Wpisy z tagiem: AMEA

niedziela, 25 września 2011

Ostatnio pochłaniam opowiadania w zadziwiającej ilości. Jakoś łatwiej skupić mi się na krótszych tekstach. Tym razem padło na zbiór utworów poświęconych starości i upływowi czasu. Głos zabrali różni autorzy, niektórzy już mi znani, chociażby ze słyszenia, niektórzy zupełnie nowi. 

Pierwszy raz miałam tak, żeby szczęka mi opadła już przy pierwszym tekście... A tu nie dość, że szczęka opadła to jeszcze ręce się załamały, kolana ugięły. Bynajmniej nie z powodu stylu autorki czy beznadziejności pomysłu. Nie, ich nie będę się czepiać, choć nie jest to najlepsze opowiadanie ze zbioru. Ale to wiek bohatera wywołał taką reakcję. W końcu miało być o starości, a tu facet czterdziestoletni... Jednak czytając pozostałe opowiadania okazało się, że ta czterdziestka wcale nie pojawia się tak rzadko. Ach, może faktycznie jest coś w tym, że mamy tyle lat na ile się czujemy.

Wracając jednak do samych bohaterów, mamy tu cały ich kalejdoskop! To ludzie czterdziesto-, pięćdziesięcio-, dziewięćdziesięcioletni. Ludzie, którzy w różnoraki sposób przyjmują swoje starzenie się. Czasem z uśmiechem na ustach i swego rodzaju ulgą, czasem z wielką rozpaczą i chęcią całkowitego zniknięcia.

Niektóre opowiadania podobały mi się bardziej niż inne, wybijały się jak dla mnie dość znacząco.

Beata Rudzińska, której bohaterką jest kobieta-matka widząca upływający czas, dostrzegająca swoje starzenie się na podstawie dorastania córki. Córki która w przeciwieństwie do niej staje się coraz piękniejsza. Pomyślałam przy tym o własnej mamie, zastanawiając się czy ona też tak na mnie patrzyła, czy widząc jak dorastam odczuwała ten sam żal, tęsknotę za własną młodością i strach związany z tym, że nie jest w stanie minionych lat odzyskać. Zastanawiałam się czy ja też będę w ten sposób patrzeć kiedyś na swoją córkę... 

Grażyna Plebanek ujęła mnie swoim przedstawieniem miłości. Pięknie pokazała przywiązanie i tęsknotę za kobietą, której nie potrafiło się docenić za życia, której nie potrafiło się traktować należycie, tak jak by na to naprawdę zasługiwała. 

Agnieszka Drotkiewicz wzruszyła mnie swoim panem Pochotnikiem, ponad sześćdziesięcioletnim, niewidomym mężczyzną, który podczas spacerów ze swoją opiekunką oprowadza ją po znanych mu miejscach. Choć miejsca te już dawno się zmieniły, już dawno nie wyglądają tak jak on je widzi.

Włodzimierz Kowalewski powalił mnie na kolana swoim Władysiem. Mężczyzną, który myli rzeczywistość z wyobrażeniami, który widzi rzeczy dawno już zapomniane, spotyka ludzi, których dawno już nie ma. Mężczyzną, który sam się w tym wszystkim gubi.

U Joanny Stróżniak sposobało mi się podejście do tematu od drugiej strony. Uwięzienie młodej dziewczyny w ciele staruszki, niezdolnej do jakiegokolwiek ruchu, mającej problemy z mówieniem. To niestety prawda, że na ogół nie zauważamy upływu czasu, nie dostrzegamy tego co mija bezpowrotnie, nie zwracamy uwagi na wszystkie szanse jakie po drodze tracimy i wydaje nam się, że starość i niedołężność jest przecież tak odległa. 

Niestety, we Wbrew naturze znajdziemy również opowiadania dużo słabsze, takie które nie wzbudzą w nas żadnych emocji, a nawet takie przy których zaczniemy się zastanawiać jakim cudem znalazły tu swoje miejsce. Ja jednak polecam ten zbiór, dla tych kilku utworów, które podnoszą wartość całości, dla tych kilku utworów, które zmuszają do zastanowienia się nad własnym podejściem do tego co nieuniknione. 

Aida Amer i in., Wbrew naturze, Liszki, Wydawnictwo AMEA 2010.

piątek, 05 sierpnia 2011

Nie jestem głupia, wiem, że uczucia mijają; że najpiękniejsze z nich zmieniają się w potworki. Czas jest dlań gorszy niż dla modelek – uczucia zwykle brzydko się starzeją. Jednak… Tamto nagłe olśnienie wciąż trwa przy mnie, mogę wiernie je przywołać.*

Kobieta. Kochanka, lesbijka, córka, matka, samobójczyni, ćpunka, wdowa. Kobieta tęskniąca, nieszczęśliwie zakochana, zgwałcona, nienawidząca swojego życia, chcąca wymazać przeszłość, przekonana o tym, że zasługuje na własne nieszczęście. Kobieta stojąca w miejscu, chcąca zmienić bieg wydarzeń, ale nie robiąca nic w tym kierunku. Taki obraz kobiety wyłania się z opowiadań Szolc. Opowiadań, co trzeba dodać, przepełnionych smutkiem, cierpieniem, nostalgią, tęsknotą i żalem.

