Wpisy z tagiem: norweska

piątek, 08 października 2010

Księga Diny to już chyba książka – legenda. Znana za sprawą ponoć świetnej ekranizacji, ale nie mnie oceniać, bo póki co jeszcze jej nie widziałam, kosmicznych cen na allegro, wywołanych dawno już wyczerpanym nakładem czy pozytywnych opinii, które pojawiają się tu czy tam co jakiś czas i które właśnie, w moim przypadku zdecydowały o wielkiej chęci na zapoznanie się z tą norweską powieścią.

Jak zwykle w przypadku dobiegających zewsząd achów i ochów napaliłam się na książkę licząc chyba na ósmy cud świata. Niestety, cudem to to nie jest, chociaż nie mówię też, że to powieść zła. Nie, po prostu jak zwykle nastawiłam się na zbyt wiele.

Dina, która jako dziecko przyczyniła się do śmierci matki, wychowywana przez obojętnego na wszystko ojca, poślubiona dużo starszemu człowiekowi. Posiadająca męskie nawyki. Nie podlegająca żadnym regułom, tworząca własne zasady. Buntująca się, zaborcza, wojownicza, władcza. Widząca cały czas w pobliżu swą matkę, słysząca nieustannie jej krzyk.

Mnie nie zauroczyła, nie zaimponowała mi w żaden sposób, momentami strasznie mnie drażniła, nie widziałam w niej niestety zranionego dziecka, za to mocno współczułam osobom, które ją otaczały, za to, że dają sobą tak pomiatać, że podporządkowują się kobiecie, która nikomu nie potrafi okazać krzty szacunku.

To wszystko oczywiście nie zmienia faktu, że Wassmo odwaliła kawał dobrej roboty pisząc powieść przesiąknięta zimnem i nostalgią krajów skandynawskich, oddając klimat XIX-wiecznej Norwegii i w końcu kreśląc postać tak wyrazistą i budzącą tyle emocji, nawet jeśli, tak jak w moim przypadku, nie są one pozytywne. I chociaż mnie powieść nie zachwyciła jestem święcie przekonana, że nie jedną osobę porwie, a sama postać Diny stanie się dla nich ideałem kobiety charyzmatycznej i potrafiącej postawić na swoim.

Ocena: 4/6

czwartek, 02 września 2010

Jeśli chodzi o twórczość Gaardera to czytałam jego w zwierciadle, niejasno, które wypadło całkiem nieźle, potem przyszła kolej na dziewczynę z pomarańczami, która mnie zachwyciła, a teraz znów sięgnęłam po zamek w Pirenejach, po którym mam dość mieszane uczucia.

Zamek w Pirenejach to spisane w formie e-maili wspomnienia dwójki ludzi będących kiedyś parą i kochających się jak mało kto. Ludzi zupełnie różnych, o różnych poglądach, wyznających różne życiowe prawdy i próbujących przekonać tą drugą osobę koniecznie do swoich racji. Ludzi, którzy zaraz po rozstaniu bezskutecznie się szukając postanowili znaleźć kogoś innego, by móc ułożyć swoje życie na nowo, każde z nich na swój własny sposób. Po ponad trzydziestu latach od ich rozstania, a jednocześnie od tajemniczego zdarzenia, które do niego doprowadziło, a do poznania którego dążymy przez całą niemal lekturę, spotykają się oni dokładnie w tym miejscu, w którym widzieli się oni po raz ostatni. I znów zaczyna się przekonywanie, które powoli przeradza się we wspominanie, żałowanie, a wreszcie pogodzenie z tym co się stało.

Wiedziałam, że nagle zaczęliśmy myśleć zupełnie inaczej, ale nie umiałam pojąć, dlaczego nie da się z tym żyć. Nie byliśmy przecież pierwszą parą na świecie wierzącą w różne rzeczy.*

W pewnym momencie zaczęły mnie męczyć wywody Steinna na temat powstania świata i człowieka. Kwasy nukleinowe, makromolekuły czy protony niekoniecznie są tym o czym chciałabym czytać. Zresztą licząc na rozprawy naukowe nie sięgałabym raczej po powieść. Przyznam, że część z tego nawet sprytnie udało mi się ominąć, a skupiłam się na tym co interesowało mnie najbardziej. Kim była Borówkowa Pani? Dlaczego para, która potrafiła żyć ze sobą w najbardziej ekstremalnych warunkach tak po prostu się rozstała? I czy faktycznie razem z końcem ich związku miała koniec również ich miłość? I czy, jeśli byliby nadal razem, to ich miłość była by równie silna jak przed trzydziestu laty?

