Wpisy z tagiem: salamandra

czwartek, 11 lutego 2010

 

Zapisane na ciele / Jeanette Winterson ; przeł. Hanna Mizerska. - Poznań : Dom wydaw. Rebis ; 1999. - 162 [6] s. ; 20 cm. - (Salamandra). - ISBN 83-7120-615-1

Narratorka powieści często zmienia partnerki, prawdopodobnie z tego względu, że szczególnie upodobała sobie mężatki, które prędzej czy później wracają do mężów. Zresztą tak naprawdę z żadną nie jest w stanie wytrzymać więcej niż pól roku, bo po tym właśnie czasie całe pożądanie gdzieś znika, pojawia się nuda i monotonia. Gdy poznaje Jacqueline ma nadzieje, że wszystko się zmieni, że ona w końcu się zmieni, ustatkuje, zacznie prowadzić normalne życie bez skakania z kwiatka na kwiatek. I mimo że w ich związku nie ma namiętności to naprawdę dobrze im się razem żyje. Aż do dnia, gdy na swojej drodze spotykają Louise, kolejną zamężną kobietę, która wywróci świat narratorki do góry nogami. Jednak i ich związek nie będzie mógł trwać wiecznie...

Być może to piękna opowieść o miłości, hołd złożony ukochanej osobie. Tak właśnie odbierałam tę książkę, przynajmniej do końca pierwszej części, bo gdy doszłam do części komórki, tkanki, układy i jamy ciała, dalej skóra, szkielet itp., gdy autorka zaczęła się rozwodzić nad każdym najmniejszym kawałeczkiem ludzkiego ciała stwierdziłam, że mam po prostu dość, że chyba jednak książka jest trochę przesadzona, że może jest napisana pięknym poetyckim językiem, ale dla mnie jakby za pięknym. Że chyba lepiej byłoby, gdyby skończyło się na tej setnej stronie, bo wtedy moja ocena byłaby dużo lepsza.

Ocena: 3,5/6

czwartek, 29 października 2009

Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć.

Z twórczością Whartona miałam już przyjemność się spotkać podczas lektury Spóźnionych kochanków, która mnie nie zachwyciła, ale całkiem przyjemnie się ją czytało. Na Ptaśka natknęłam się niedawno w bibliotece, zdecydowałam się więc na kolejne spotkanie. I nie żałuję. Debiutancką powieść tego autora na pewno warto znać.

O ptakach wiem niewiele, nie rozróżniam poszczególnych gatunków. Latają, ładnie ćwierkają na wiosnę i na tym ich rola się kończy. Ptasiek jednak opowiada o nich z taką pasją, z taką fascynacją i miłością, że w pewnym momencie zaczyna się to też udzielać czytelnikowi. Podczas lektury i ja miałam ochotę wzbić się w górę i po prostu polecieć. Nieważne dokąd, byle by unosić się nad ziemią i czuć wiatr pod skrzydłami.
Niestety fascynacja lataniem dla Ptaśka nie kończy się dobrze. W to, że stał się ptakiem wierzy tak mocno, że trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie przez całe dnie i noce siedzi w kucki i macha skrzydłami.

Razem z nim siedzi Al, jego najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, który czeka właśnie na operacje żuchwy. To on informuje nas o teraźniejszych wydarzeniach. Opowiada też o wspólnych młodzieńczych zabawach i o pracy. Wstrząsnął mną fragment o pracy przy łapaniu psów i gdybym wiedziała, czego się spodziewać chętnie bym go ominęła.

Ptasiek to piękna powieść o przyjaźni, miłości i sile marzeń. Napisana wprost poetyckim językiem. Nie rzuciła mnie na kolana, ale i nie zawiodła.

Ocena: 4,5/6

Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Czytadełko
on Google+