Wpisy z tagiem: Kanada

niedziela, 08 stycznia 2012

Samotny mężczyzna (2009) - reż. Tom Ford

Bardzo lubię Colina Firtha, Julianne Moore znałam dotąd właściwie tylko z Godzin, gdzie zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Pomyślałam więc, że ta dwójka w rolach głównych,  wysoka ocena filmu i zachwalające a to książkę, a to film recenzję tu i tam niewątpliwie okażą się gwarancja sukcesu.

Samotny mężczyzna właściwie samą fabułą także skojarzył mi się z Godzinami. Bo tu również mamy ukazanie jednego dnia z życia Georga Falconera (w tej roli Colin Firth właśnie), profesora uniwersyteckiego, który zmaga się z utratą najbliższej osoby, spotyka dawną miłość i... flirtuje z kim popadnie.

Piękny jest ten film, nie da się ukryć, piękna jest scenografia, piękna muzyka, piękne kostiumy i sami bohaterowie też są piękni. Tyle, że nic poza tym. Od początku wszystko posuwa się tak ospale i bez życia, że aż samej zachciało mi się spać. Zaś mniej więcej w połowie doszłam do wniosku, że zupełnie nie interesuje mnie to co dzieje się na ekranie, co się dalej stanie z głównym bohaterem, jego odczucia są mi zupełnie obojętne, szukam sobie innych zajęć, błądzę wzrokiem po ścianach. 

Brak zainteresowania pozwalam sobie zrzucić na ignorancję i brak zrozumienia dla ambitnego kina. Czy cokolwiek. W każdym razie książkę, choć wcześniej tego nie planowałam, teraz chciałabym przeczytać, bo sam temat jest niezwykle ciekawy, a może w wersji papierowej lepiej mi się przyjmie. 

 

Charlie St. Cloud (2010) - reż. Burr Steers 

Już ponad rok temu miałam okazję przeczytać Charlie'go St. Cloud (jeśli ktoś nie kojarzzy fabuły to odsyłam właśnie tam). Książka zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, więc kwestią czasu pozostawało obejrzenie filmu. Choć nie powiem, Zac Efron, kojarzony głównie z High School Musical odrobinę mnie odstraszał.

W gruncie rzeczy niepotrzebnie, bo choć do najlepszych mu jeszcze daleko to i do najgorszych nie należy, mało tego, całkiem nieźle poradził sobie z odtworzeniem głównej roli. W przeciwieństwie zresztą do Amandy Crew, która niestety wypadała dość sztucznie. Ogólnie film uważam za niezły, choć do pierwowzoru mu nieco brakuje. Tym razem skończyło się u mnie na kilku wzruszeniach, nie było tylu emocji co przy czytaniu. Niemniej jednak, przyjemnie się to wszystko oglądało, przyjemnie było spojrzeć na wyobrażenie reżysera, które momentami było zupełnie różne od mojego. Swoją drogą i tu zostaniemy uraczeni cudownymi widoczkami pobliskich lasów, oceanu, a nawet cmentarza, który wieczorem, zamiast przyprawiać o gęsią skórkę, zwyczajnie urzeka. 

 

Dziewczyna z marzeniami - reż. Drew Barrymore

Nie miałam pojęcia, że Drew Barrymore wzięła się za reżyserowanie. Dowiedziałam się dopiero po obejrzeniu filmu, gdy zaglądnęłam sobie na filmweb i jestem mile zaskoczona. Naprawdę. 

Bliss Cavendar (w tej roli świetna Ellen Page) to dziewczyna z małego miasteczka, z którego jak najszybciej chciałaby się wyrwać. Sytuacji nie poprawia jej wymagająca matka, próbująca na siłę wręcz wciskać ją w pewne normy i udowodnić jakiej to idealnej córki się dorobiła. Bliss średnio zadowolona z przypisywanej jej roli i konkursów piękności, na które co rusz się ją wysyła, trafiając pewnego dnia na ulotkę reklamującą organizowane w pobliskim miasteczku derby na rolkach postanawia, w tajemnicy przed rodzicami, zacząć realizować własne marzenia. 

Nie jest to może żadne arcydzieło, ale opcja na miły wieczór z całą pewnością. Kilka zabawnych scen, odrobina wzruszeń pod koniec, prawdziwa przyjaźń, pierwsze zauroczenie i dążenie do sukcesu na własną rękę. Jak dla mnie wystarczy.

wtorek, 13 lipca 2010

Miało być fascynująco, miało być realistycznie, miało zachwycić tak jak Pojutrze. 2012 nie spełnił żadnego z tych warunków. Ale film tak chwalony, no wiadomo trzeba obejrzeć, a że nie było się w kinie, pozostaje internet. I teraz już sama nie wiem czy moje rozczarowanie to wina reżysera, komputera, czy kogoś kto umieścił złą kopię. A może w ogóle powinnam to to oglądać w 3D, może wtedy film zrobił by na mnie faktycznie wrażenie. W tej chwili mogę powiedzieć jedno: beznadzieja. Z jakiej winy, nie wiem, ale wydaje mi się, że film dobrze zrobiony powinno się dobrze oglądać w każdych warunkach.

2012 został oparty na znanym dobrze nam wszystkich teoriach końca świata, których według przepowiedni ma nastąpić właśnie w 2012 roku. Na ziemi zwiększa się częstotliwość katastrof, płyny w skorupie ziemskiej niebezpiecznie zwiększają swą temperaturę, wszystkie lądy prędzej czy później zniknają z powierzchni ziemi, a przetrwać mogą tylko wybrani, najlepsi, a raczej należało by napisać najbogatsi. Tyle o fabule, bo więcej na jej temat nawet nie chce mi się rozpisywać. Co do wykonania początkowo film naprawdę mi się podobał, zapowiadał się całkiem nieźle, naprawdę myślałam, że dostanę coś podobnego do wspomnianego już przeze mnie Pojutrza, a dostałam mocno przesadzone sceny i właściwie nie wiem co tak naprawdę skłoniło mnie do oglądnięcia tego filmu do końca, może zwykła ciekawość, a może nadzieja na to, że pokażą w końcu coś co sprawi, że otworzę szeroko buzie i powiem głośne łał. Nie doczekałam się, niestety. Zobaczyłam za to człowieka wychodzącego cało po zderzeniu z chmurą uderzeniową wulkanu, którego powinno właściwie zmieść z powierzchni ziemi, jadący z zawrotną prędkością samochód, mimo że przed chwilą trafiła w niego kula lawy z wulkanu, faceta wychodzącego cało i zdrowo z samochodu, pod którym chwile wcześniej rozstąpiła się ziemia, och, i moje ulubione, samolot wylatujący dosłownie w ostatniej chwili, a nawet chwilę po ostatniej chwili z wielkiej, obrzydliwie czarnej chmury pyłu wulkanicznego. Dla mnie to jednak trochę za dużo.

I oczywiście zdaję sobie sprawę, że to film, że główni postacie muszą przeżyć choćby nie wiem co, a film ten opierał się głównie na efektach specjalnych, ale momentami zastanawiałam się czy oglądam naprawdę film o końcu świata czy o superbohaterach. Szczerze mówiąc nadal nie wiem.

Ale żeby nie było, że tylko narzekam to dodam, że było parę scen naprawdę wartych uwagi, doskonale moim zdaniem zrobionych, tyle, że niestety biorąc pod uwagę długość całego filmu było ich naprawdę niewiele.

Ocena: 1,5/6

Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Czytadełko
on Google+