Tęsknota między ludźmi leżącymi w tym samym łóżku bywa czasami bardziej bolesna i bardziej dojmująca niż wtedy, gdy są na różnych kontynentach.**

Dużo bardziej podobały mi się e-maile pisane przez Solrun. Może też trochę dlatego, że jest kobietą, a może trochę dlatego, że przypomina mi mnie samą.

Tak było. Przechodziłaś od śmiechu do łez. Pod cienką powłoką niepohamowanej radości życia zawsze nosiłaś smutek. Ja także. Było nas dwoje. Przypuszczam jednak, że Twój smutek był głębszy niż mój. Tak jak Twój zachwyt i uniesienie.***

W jej wspomnieniach śmierć miesza się z życiem, a wszystko oplecione jest cienką linią tajemnicy. Zadziwiające jak wiele szczegółów sprzed kilkudziesięciu lat jest w stanie pomieścić ludzka pamięć. I na jakiej zasadzie właściwie zatrzymuje jedne zdarzenia po to by odrzucać inne.

Generalnie polecam, bo styl Gaardera powala po raz kolejny i z pewnością sięgnę po resztę jego książek, a fragmenty dotyczące ewolucji... jeśli kogoś nie zainteresują to przecież zawsze można odwrócić na następną stronę.

Ocena: 4,5/6

Jostein Gaarder, Zamek w Pirenejach, Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca, 2010.

*Jostein Gaarder, Zamek w Pirenejach, Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca, 2010, s. 7.

**Tamże, s. 158.

***Tamże, s. 36

niedziela, 22 listopada 2009

Sięgając po książkę, zachęcona tytułem i opisem na skrzydełku okładki, spodziewałam się opowieści o pracy księgarza we współczesnym Afganistanie. Pracy z pewnością bardzo trudnej i wymagającej wielkiej wytrwałości w kraju gdzie większość ludzi nie potrafi pisać ani czytać.

I faktycznie trochę informacji o Sułtanie Chanie jako księgarzu znalazłam. Jakaś jedna czwarta książki mówi właśnie o tym. Choć, nawet chyba nie jedna czwarta. O czym więc jest reszta? Hm, jeśli chodzi o większość stron to czułam się szczerze mówiąc jakbym czytała książkę historyczną. Wojny toczące się na terenie Afganistanu, obyczaje tamtejszej ludności, idiotyczne moim zdaniem zakazy, nakazy wprowadzone we wrześniu 1996 roku przez talibów, które zniszczyły życie przede wszystkim kobiet żyjących w tym państwie. Przepisy zabraniające wychodzenia z domu bez obecności mężczyzny, czy w ubraniu nie zasłaniającym większości ciała. Nakazy zmuszające do wspólnej modlitwy, zakazy golenia bród czy też noszenia takiej fryzury jaka się po prostu podoba. No i mój ulubiony: zakaz muzyki i tańca na weselach.

Poza historią Afganistanu jest również historia rodziny Sułtana Chana. Opowieść o tym w jaki sposób starał się o swoją drugą żonę, jak pomagał kuzynowi zdobyć pierwszą. Dużo jest też o jednej z jego sióstr Szakili, która będąc jedną z najstarszych sióstr Sułtana jako ostatnia wychodzi za mąż. Wcześniej tego nie zrobiła, gdyż chciała uczyć się a potem pracował, na co żaden z kandydatów na męża absolutnie nie chciał się zgodzić. Zostały więc w książce opisane uroczystości zaręczyn oraz zaślubin.

