Wpisy z tagiem: homoseksualizm
piątek, 02 marca 2012
Mam niestety wrażenie, że ta jego przeszłość przez większą część książki niemiłosiernie się ciągnęła i dopiero gdzieś tam przy końcówce zaczęła mnie autentycznie interesować i wciągnęła na tyle, że przy tych ostatnich pięćdziesięciu stronach zaczęłam się jakoś w życie Alka angażować. Problem z tą książką polega na tym, że w moich oczach jest ona po prostu mało wiarygodna. Ciężko mi uwierzyć w to, że chłopak, który dopiero zaczyna się zastanawiać nad swoją seksualnością z miejsca leci do gejowskiego klubu i ląduje w łóżku z pierwszym facetem, który mu się tam nawinie. Ciężko mi też uwierzyć w to, że homoseksualiści, zamiast siąść i najpierw pogadać o tym, co się dzieje ze swoją rodziną czy najbliższymi przyjaciółmi, lecą na facebooka ogłosić to z miejsca całemu światu, zwłaszcza gdy w domu, ba, w tym samym pokoju, mają brata homofoba. Niemniej jednak sam temat poruszany przez Onichimowską jest ważny. Dobrze, że zdecydowała się mu poświęcić swą powieść. Dobrze, że starała się pokazać to, że inność w żadnym stopniu nie oznacza bycia tym gorszym. Ciekawym zabiegiem okazało się też przeciwstawienie Alka kilku innym postaciom. Tak więc widzimy go jako homoseksualistę mieszkającego pod jednym dachem z zapalonym homofobem, który jednak prędzej czy później maksymalnie nas zaskoczy. Widzimy go też jako chłopaka, pochodzącego z raczej ubogiej rodziny, dla którego każdy grosz i okazja do jego zdobycia, jest na wagę złota i jego dziewczynę, dla której pieniądz w jakiś sposób zdążył swoją wartość stracić, przez to tylko, że ma go pod dostatkiem. Zastanawiam się odrobinę, czy gdyby książka ta ukazała się kilka lat wcześniej i czy gdybym ja kilka lat wcześniej po nią sięgnęła to mój odbiór byłby inny. I nie wiem. Hera, moja miłość i Lot Komety swego czasu zrobiły na mnie wielkie wrażenie, może gdybym znów miała naście lat i Koniec gry wywołałby podobną reakcję, a może po prostu to jedna ze słabszych książek autorki. Anna Onichimowska, Koniec gry, Kraków, Wydawnictwo Znak 2012.
niedziela, 16 maja 2010
Pewnego dnia na brzegu jednej z florenckich rzek policja odnajduje ciało młodego mężczyzny. Ciało Luki. Informują o tym jego rodziców i przyjaciółkę Annę, którą proszą o identyfikację. Podczas sekcji wykryte zostają u Luki środki nasenne, pojawia się więc podejrzenie o samobójstwo lub morderstwo. W międzyczasie z nekrologu zamieszczonego w gazecie o śmierci swego kochanka dowiaduje się także Leo. Zaczyna się dochodzenie i powolne odkrywanie tajemnic, które nie koniecznie chciałoby się odkryć. Pojawiają się pytania, na które niekoniecznie chcielibyśmy odpowiadać. Czy możemy, a raczej czy powinniśmy ufać bezgranicznie najukochańszej osobie? Jak wiele są w stanie zmienić w naszych uczuciach skrywane przez nią tajemnice? Czy można naprawdę kochać jedną tylko osobę? Narracja w książce prowadzona jest ze strony Anny, Lea, a także martwego, ale stanowiącego właściwie środek całej powieści, Luki. Swoją drogą jego wrażenia zza grobu, zwłaszcza te dotyczące rozkładu nie są zbyt przyjemne. Bardzo podobały mi się te relacje z trzech stron, tym bardziej, że uczucia Anny i Lea względem Luki były zupełnie różne. Każde z nich znało jego inną stronę, a więc każde musiało czuć coś zupełnie innego. To zadziwiające jak wiele naszych emocji zależy jednak od wiedzy. Chciałam też przytoczyć tu jakieś fragmenty książki, ale spisując któryś z kolei doszłam do wniosku, że nie ma to większego sensu, bo mogłoby się skończyć na przepisaniu całości. Na każdej stronie swej powieści Besson serwuje nam warte zapamiętania perełki, a każde zdanie, ba, każde słowo niesie ze sobą coś wyjątkowego. Bardzo polecam, a sama z przyjemnością przeczytam także inne jego książki. Ocena: 5/6
