całkiem nieźle. Przy końcówce napłakałam się jak naprawdę przy mało czym i płakałam jeszcze jakiś po zakończeniu filmu. Jeśli ktoś jeszcze nie widział – polecam, z całego serca. Ocena: 6/6
poniedziałek, 17 maja 2010
W obliczu filmowej wersji Godzin to wszystko staje się nieważne. Nieważne stają się różnice i pominięcia, jeśli oczywiście takie istnieją, bo ja ich nie dostrzegłam, nieważne, że moje wyobrażenia dotyczące chociażby wyglądu bohaterów były zupełnie inne, bo film jest doskonały. Pod każdym, najmniejszym względem. Doskonała muzyka, scenografia, gra aktorska, zwłaszcza Nicole Kidman, której szczerze mówiąc początkowo nawet nie poznałam, ale ponieważ wiedziałam, że ma grać jedną z głównych postaci., w końcu domyśliłam się, że to właśnie ona została Virginią Woolf. Naprawdę, zagrała po mistrzowsku i nie wiem czy aż tak bardzo przesadzę pisząc, że to chyba jej najlepsza rola. Oczywiście w żaden sposób nie chcę tu ujmować innym aktorom, bo każda z osób zagrała na najwyższym poziomie. Oddanie klimatu książki z pewnością nie było zadaniem łatwym, ale zarówno twórcy, jak i aktorzy sprostali zadaniu. Jestem zachwycona, a Godziny to jeden z tych filmów, które w pełni dorównują książce. Swoją drogą udało mi się w końcu dorwać w bibliotece Panią Dalloway. Teraz pozostaje tylko pytanie: zachwyci czy rozczaruje? Ocena: 6/6
piątek, 16 kwietnia 2010
Na jedną z wysp Zatoki Bostońskiej przybywają Teddy Daniels, szeryf federalny, wraz ze swoim partnerem Chuck Aule, mają oni pomóc rozwiązać sprawę tajemniczego zniknięcia jednej z pacjentek – Rachel Solando. Tak wszystko się zaczyna, a co jest później chyba nie warto opowiadać, bo każdy powinien zobaczyć to sam. Nie uważam, żeby film był zły, nie żałuję wydanych pieniędzy, ale jednak czegoś mi w filmie brakowało. A może to po prostu przeświadczenie, że film nigdy nie będzie lepszy niż książka, albo świadomość, że od początku filmu wiedziałam jak się on zakończy. Nie wiem, to wszystko nie umniejsza jednak świetnej gry aktorskiej, tak, tak mimo mojej niechęci muszę przyznać, że nawet DiCaprio zagrał świetnie, choć chyba i tak bardziej podobał mi się Ben Kingsley w roli dr Cawleya, i wspaniałej scenerii. Mimo lekkiego niedosytu z mojej strony, polecam. Ocena: 5/6
Becky Bloomwood marzy o pracy w jednym z najznakomitszych magazynów mody, jednak zamiast tego dostaje posadę w magazynie finansowym, w którym ma doradzać czytelniczkom, w jaki sposób mogą oszczędzać, z tym, że sama nie bardzo umie się do swoich rad stosować, a jej największą pasją, ulubionym zajęciem, rzeczą, która zawsze potrafi poprawić humor są zakupy. A jeśli już coś kupować, to niech to będzie jak najlepsze, a co się z tym wiąże też jak najdroższe. I właściwie nic nie zmienia fakt, że od dłuższego czasu wydzwania do niej komornik, a długi zaczynają narastać. Tak więc Becky na własną prośbę zaczyna pakować się w kłopoty, z których nie łatwo będzie jej wyjść. I właściwie sama nie wiem co myśleć o filmie. Fakt było parę momentów śmiesznych, nawet bardzo śmiesznych, z tym, że filmowa Becky jakoś nie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że w książce została przedstawiona jako kobieta bardzo sympatyczna, nie potrafiąca za bardzo radzić sobie z żądzą zakupów, ale mimo wszystko nie taka aż znowu głupia, wydaje mi się, choć może pamięc mnie już zawodzi, że czasem nawet przejawiającą oznaki inteligencji, w filmie natomiast została wykreowana na totalną idiotkę niepotrafiącą sobie poradzić z najdrobniejszą rzeczą. Średnio, naprawdę średnio, może lepiej wyszłoby gdyby dobór aktorów do głównych rol był inny, a może po prostu nie warto z każdej książki robić zaraz filmu. Ocena: 3/6