Spora część historii poświęcona jest Lejli, najmłodszej siostrze sułtana, która jako kobieta niezamężna mieszka nadal z bratem i jego rodziną. Traktowana jest jak służąca. Zmuszona jest do usługiwania nawet swoim dużo młodszym siostrzeńcom, dla których jest tylko obiektem do wyładowania nerwów, gdy nie mogą pokrzyczeć na nikogo innego. W ogóle każdemu z członków rodziny został poświęcony choć jeden rozdział. I dużo, bardzo dużo jest o traktowaniu kobiet we współczesnym Afganistanie. Ciekawa jestem czy to taktowanie kiedykolwiek się zmieni…

Generalnie, spragnionym historii Afganistanu serdecznie polecam, osobom, które chciały by znaleźć co nieco o zawodzie księgarza nie bardzo, bo mogą się po prostu rozczarować…

Ocena: 3,5/6

czwartek, 29 października 2009

Na kilka miesięcy przed śmiercią Jan Olav zaczyna pisać list. Był nieuleczalnie chory, ale chciał, żeby jego syn w przyszłości poznał jego opowieść. Opowieść o Dziewczynie z Pomarańczami, o pierwszej, prawdziwej miłości z całą magią jej towarzyszącą, i wreszcie o najważniejszym – o jego życiu.

Gdy Georg ma 4 lata traci ojca. Jedenaście lat później ma okazję przeczytać list. List ukryty w poszewce starej spacerówki. List od ojca do swojego najlepszego przyjaciela.
Zawsze trudno jest mi mówić czy też pisać na temat rzeczy, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie. A książka Gaardera niewątpliwie jest taką rzeczą. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak bardzo wzruszyłam się czytając książkę. Nie pamiętam już kiedy aż tak bardzo zaangażowałam się czytając jakąś książkę i kiedy sama udzielałam odpowiedzi na pytania zadane głównemu bohaterowi. Zwłaszcza na jedno, bardzo ważne pytanie.

Czy wybrałbym życie na Ziemi, mając świadomość, że zostanę nagle od niego oderwany, może w samym środku najszczęśliwszych chwil? Czy też już w punkcie wyjścia podziękowałbym za uczestnictwo w tej bezsensownej zabawie w „dawanie i odbieranie”? Bo przychodzimy na świat tylko jeden raz. Zostajemy wpuszczeni w tę wielką baśń. A potem… Psrtyk, i skończona bajka!

Gaarder w piękny a zarazem bardzo przystępny sposób pisze o prawdziwej miłości, o tym jak wiele można dla niej poświęcić i jak długo na nią czekać.

Porusza także bardzo trudny temat, jakim jest śmierć i utrata najbliższej osoby.

Wyobraź sobie, Georg, wyobraź sobie, że również na tym drugim brzegu byłaby jakaś dłoń, której można by się złapać! Ale ja nie wierzę w istnienie jakiejś drugiej strony. Jestem tego niemal całkiem pewien. Wszystko, co istnieje, trwa dopóty, dopóki wszystko się nie skończy. Ale często ostatnią rzeczą, której człowiek się trzyma, bywa czyjaś dłoń.

Jak dotąd to dopiero druga książka tego autora, którą czytałam (pierwszą było W zwierciadle, niejasno) i niewątpliwie na tym moja przygoda z nim się nie zakończy. Myślę, że do Dziewczyny z pomarańczami jeszcze kiedyś wrócę.

Przed chwilą podszedłeś do mnie i spytałeś, co piszę na komputerze. Odpowiedziałem Ci, że to list do mojego najlepszego przyjaciela. Może zdziwił Cię smutek w moim głosie, gdy Ci to wyjaśniałem, bo spytałeś: - To do mamy?
Chyba pokręciłem głową. – Mama to moja ukochana – odparłem. – Ato jest coś zupełnie innego.
- A ja kim jestem? – spytałeś wtedy.
Złapałeś mnie w pułapkę. Ale wziąłem Cię tylko na kolana, nie odchodząc od komputera, mocno przytuliłem i powiedziałem, że jesteś moim najlepszym przyjacielem.
Na szczęście o nic więcej nie pytałeś. Nie przyszło Ci do głowy, że ten list może być do Ciebie. Również ja z trudem mogłem sobie wyobrazić,że pewnego dnia być może go przeczytasz/
Czas, Georg. Czym jest czas?


Ocena: 6/6

Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Czytadełko
on Google+