Wpisy z tagiem: Niemcy

środa, 11 kwietnia 2012

Anonimus (2011) - reż. Roland Emmerich

Roland Emmerich, znany nam chyba głównie ze swoich filmów katastroficznych tym razem wziął na warsztat literaturę i spory niektórych historyków tejże, dotyczące postaci jednego z najwybitniejszych pisarzy literatury angielskiej. Przyznaję bez bicia, nie interesowałam się nigdy nadmiernie postacią Williama Szekspira, a o teorii jakoby był analfabetą i oszustem podpisującym i wystawiającym cudze sztuki pod własnym nazwiskiem dowiedziałam się dopiero przy okazji filmu.

Mamy więc postać Edwarda de Vere (Rhys Ifans), hrabiego Oxfordu, który we wczesnej młodości trafiając na dwór królowej Elżbiety i biorąc za żonę córkę Wiliama Cecila (David Thewlis), królewskiego doradcy, zmuszony właściwie został do rezygnacji ze swej największej namiętności, a więc tworzenia sztuk. Nie zgadzając się z owym zakazem w żaden sposób, pisze dalej w tajemnicy, a dążąc do tego, by jego dramaty podziwiać mogła większa publiczność, która z pewnością zdolna jest do tego, by wyłapać pewne nawiązania do współczesnej mu polityki, prosi Bena Jonsona (Sebastian Armesto) o wystawienie ich pod własnym nazwiskiem. Ten natomiast przekazuje je jednemu ze swych aktorów, czyli Williamowi Szekspirowi (Rafe Spall) właśnie.

W odbiorze początkowo może przeszkadzać zaburzona chronologia, ale wystarczy odrobina skupienia i szybko połapiemy się o co chodzi. Moim zdaniem Anonimus to świetnie oddany klimat okresu elżbietańskiego, wielka dbałość o szczegóły, zachwycające kostiumy i kapitalny pomysł na pierwszą i ostatnią scenę stanowiącą klamrę spinającą całość. Ze swojej strony gorąco polecam, choćby dla zaspokojenia ciekawości i poznania zupełnie innej, niż powszechnie znana, twarzy Szekspira. 

 

Wyścig z czasem (2011) - reż. Andrew Niccol

Oto bardzo ciekawa, a przy tym całkiem nieźle zreazlizowana wizja przyszłości. Ludzie przestają się starzeć kończąc 25 lat, a pieniądze zostały wymienione na czas. Tak więc pensje dostajemy w minutach, jedzenie kupujemy za minuty, czynsz opłacamy minutami. Są tacy, którzy nie muszą się martwić o swój byt, na koncie mając zgromadzone miliony godzin, i tacy, którzy codziennie budząc się z zapasem zaledwie jednego dnia, drżą o każdą kolejną minutę, nie wiedząc czy po prostu nie padną gdzieś na środku ulicy. Wśród tych drugich znajdziemy Willa Salasa (Justin Timberlake), który pewnego dnia od przypadkowo poznanego człowieka, znudzonego swoim wiecznym życiem, otrzymuje w prezencie kilka tysięcy godzin. Ponieważ gesty takie znacząco odstają od normy, Will zostaje oskarżony o zabicie swego darczyńcy i zaczyna się jego ucieczka przed władzą oraz walka z istniejącym systemem. Nie w pojedynkę oczywiście, a z uroczą zakładniczką, córką jednego z najbogatszych ludzi, Sylwią Weis (Amanda Seyfried).

Wyścig z czasem to film, dzięki któremu powiedzenie czas to pieniądz nabiera zdecydowanie nowego znaczenia. Mnie bardzo podoba się pomysł wizji przyszłości przedstawiona przez twórców. Sam pomysł, bo wizja walki o każdą kolejną minutę naszego życia już nie bardzo. Choć tak sobie myślę, że bez względu na to czym by nam płacili i czy pracujemy dla pieniędzy czy dla czasu i tak wciąż walczymy o to samo.

poniedziałek, 14 marca 2011

Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny to ekranizacja powieści Thomasa Manna o tym samym tytule. Pierwowzoru nie czytałam, już kiedyś wspominałam chyba, że z klasyką mi jakoś nie po drodze, a jeśli już sięgam to są to wyjątki, więc obejdzie się bez porównań. Mogę tylko napisać, że po obejrzeniu filmu bynajmniej nie nabrałam ochoty sięgnięcia po to literackie dzieło.