Moim zdaniem na największą uwagę w tym zbiorze zasługuje Kochanka, opowiadanie w którym zazdrość miesza się z niepewnością. To opowiadanie snute przez kobietę, której dni obracają się wokół wiecznej, nieustającej tęsknoty. I wokół czekania. Czekania na powrót, na wiadomość, na telefon, na jakikolwiek znak. Szolc stanęła w nim na wysokości zadania z wielką skrupulatnością oddając wszelkie lęki i obawy kobiety, która w irracjonalny sposób czuje się zagrożona przez kochankę (kochanka?) ukochanej osoby.

No i Transs też zrobił na mnie wielkie wrażenie. Bo także wyszedł autorce świetnie. Chociaż może myślę tak tylko dlatego, że aż tak bardzo udało jej się mnie zaskoczyć. A jednak... ciężko w opowiadaniach o kobietach spodziewać się relacji mężczyzny. Czy też osoby, która żyje w zawieszeniu pomiędzy byciem biologicznie mężczyzną a umysłowo kobietą**.

Nie wszystkie teksty są jednak aż tak dobre. Przez niektóre ciężko mi się było w ogóle przebić. Momentami gubiłam się w sposobie myślenia autorki, nie nadążałam za nim albo najzwyczajniej w świecie nie dostrzegałam w nim żadnego sensu.

Swoją drogą, jeśli książka Szolc miałaby faktycznie być literacką esencją kobiecości* to zabrakło mi w niej kobiet szczęśliwych. Bo przecież takie też są, prawda? A może to ja żyje w jakimś innym świecie. W świecie gdzie spotyka się kobiety szczęśliwie zakochane, spełnione matki, córki kochające swych rodziców ponad wszystko, kobiety zadowolone ze swojej pracy. Ale w takim razie cieszę się, że w nim żyje. I że oprócz sfrustrowanych twarzy, obrażonych min, spojrzeń tęskniących niewiadomo za czym mogę na co dzień oglądać także pełne szczerości uśmiechy i oczy błyszczące z radości. Ja chcę widzieć taką kobietę.

Ocena: 4/6

Izabela Szolc, Naga, Liszki, Wydawnictwo AMEA 2010.

*Tamże, s. 20.

**Tamże, s. 134.

***Tamże, tekst z okładki.

czwartek, 05 maja 2011

Nie lubię takich ludzi. Stronię od nich, uciekam, unikam kontaktu wzrokowego, przechodzę na drugą stronę ulicy, omijam szerokim łukiem. Marta Szarejko uczyniła ich bohaterami swojej książki.

O kim mowa? O ludziach żyjących na marginesie społeczeństwa, ludziach, którzy na co dzień nic nie mówią, bo i nikt pewnie nie zechciałby ich słuchać. Właściwie nawet, nie ma o czym mówić.

Mamy tu alkoholika, który chciał zostać pisarzem, Cygankę z pięknymi snami, jubilera, który nigdy już pewnie nie będzie miał okazji oglądnąć tych wszystkich skarbów, z którymi kiedyś przecież obcował na co dzień, Dona Ivo święcie przekonanego o tym, że należy do włoskiej mafii. Mamy bezdomnych, ludzi z przytułków, młode matki, ludzi szalonych, ludzi, którzy nie radząc sobie z życiem, w mniej czy bardziej świadomy sposób postanowili odejść w cień.

Szarejko albo pisze o nich z punktu widzenia osoby trzeciej, albo oddaje im głos. I to ten głos jest chyba najbardziej wstrząsający, właśnie na niego najbardziej czekamy, bo sprawia, że czujemy się jakbyśmy stali zaraz obok. I słuchamy. Choć tak naprawdę wcale nie chcemy słuchać. Jest jednak jakaś siła, coś co nie pozwala nam odejść. 

Styl autorki jest dość specyficzny, nie do każdego trafi, mi ciężko było się w niego wgryźć. To czasem pojedyncze zdania zajmujące całą stronę, zdania urwane w połowie, czasem to cała strona tekstu pozbawiona jakichkolwiek znaków interpunkcyjnych, momentami kuleje też gramatyka, szyk zdania jest zupełnie pomieszany, wszystko jest nie tak. Ale tak się przecież mówi, nikt nie zastanawia się jak zdanie, które właśnie wypowiedział wyglądałoby w wersji pisanej. Więc ja ten zabieg rozumiem. Co wcale nie znaczy, że muszę go doceniać. I nie doceniam, żałując po cichutku, że Szarejko się na niego zdecydowała. Pisząc w inny sposób też można też można by przekazać odpowiednie treści. Choć z drugiej strony, może nie aż tak dobitnie.

Mimo tego uważam, że warto trochę posłuchać, zwłaszcza gdy na co dzień nawet nie ma o czym mówić.

Ocena: 3,5/6

Marta Szarejko, Nie ma o czym mówić, Kraków, Wydawnictwo AMEA 2010.

***

A jeśli ktoś chciałby wniknąć na moment w ten świat, to chętnie przekażę mój egzemplarz dalej. Na zgłoszenia czekam do soboty, tak, abym losowanie mogła przeprowadzić w niedziele, a książkę wysłać w poniedziałek.

Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Czytadełko
on Google+