niedziela, 18 kwietnia 2010
Barry już jako dziecko marzył, by dawać ludziom radość i rozrywkę. Założył Putt Putt Bonanzę, sam zaprojektował tory golfowe, dzięki sporym zarobkom stopniowo rozbudowywał swoją firmę, miał duży ruch, dużo klientów, dużo pieniędzy, aż do momentu gdy wszystko zaczęło się psuć, Barry zaczął tracić klientów, nie miał pieniędzy na remonty, a Putt Putt Bonanza zaczęła upadać. Wayne ma trzydzieści siedem lat, sprząta w Bonanzie, nadal mieszka z ponad siedemdziesięcioletnią matką. TJ marzy, by wygrać mistrzostwa w golfa, gra po sześć godzin dziennie, przychodzi trenować do Bonanzy, trzy razy wziął nawet udział w zawodach, może kiedyś mu się uda. Ricky nie ma pracy, na życie zarabia kupując broń przestępcom, którzy z powodu ciążących nad nimi wyroków sami nie mogą tego zrobić. Spiłowuje numery, aby policja w żaden sposób nie mogła do niego trafić. Młoda dwudziestosześcioletnia kobieta została zgwałcona na tylnym siedzeniu własnego samochodu, potem, nieprzytomną wyrzucona ją w pobliżu jakiegoś pobocza. Policja nie znalazła odcisków, ani DNA, kobieta sama postanawia wziąć los w swoje ręce. Anika i LaShawn poznali się gdy byli w piątej klasie szkoły podstawowej. Ona skończyła studia medyczna, on odnosił sukcesy w futbolu, miał zamiar zająć się tym zawodowo. Wypadek samochodowy, spowodowany przez członków gangu połamał mu żebra i nogi, zabrał marzenia, zniszczył szansę na powrót do gry. Mogłabym tak pisać i pisać, bo Frey co rusz wprowadza na karty swojej książki coraz nowsze postacie, czasem nadaje im imiona, czasem nie, czasem określa ich wiek, czasem zawód, czasem snuje opowieści o ich życiu, o nich samych nie mówiąc nic. Opowiada o wyścigach samochodowych, o gangach i zasadach ich funkcjonowania, opowiada o piciu i ćpaniu, o homoseksualiźmie, o wielkiej samotności, może opwiadać o każdym z nas. Mówi o ludziach pięknych, wyjątkowych, o Latynosach, Afroamerykanach, Amerykanach, o ludziach, którzy we własnym kraju są kimś, coś znaczą, coś mogliby osiągnąć i przyjeżdzają do Kalifornii, do LA za karierą, a przez to przestają być kimś wyjątkowym, a stają się ludźmi jakich są miliony, zamiast jako gwiazdy filmowe kończą jako kelnerki, barmani, bileterzy, prostytutki. Ale właściwie cała powieść opiera się na czterech historiach, czterech historiach pisanych naprzemiennie, przeplatanych historią Los Angeles, najzabawniejszymi i najstraszniejszymi faktami z życia miasta, i historiami innych ludzi. Cała książka zaczyna się od historii Dylana i Maddie, która chyba najbardziej mnie wciągnęła, i którą śledziłam najuważniej. Mają po dziewiętnaście lat i są zakochani. Samotni, nie licząc siebie nawzajem. Początkowo nie znając jeszcze ich imion dowiadujemy się, że chłopak wyrywa dziewczynę z rąk jej matki, zakrwawioną, pobitą, postanawiają się od tego uwolnić, zacząć nowe życie, uciec jak najdalej, jak najdalej czyli do Kalifornii, do Los Angeles, miasta, które powinno zapewnić im szczęście. I zapewnia, przynajmniej