Cała akcja filmu skupiona jest wokół rodziny Buddenbrooków i ich losów jako rodziny kupieckiej. Pokazano więc bardzo dokładnie realia handlu w dziewiętnastowiecznej Lubece, korzyści płynące z uprawiania wówczas tej profesji oraz konsekwencje płynące zawarcia niekorzystnych transakcji.

W filmie, podejrzewam, że w książce również, skupiono się jednak głównie na trójce rodzeństwa, które choć wychowane według tych samych zasad różni się od siebie radykalnie.  Mamy więc twardo stojącego na ziemi Thomasa (Mark Waschke), dla którego najważniejszą sprawą jest utrzymanie w ryzach rodzinnego majątku, Christiana (August Diehl) stanowiącego całkowite przeciwieństwo starszego brata, który za życiowy cel postawił sobie łamanie wszelkich panujących w jego rodzinie od lat, stawiającego zawsze na pierwszym miejscu rozrywkę. I Tony (Jessica Schwarz), która tylko za sprawą nazwiska pozbawiona została miłości i osobistego szczęścia w zamian otrzymując związki małżeńskie zawierane na zasadzie kolejnej dobrej inwestycji.

Choć film miał potencjał uważam, że nie został on do końca wykorzystany. Zabrakło mi w nim emocji, a chwilami było po prostu nudno. I choć zdaję sobie sprawę, że tak wielką objętościowo powieść na pewno ciężko jest zamknąć w czasie dozwolonym na film to jednak były momenty, które można było pominąć, a film zamiast stracić na pewno by na tym zyskał.

Na wielki plus za to zasługuje z pewnością cała scenografia, piękne zdjęcia, piękne kostiumy. Pozytywnie wypada również ścieżka dźwiękowa do filmu. Na plus zaliczam także grę Augusta Diehla, mam wrażenie, że to właśnie on włożył w swoją postać najwięcej serca. Szkoda tylko, że te wszystkie plusy nie były w stanie przekonać mnie do produkcji.

Fanów ekranizacji kostiumowych z pewnością do Buddenbrooków zachęcać nie trzeba, zniechęcić też raczej będzie ich ciężko. Tym natomiast, którzy oglądają je, tak jak ja, tylko od czasu do czasu, dla dobrej rozrywki, odradziłabym ekranizację powieści Manna w zamian proponując na przykład Zakochaną Jane, która skradła me serce w całości. Ale o tym innym razem.

Ocena: 3/6

sobota, 09 października 2010

Step Up 3D (2010) – reż. Jon ChuJon Chu

Przy okazji pisania o Footloose marudziłam, że wszystkie filmy taneczne oparte są na tej samej fabule przez co każdy kolejny zdaje się powielać poprzedni przez co to wszystko robi się nudne. I faktycznie, w przypadku Step Up 3D fabuła jest powielona. Znów to samo, znów te same zawody, znów to samo dążenie do celu, znów walka o zdobycie pierwszego miejsca i nagrody pieniężnej, która pozwoli na uratowanie miejsca, w którym odbywałyby się dalsze treningi i znów te same miłości między głównymi bohaterami, a jednak... Ja jestem zachwycona. Mam wrażenie, że w filmach tanecznych fabuła już dawno zeszła na drugi plan, na pierwszy za to wysuwają się coraz to lepsze choreografie, a tutaj zarówno choreograf, jak i tancerze dali z siebie dosłownie wszystko. Taniec na najlepszym poziomie, świeeetna muzyka, niezłe ciacho w roli głównej, przezabawni bliźniacy i efekty 3D sprawiają, że ja jestem absolutnie, zupełnie, w całości kupiona i film pewnie obejrzę z wielką chęcią ponownie.

