poniedziałek, 18 maja 2015

John Cleaver to z pozoru zwykły nastolatek. Raczej nie rzucający się w oczy, nie szukający na siłę kontaktu z rówieśnikami, ale posiadający jednego równie niezwracającego na siebie uwagi przyjaciela, chętnie pomagający starszym sąsiadom w pracach przydomowych i mamie w pracy zawodowej. Nic nadzwyczajnego, prawda? Prawda, gdyby nie to, że matka Johna pracuje w prosektorium, a on sam jest nieco zafiksowany na punkcie seryjnych morderców, raz w tygodniu uczestniczy w sesjach z psychologiem i stara się jak może, by nie dopuścić do głosu Pana Potwora, czekającego na najmniejsze potknięcie chłopca. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w spokojnym dotąd Clayton nagle zaczynają w bestialski sposób ginąć niewinni ludzie. Kto jest za to odpowiedzialny?

Choć tożsamość mordercy poznajemy dość szybko, to tam, gdzie trwa pogoń za nim autor wprowadza szczyptę napięcia, zachęcającą do przewracania kolejnych kartek, po to by przekonać się jak się to wszystko skończy. Co się stanie z człowiekiem zabijającym innych w tak brutalny sposób? Jak z całą sytuacją poradzi sobie John i czy będzie on umiał przekonać odpowiednie władze, że za okrutnymi zbrodniami stoi ten, po którym nikt się tego nie spodziewa? Mam wrażenie, że mimo wszystko nie to jest w tej książce najważniejsze, bo dla mnie najbardziej fascynujące były po pierwsze fragmenty mówiące o pracy w prosektorium, które swoją drogą mogą wywoływać odrobinę obrzydzenia w co wrażliwszych czytelnikach, a po drugie monologi Johna Cleavera, ukazujące to, co się dzieje w jego głowie. Jego zainteresowanie seryjnymi mordercami, brak empatii, niezdolność do odnalezienia się w świecie rówieśników, bariera jaką wytwarza pomiędzy sobą a najbliższymi osobami, to elementy, które zwracają największą uwagę i jednocześnie stanowią najmocniejszą stronę powieści Wellsa.

Może fani Dextera, którzy sięgnęliby po tę książkę zachęceni rekomendacją zamieszczoną na okładce, poczuliby się nieco rozczarowani, ale mimo wszystko uważam, że Nie jestem seryjnym mordercą to naprawdę udana lektura dla młodzieży i tylko żal mi, że została odrobinę zepsuta przez wątek fantastyczny. Cóż, pozostaje mi przymknąć oko i sięgnąć wkrótce po drugą część, która już czeka na półce.

Dan Wells, Nie jestem seryjnym mordercą, Kraków, Wydawnictwo Znak 2012

środa, 13 maja 2015

Co mogłoby cię zmusić do zabicia na pozór niewinnego człowieka? Czy wyobrażasz sobie, że cokolwiek mogłoby cię skłonić do odcięcia się od ludzi, których kochasz, do zrezygnowania z największej pasji, do całkowitej zmiany swojego wizerunku, życia, a może nawet do odebrania go sobie? Jesteś pewna, że nie?

Gdy po śmierci ojca, pogrążona w żałobie Riley MacPherson, próbuje uporządkować rzeczy które po sobie zostawił, nawet nie spodziewa się, że odnalezione drobiazgi, poukładane w całość wywrócą jej uporządkowane życie do góry nogami. Co oznacza dziwna pocztówka, która przyszła do ojca, choć adresatem jest ktoś o zupełnie nieznanym nazwisku? Dlaczego co miesiąc płacił niezłą sumkę Tomowi Kyle'owi, facetowi, który nie wzbudza krzty sympatii? I dlaczego Vernice, jego żona usilnie stara się przekonać Riley, że była ta adoptowanym dzieckiem? Co tak właściwie stało się z Lisą? Starszą siostrą Riley, którą ta pamięta jak przez mgłę i o której wie tyle, że lata temu, pogrążona w głębokiej depresji, postanowiła targnąć się na własne życie? A może wszystko, co do tej pory kobieta wiedziała o swojej rodzinie, to tylko jedna wielka fikcja, a prawda leży zupełnie gdzie indziej?

