Wpisy z tagiem: Radwan
czwartek, 01 grudnia 2011
To splecione ze sobą losy głównie czwórki bohaterów. Barwnych, i owszem, ale wywołujących raczej niesmak, oburzenie i pukanie się w czoło. Przepraszam, ale w głupotę głównej bohaterki wprost ciężko uwierzyć. Raz: przyjmuje pod swój dach pierwszą, wielką miłość męża, a dwa: zostawia ich pod tym dachem samych. Nie no ok, nie całkiem samych przecież, a w towarzystwie uroczej, seksownej siostry-modelki wielkiej miłości, która też przy okazji kusi tym i owym. Ja rozumiem, zaufanie zaufaniem, no ale ludzie święci! To tak jakby wysłać faceta do baru ze striptizem wierząc uparcie w to, że będzie tam siedział z zamkniętymi oczami i wróci trzeźwy... W związku z powyższym, cóż, ciężko się dziwić, że Robert i Sabina postanowili choć przez chwilę pobawić się w dom. Ok, jemu jeszcze dziwić się można, w końcu to taki kochający żonę misiu-pysiu, któremu nagle nie wiadomo dlaczego przewróciło się we łbie. Ale jej? Jej nie dziwię się wcale! W końcu co kobiecie zależy, w domu czeka niepełnosprawny mąż, który w zasadzie nie bardzo nadaje się do zaspokajania jakichkolwiek potrzeb, a w Krakowie? Chata wolna, mężczyzna sprawny, wspomnienia wracają, więc cofa się ta bidula troszkę w czasie, wyobraża sobie, że nikt jej nie rozdzielił z jedyną miłością i choć przez chwilę może się pobawić w kobietę szczęśliwą i spełnioną. I chyba też ze względu na to zrozumienie, jedynie Sabina wzbudziła we mnie jakieś pozytywne uczucia. Szkoda kobiety. To musi być straszne przeżycie stracić największą miłość, właściwie niezależnie od siebie, a potem patrzeć na to jak ta osoba jest szczęśliwa z kimś innym, samemu pozostając w związku raczej z obowiązku. W nadziei na lepsze jutro w znacznej części opiera się na opisach, rzadko kiedy mamy szansę trafić na jakiś dialog. Nie wiem czemu, bo przecież dzięki nim łatwiej byłoby bohaterom chociażby wykrzyczeć pewne emocje. Choć z drugiej strony, może i lepiej, że jest ich mało, bo w zasadzie jak już są, to też nie wyglądają zbyt naturalnie. Szkoda też, że książka nie miała żadnej styczności z redakcją, że już o korekcie wspominać nie będę. A przynajmniej takie sprawia wrażenie, a żeby nie pozostawać gołosłowną kilka przykładów: Helena była pół Greczynką, pół Polką, jej regularne rysy były ciemniejsze niż większości Polek, a włosy kruczoczarne. (s. 20) Anna bardzo myliła się, myśląc, że Robert nie skontaktuje się z nią. (s. 27) - Przecież był spalony! Czy ten sędzia nie widział tego? (s. 52) Warunki narciarskie były doskonałe, różnorodność tras, stoki świetnie przygotowane i naśnieżone, oprócz tego gorące źródła i rewelacyjne włoskie jedzenie. (s. 58) - Powiedziałem "Daj mi ostatnią szansę i zamknij na chwilę oczy". Zamknęłaś i ja wtedy pocałowałem cię. Smakowały truskawkami, bo miałaś taki błyszczyk o smaku truskawkowym. (s. 65) - Stał i patrzył na ziejące pustką półki, na których do przed chwilą znajdowały się jej ubrania. (s. 98) Co tu dużo mówić. Pod względem literackim powieść po prostu leży i kwiczy, choć mam wrażenie, że to jest 90% winy redakcji lub też jej braku (choć według stopki zarówno redakcja była, jak i korekta była, a owszem!), w końcu to redaktor powinien dopilnować tego, żeby takie błędy w książce się nie pojawiały. Szkoda, że autorka nie zdecydowała się próbować też w innym wydawnictwie, że zdecydowała się na pierwsze lepsze, bo przecież same pomysły ma całkiem dobre, no i wywołuje emocje, a to się też liczy. Pod względem fabularnym powieść jest o niebo lepsza, choć jeszcze nie najlepsza. Jedno trzeba przyznać, książka wciąga, właściwie od pierwszych stron. I na pewno należy się autorce plus za umiejętne nagromadzenie tylu wydarzeń i nie pogubienie się w tym wszystkim. Szkoda tylko, że każde z nich zostało zaledwie liźnięte. Czasem pewnym sytuacjom, które mogłyby zająć cały rozdział Bauer poświęca zaledwie kilka linijek. I to niestety też trochę przeszkadza w odbiorze, bo zanim zdążymy się dobrze wczuć, zanim zaczną docierać do nas jakieś emocje już przeskakujemy do kolejnej sceny. Czy sięgnę po kolejny tom? Szczerze nie wiem, ale podejrzewam, że tak. Choćby z ciekawości co do dalszych losów bohaterów, bo zakończenie faktycznie się autorce udało. *** A tak już całkiem nawiasem, chciałam dodać, że trzymam kciuki za dalszą twórczość Ewy Bauer, bo swoją reakcją na powyższy tekst zdobyła sobie mój szacunek po wsze czasy. Wszystkim autorom życzyłabym takiego dystansu i zdrowego podejścia do opinii swoich czytelników. |
Archiwum
Zakładki:
*
Całkowita liczba wyświetleń
Dla czytelnika
Mole książkowe
Strony autorów
Współpracuję
Wyzwania
Tagi
Czytadełko on Google+ |