Ocena: 5/6

 

Slumdog. Milioner z ulicy (2008) – reż. Danny Boyle

Nie tak dawno pisałam o książce, dziś parę słów o filmie. O dziwo, podobało mi się. Pomimo początkowych nerwów, bo pozmieniano nie tylko co niektóre pytania i fakty z życia głównego bohatera, ale także jego imię! W dodatku Dev Patel jakoś tak średnio pasował mi do roli Jamala (ponieważ piszę o filmie, posługiwać się będę imieniem filmowym), o wiele bardziej pasowałby mi aktor grający Salima, ale do reżysera mi daleko, toteż mówię trudno i zmuszona jestem przyjąć jego wizję.

Tak, jak w książce tak i tutaj środek jakoś tak średnio przypadł mi do gustu, ciągnął się trochę bez sensu, zaczynał nudzić, ale na szczęście akcja w końcu się rozkręciła, wszystko ładnie zaczęło się łączyć i cóż, podobało mi się chyba bardziej niż książka. Postacie wyrazistsze, Indie, mimo panującej w nich biedy (której temat wcale nie został tu spłaszczony, kornwalio ;)) dużo bardziej przekonujące, a i sama historia ciekawsza. Na wielką pochwałę zasługuje oczywiście kapitalna muzyka. Zabrakło mi co prawda postaci pani adwokat, koniec nadal jest nieco naciągnięty, a w pewne wydarzenia nadal trudno uwierzyć, ale mimo tych potknięć ja jestem na tak.

Ocena: 4,5/6

 

Lektor (2008) - reż. Stephen Daldry

Z zasady już tak jest, że gdy zachwyci mnie książka, filmowi zrealizowanego na jej podstawie bardzo trudno jest mnie zadowolić. Widzę każde najmniejsze niedociągnięcie, denerwują mnie wszelkie wprowadzone przez twórców zmiany i niezadowolona marudzę, że mogli się w ogóle nie brać za ekranizacje skoro nie wiedzieli jak najwierniej oddać książkę. W przypadku Lektora marudzenia nie będzie, bo film moim zdaniem jest doskonały pod każdym względem. Nie dziwią mnie ani trochę wszystkie nagrody czy nominacje Kate Winslet za tę rolę, bo zagrała świetnie, jej zagubienie w sądzie, władza nad Michaelem, uczenie się alfabetu, dla mnie mistrzostwo. Zresztą David Kross, w roli młodego Michaela także zagrał całkiem nieźle. Przy końcówce napłakałam się jak naprawdę przy mało czym i płakałam jeszcze jakiś po zakończeniu filmu. Jeśli ktoś jeszcze nie widział – polecam, z całego serca.

Ocena: 6/6

czwartek, 29 października 2009

Film mi się podobał, a gdybym nie czytała książki to z pewnością podobał by mi się jeszcze bardziej. Wiadomo, jak to w adaptacjach książek bywa, pewne szczegóły zostały zmienione, a tutaj nawet zadziwiająco dużo. Choć może takie tylko odniosłam wrażenie ze względu na to, że właśnie jestem w trakcie lektury drugiej części. I choć na początku te zmienione szczegóły mnie drażniły to w końcu się przyzwyczaiłam i wciągnęłam.

Bardzo podobała mi się postać zagrana przez Helen Mirren. Dokładnie tak sobie wyobrażałam Elinor. Uważam też, że jej dom, a przede wszystkim biblioteka zostały bardzo dobrze odtworzone.
Wielkim zaskoczeniem dla mnie była postać Smolipalucha (czy też Dustfinger’a, bo akurat jego imię w filmie zostało nie przetłumaczone), którego zagrał Paul Bettany, z resztą zrobił to doskonale. Zdecydowanie zupełnie inaczej sobie go wyobrażałam. No w każdym bądź razie po oglądnięciu filmu to nadal moja ulubiona postać.
No cóż, film oczywiście wszystkim polecam. Tym, którzy czytali i którzy nie czytali. A mnie pozostaje czekać i mieć nadzieję, że druga część także zostanie sfilmowana.

Ocena: 6/6

Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Czytadełko
on Google+