Z zasady nie lubię oglądać filmu przed przeczytaniem książki na podstawie której powstał. To chyba przypadłość moli książkowych – najpierw książka, później film. Jednak ponieważ bałam się kupić właśny egzemplarz, w końcu ponad 40 zł za nie tak znowu grubą książkę, w miękkiej okładce, która w dodatku może mi się nie spodobać to trochę jednak za dużo na moją kieszeń, w bibliotece uniwersyteckiej raczej nie ma możliwości jej dostania, bo wszystkie egzemplarze wiecznie wypożyczone, więc widząc, że pierwszego kwietnia ma zostać oddana w bibliotece miejskiej, czym prędzej zaklepałam sobie kolejkę, jednak niestety, nie wszyscy chyba mają w zwyczaju używanie kalendarzy, w związku z czym książka nie została zwrócona do tej pory, a ponieważ M. strasznie się niecierpliwił musiałam po raz kolejny złamać swoją zasadę. I, o rany, jakże się cieszę, że jednak oparłam się pokusie i nie kupiłam tej książki, bo jeśli okazałaby się podobna do filmu to tylko plułabym sobie w brodę, że za te pieniądze mogłam sobie kupić dwie inne pozycje, które podobałyby mi się dużo bardziej. Mimo wszystko, nadal żywię nadzieję, że książka jest warta pochwał, które zewsząd się o niej słyszy, i że czytanie jej będzie dużo przyjemniejsze niż oglądanie, bo ekranizacja była dla mnie po prostu katorgą. Może nie rozumiem zasad działania mafii, nie siedzę w tym, nie mam z tym nic wspólnego, a i na codzień się o tym nie słyszy, wiadomo, więc, że po filmie spodziewałam się jakiegoś rozjaśnienia tych spraw, a mam w głowie jeszcze większy mętlik i zrozumiałam z niego niewiele, o ile w ogóle coś. Dla mnie to były po prostu rzucane bez sensu, nachodzące na siebie obrazy, które nie miały ze sobą zbyt wiele wspólnego, może poza wystrzałami powtarzającymi się w prawie każdej scenie. Nie polecam, chyba, że po przeczytaniu książki, może wtedy wszystko się wyjaśnia. Ocena: 1/6
czwartek, 29 października 2009
Film mi się podobał, a gdybym nie czytała książki to z pewnością podobał by mi się jeszcze bardziej. Wiadomo, jak to w adaptacjach książek bywa, pewne szczegóły zostały zmienione, a tutaj nawet zadziwiająco dużo. Choć może takie tylko odniosłam wrażenie ze względu na to, że właśnie jestem w trakcie lektury drugiej części. I choć na początku te zmienione szczegóły mnie drażniły to w końcu się przyzwyczaiłam i wciągnęłam. Bardzo podobała mi się postać zagrana przez Helen Mirren. Dokładnie tak sobie wyobrażałam Elinor. Uważam też, że jej dom, a przede wszystkim biblioteka zostały bardzo dobrze odtworzone.
Wielkim zaskoczeniem dla mnie była postać Smolipalucha (czy też Dustfinger’a, bo akurat jego imię w filmie zostało nie przetłumaczone), którego zagrał Paul Bettany, z resztą zrobił to doskonale. Zdecydowanie zupełnie inaczej sobie go wyobrażałam. No w każdym bądź razie po oglądnięciu filmu to nadal moja ulubiona postać.
No cóż, film oczywiście wszystkim polecam. Tym, którzy czytali i którzy nie czytali. A mnie pozostaje czekać i mieć nadzieję, że druga część także zostanie sfilmowana.![]() Ocena: 6/6 |
Archiwum
Zakładki:
*
Całkowita liczba wyświetleń
Dla czytelnika
Mole książkowe
Strony autorów
Współpracuję
Wyzwania
Tagi
Czytadełko on Google+ |