na jakiś czas. Staruszek Joe mieszka w plażowej toalecie, jaj właściciel pozwolił mu na to dopóki utrzymuje w niej porządek i dopóki dnie spędza na plaży, pozwalając korzystać z toalety klientom budki z tacos. Ma niecałe czterdzieści lat, ale wygląda na ponad siedemdziesiąt. Pewnego dnia przy kontenerze za lodziarnią Joe znajduje Beatrice, młodą ćpunkę, pobitą, zakrwawioną, dziewczynę, która zmieni życie jego i jego przyjaciół. Niekoniecznie na lepsze. Amberton i Casey Parker, obydwoje odebrali dobre wykształcenie, obydwoje zostali filmowymi gwiazdami, o które producenci się zabijają. Są dobrymi przyjaciółmi, najlepszymi jakich można mieć. Są małżeństwem, mają dzieci, tyle na zewnątrz. Naprawdę obydwoje są homoseksualistami, ukrywają to przed światem, aby nie niszczyć swojej kariery. Myślą, że za pieniądze mogą dostać wszystko. Gracella i Jorge, Meksykanie, opuszczają swój kraj, jak wszyscy, w poszukiwaniu lepszego życia, rodzi im się dziecko, dziewczynka, piękna, inteligentna, odnosząca sukcesy w szkole, a przez to niezbyt lubiana przez rówieśników. Jej przekleństwem stają się grube uda, marnują jej życie. Za sprawą jednego wydarzenia rezygnuje z nauki, ze szkoły, z college’u, mimo, że szkołę średnią udało jej się ukończyć z wyróżnieniem, zaczyna pracę jako służąca. Niestety, muszę przyznać, że chyba lepiej by mi się czytało, gdyby każda z tych czterech historii została wydana jako osobna książka, denerwowało mnie rozproszenie, poprzetykanie historiami, które dla mnie nie miały większego znaczenia, denerwowały mnie fakty z historii LA, a to wszystko wpłynęło na to, że książkę czytało mi się długo i ciężko. W dodatku styl Freya, który przy jego poprzednich książkach mnie zachwycał tutaj zaczął męczyć, chyba za bardzo się od niego odzwyczaiłam. Ocena: 4/6
czwartek, 11 lutego 2010
Narratorka powieści często zmienia partnerki, prawdopodobnie z tego względu, że szczególnie upodobała sobie mężatki, które prędzej czy później wracają do mężów. Zresztą tak naprawdę z żadną nie jest w stanie wytrzymać więcej niż pól roku, bo po tym właśnie czasie całe pożądanie gdzieś znika, pojawia się nuda i monotonia. Gdy poznaje Jacqueline ma nadzieje, że wszystko się zmieni, że ona w końcu się zmieni, ustatkuje, zacznie prowadzić normalne życie bez skakania z kwiatka na kwiatek. I mimo że w ich związku nie ma namiętności to naprawdę dobrze im się razem żyje. Aż do dnia, gdy na swojej drodze spotykają Louise, kolejną zamężną kobietę, która wywróci świat narratorki do góry nogami. Jednak i ich związek nie będzie mógł trwać wiecznie... Być może to piękna opowieść o miłości, hołd złożony ukochanej osobie. Tak właśnie odbierałam tę książkę, przynajmniej do końca pierwszej części, bo gdy doszłam do części komórki, tkanki, układy i jamy ciała, dalej skóra, szkielet itp., gdy autorka zaczęła się rozwodzić nad każdym najmniejszym kawałeczkiem ludzkiego ciała stwierdziłam, że mam po prostu dość, że chyba jednak książka jest trochę przesadzona, że może jest napisana pięknym poetyckim językiem, ale dla mnie jakby za pięknym. Że chyba lepiej byłoby, gdyby skończyło się na tej setnej stronie, bo wtedy moja ocena byłaby dużo lepsza. Ocena: 3,5/6
czwartek, 29 października 2009
|
Archiwum
Zakładki:
*
Całkowita liczba wyświetleń
Dla czytelnika
Mole książkowe
Strony autorów
Współpracuję
Wyzwania
Tagi
Czytadełko on Google+ |