Wpisy z tagiem: wakacje
czwartek, 26 sierpnia 2010
Już tłumaczę wszem i wobec swoją nieobecność. Wróciliśmy z Helu dokładnie w dniu, w którym pojawiła się ostatnia notka, i dosłownie kilka godzin po powrocie dostaliśmy od znajomych propozycję ponownego wyjazdu. Zmęczeni po jednej podróży i właściwie totalnie spłukani pomyśleliśmy sobie, że właściwie czemu nie? Przecież spontaniczne decyzje zawsze wypadają najlepiej. Tak więc następnego dnia, jeszcze dobrze niewyspani nie mówiąc już o całkowitym zregenerowaniu sił wyruszyliśmy w ponowną podróż i po raz kolejny wylądowaliśmy nad polskim morzem, choć początkowy plan zakładał jeziorko, dwie godziny drogi od Wrocławia. Tym razem jednak pogoda zupełnie nam nie dopisała, nawet jeśli nie padało to wiało tak, że strach było wystawić głowę za drzwi, ale było dobrze. Oczywiście, że było, jakżeby mogło nie być? A teraz zastanawiam się jak ponadrabiać swoje książkowe zaległości tak, abym nie musiała odnosić do biblioteki nieprzeczytanych książek, bo przez te trzy tygodnie obijałam się straaasznie :D.
sobota, 14 sierpnia 2010
Wróciliśmy. Aż nie chce mi się wierzyć, że znów jesteśmy we Wrocławiu, że te dwa tygodnie minęły tak szybko. A tak chciałoby się tam zostać i cieszyć szumem morza, gorącym piaskiem, piękną pogodą, która przez drugi tydzień nam dopisywała. Oczywiście staraliśmy się nie leżeć całymi dniami plackiem, a w ramach zwiedzania popłynęliśmy do Gdańska, gdzie załapaliśmy się na Jarmark Dominikański, a stamtąd na Westerplatte. Na samym Helu natomiast odwiedziliśmy Muzem Obrony Wybrzeża i oczywiście fokarium, z którego M. musiał wyciągać mnie siłą, bo przyczepiłam się do barierki i jak dziecko powiedziałam, że nie pójdę! Na niewiele ponad czteromiesięczną Kasię mogłabym patrzeć godzinami, na starsze foczki zresztą też. Zapragnęłam studiować oceanografię, wierzcie mi ;)
Żeby jednak nie było tak kolorowo, powiem, że mieliśmy straszne problemy ze znalezieniem noclegu, a gdy jedna z pań zażyczyła sobie 75 zł za osobę, za pokój, w którym nie było nawet łazienki musiałam szybko łapać za szczękę, co bym nie musiała jej później zbierać z podłoża. Skończyło się na tym, że zakupiliśmy namiot i to właśnie w nim spędzaliśmy noce, na szczęście jeszcze ciepłe o tej porze roku ;). Teraz próbuję się doprowadzić do jakiegokolwiek stanu używalności i ogarnąć te wszystkie nowe recenzje na Waszych blogach, bo szczerze mówiąc, gdy po powrocie zobaczyłam ponad 800 nowych notek w moim czytniku to trochę się przeraziłam. Tak więc czytam i czytam. A jeśli już o czytaniu mowa to choć zabrałam ze sobą dwie książki, z obawą, że może zabraknie mi czegoś do czytania, nie przeczytałam niczego w całości. Nie lubię czytać na plaży, gdy słońce odbija mi się od stron, więc na tę czynność poświęcałam te krótkie chwile z samego rana, gdy M. jeszcze spał. Potem nie było czasu ;) Jednak Cukiernię pod Amorem powoli, powoli kończę i niedługo pewnie się tu coś na jej temat pojawi. Póki co powiem tylko, że i mnie oczarowała, co właściwie było do przewidzenia. Przy okazji w końcu oficjalnie przystępuję do dwóch wyzwań. Pierwsze z nich potrwa do 30. listopada, mam nadzieję, że nie skończy się dla mnie tak jak Nagrody Literackie i zdąże przeczytać wymaganą ilość książek. Co do książek islandzkich i finlandzkich to przyznam, że mam mały problem, bo na moich półkach takich brak. Jeśli chodzi o Szwecję, Norwegię i Danię lektury z tych krajów czekają już grzecznie na swoją kolej. O drugim wyzwaniu zrobiło się ostatnio głośno, więc chyba wszyscy będą wiedzieć, że chodzi o Rosję w literaturze. Moje doświadczenie z literaturą rosyjską jest raczej niewielkie i ogranicza się w zasadzie do klasyki. Lolita, Zbrodnia czy kara czy Oddział chorych na raka to pierwsze co mi przychodzi do głowy i choć kojarzy się wszystkim z książkami dobrymi to jednak jak dla mnie trochę zbyt ciężkimi. Nie przypominam sobie za to, żebym czytała coś ze współczesnej literatury rosyjskiej, dlatego w tym wyzwaniu właśnie na tym chciałabym się skupić. Moje półki pod tym względem wyglądają marnie, ale póki co planuję na pewno zapoznanie się z "Białe na czarnym" Rubena Gallego. Chciałabym też koniecznie przeczytać którąś z książek Marininy, na którą padnie zależy od zasobów biblioteki. |
Archiwum
Zakładki:
*
Całkowita liczba wyświetleń
Dla czytelnika
Mole książkowe
Strony autorów
Współpracuję
Wyzwania
Tagi
Czytadełko on Google+ |