Wpisy z tagiem: adopcja
środa, 16 lutego 2011
Kolska przedstawia nam szereg aspektów prawnych związanych z adopcją. Wyjaśnia kto i na jakich zasadach może przyjąć dziecko pod swój dach i tu z lekkim niedowierzaniem przyjęłam do wiadomości przepis mówiący o tym, że prawo takie przysługuje osobie samotnej, ale parze pozostającej w związku nieformalnym już nie. Przywołując wypowiedzi specjalistów przestawia problemy, z którymi rodzice adopcyjni prędzej czy później będą musieli sobie poradzić. Wiele miejsca poświęca chociażby temu kiedy i w jaki sposób powiedzieć dziecku o tym, że jest adoptowane i czy o fakcie tym informować każdego, czy tylko osoby z najbliższego otoczenia. Przybliża też kilka, niektórym już pewnie znanych, faktów, które dla mnie okazały się ciekawostkami. Nie miałam na przykład pojęcia o tym, że istnieją tak zwane okna życia, w których zrozpaczona matka może całkowicie anonimowo pozostawić dziecko w dobrych rękach, pozbawiając je jednak jakiejkolwiek tożsamości, przeszłości i możliwości jej poznania. W książce znajdziemy również kilka stron poświęconych coraz częstszej formie adopcji jaką staje się tak zwana adopcja ze wskazaniem, polegająca na tym, że biologiczna matka sama wybiera przyszłych rodziców swojego dziecka. Tym jednak, co czytelników poruszy najbardziej są opowieści o prawdziwych wydarzeniach. Autorka przytacza historię adoptowanej dziewczynki, dziś będącej już dorosłą kobietą, posiadającej własne potomstwo, której po prawie czterdziestu latach udało odnaleźć się biologiczną matkę. W książce przeczytamy również opowieść kobiety, która od zawsze marzyła o dziecku adoptowanym, tyle że wychowywanym obok dziecka biologicznego, którego nigdy niestety się nie doczekała. Chwila gdy dziecko adopcyjne, wcześniej tak nieufne, podchodzi z wyciągniętymi rączkami, by powiedzieć wiesz mamo, z Tobą to jest mi najlepiej*. Poruszająca jest również historia małżeństwa, które adoptując niemowlaka nie miało pojęcia o jego problemach zdrowotnych, było traktowane przez polskich lekarzy jak przewrażliwieni rodzice, spotkali się z odwróceniem rodziny, a mimo wszystko dali sobie radę, walcząc o szczęście i przede wszystkim życie dziecka, które jeszcze niedawno było zupełnie obcym dla nich człowiekiem. Poznamy również opowieść biologicznej matki, która musiała oddać dziecko, choć niczego nie pragnęła tak bardzo, jak zatrzymania go przy sobie. Takie wydarzenia nie mają swojego terminu ważności, one nigdy nie przestaną wzruszać. Bardzo podobało mi się, że przy poruszeniu naprawdę wielu aspektów, przedstawieniu wielu historii, sama autorka stoi jakby z boku. Sumiennie zarysowuje nam każde z zagadnień przedstawiając wszystkie za i przeciw, nie oceniając ich jednak, nie narzucając własnego zdania. I choć takie podejście może wydać się dość suche, to jednak właśnie ono pozwala czytelnikowi powoli wyrabiać własne poglądy według których coś zaakceptuje z pokorą, nad czymś innym pokręci głową z niedowierzaniem, ale zrobi to wszystko według własnego sumienia, nie dlatego, że coś zostało mu narzucone. Smutna okazała się prognoza, którą Kolska przedstawia nam niemalże na samym końcu, a według której coraz więcej par będzie miało problem z posiadaniem własnego, biologicznego potomstwa. Mimo wszelkich blasków adopcji życzyłabym sobie, by okazała się jednak prognozą nieprawdziwą, bo przecież można wychowywać dziecko adopcyjne obok tego biologicznego, co udowodnili również bohaterowie książki. Ocena: 4,5/6 Recenzja opublikowana na kobieta20.pl Katarzyna Kolska, Moje dziecko gdzieś na mnie czeka: opowieści o adopcjach, Kraków, Znak 2011. *Tamże, s. 18
sobota, 26 grudnia 2009
Jack i Molly Campbell tworzą parę idealną. A od pięciu lat także niesamowicie szczęśliwą, gdyż nie mogąc mieć własnych dzieci adoptowali Joey’a. To cudowny chłopiec, chwalony przez nauczycieli, lubiany przez rówieśników. Radosny i beztroski. Ale szczęście ich rodziny ma niedługo prysnąć, zniknąć jak puch z dmuchawca. Po pięciu latach Rip Porter wychodzi z więzienia. Dowiadując się, że żona podpisała za niego papiery adopcyjne postanawia za wszelką cenę odzyskać swego syna, którym jest Joey Campbell. Z resztą nie musi się o to nawet za bardzo starać, bo według prawa, jeśli podpis jednego z rodziców został podrobiony cała adopcja jest automatycznie unieważniona, w takim wypadku uważa się jakby w ogóle nie miała ona nigdy miejsca. Sąd postanawia, że przez kilka tygodni podczas których Joey kilkakrotnie odwiedzi biologicznych rodziców prawa do dziecka są podzielone, jednak po ostatniej wizycie u Porterów Joey ma zostać tam na zawsze, a Campbellowie na zawsze utracą do niego prawa. Przyjemne czytadło. Dużo rozdziałów, duża czcionka, a całość napisana przystępnym językiem, który sprawia, że nie trzeba się wysilać, żeby zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dodatkowo poruszony moim zdaniem bardzo ważny problem. I mimo, że dość szybko można się domyślić zakończenia to i tak ono wzrusza, mimo, że miałam największe chęci do powstrzymania łez ;). Niestety największe zastrzeżenia mam do wydawnictwa, które chyba troszkę poskąpiło na korektę w związku z czym na prawie każdej stronie możemy znaleźć choć jedną literówkę, na co właściwie sama nigdy nie zwracam za bardzo uwagi, ale po pięćdziesiątej stronie to jednak zaczyna bardzo drażnić. Ogólnie polecam, najlepiej w innym wydaniu, jeśli takie jest dostępne ;). Ocena: 4,5/6
czwartek, 29 października 2009
|
Archiwum
Zakładki:
*
Całkowita liczba wyświetleń
Dla czytelnika
Mole książkowe
Strony autorów
Współpracuję
Wyzwania
Tagi
Czytadełko on Google+ |