Poza głównym wątkiem, aktualnym wydarzeniami i dążeniem Riley do odkrycia prawdy, nie tylko o swojej siostrze, ale i całej rodzinie, uwagę przyciągają także retrospekcje, które poznajemy za sprawą Jade. Kobiety, która przez jedną nieuważaną chwilę, przez jeden błąd, jedną nieprzemyślaną decyzję, musiała się odciąć od wszystkiego, co kiedykolwiek miało dla niej jakiekolwiek znaczenie. Istotny wydaje się również wątek Danny'ego, starszego brata Riley, mocno swego czasu związanego z Lisą, któremu, po jej zniknięciu, rodzice tak mocno zaczęli wmawiać jedyną słuszną wersję prawdy, że ten w końcu całkowicie pogrążony w swoim świecie, poniekąd zamknięty we własnej skorupie, na wszelkie próby dotarcia do niego, zaczął reagować agresją lub obojętnością. Poza tym w swoją powieść Chamberlain wplotła także inne ciekawe treści: pasję, której całkowite oddanie się może doprowadzić do nieszczęścia, molestowanie nieletniej, strach przed wyjawieniem komukolwiek prawdy, homoseksualizm, budowanie życia zupełnie od zera, odnalezienie się w nieznanej dotąd rzeczywistości, rezygnację z własnych marzeń.

Diane Chamberlain zaserwowała czytelnikom kolejną powieść pełną rodzinnych tajemnic, ukrytych tak głęboko, że gdyby nie na pierwszy rzut oka nieistotne szczegóły, dziwny zbieg okoliczności, zwykły przypadek, mogłyby zostać na zawsze nie odkryte. Moralne dylematy, zagadki, które powinny pozostać nierozwiązane, przeszłość, która prędzej czy później dopadnie bohaterów ze zdwojoną mocą, spora doza niepewności i element zaskoczenia - to wszystko znajdziemy w Milczącej siostrze, którą, jak i poprzednie powieści autorki, z pełną odpowiedzialnością polecam, choć i tutaj zakończenie odrobinę mnie zawiodło. 

Diane Chamberlain, Milcząca siostra, Warszawa, Prószyński i S-ka 2015

piątek, 08 maja 2015

Dużo czasu ta książka przeleżała na mojej półce, czekając na swoją kolej i przewracając ostatnią stronę pomyślałam sobie, że szkoda, iż nie zdecydowałam się na zdjęcie jej z tej półki kilka lat wcześniej. Może gdybym przeczytała ją jako nastolatka moje wrażenia po lekturze byłyby zupełnie inne. Dziś myślę, że to książka zbyt przeciętna, może z dość ciekawą historią i szybka w czytaniu, ale w gruncie rzeczy słabo napisana, z wyidealizowanymi bohaterami i tanimi chwytami, które jakiś czas temu przestały już chyba na mnie działać oraz przewidywalnym zakończeniem, znanym czytelnikowi właściwie od pierwszego zdania. Choć nie znam kryminalnej twórczości Pattersona, to myślę, że autor powinien chyba trzymać się tego jednego gatunku, bo sądząc po jego popularności, kryminały wychodzą mu znacznie lepiej niż romanse.

Dobre wspomnienia są jak klejnoty, Nicky. Nie ma dwóch identycznych. Człowiek zbiera je, zachowuje, aż pewnego dnia, obejrzawszy się za siebie, dostrzega, iż utworzyły długą, wielobarwną bransoletkę*.

Kate Wilkinson to jedna z tych szczęściar, którym udało się znaleźć mężczyznę idealnego i żyliby obydwoje jak w bajce, gdyby nie to, że pewnego dnia on odchodzi, zostawiając jej jedynie tajemniczy pamiętnik. Okazuje się, że to wspomnienia jego byłej żony, które ta spisała dla ich syna, Nicholasa. W listach do Nicka, razem z Kate poznajemy więc historię wielkiej miłości Matta i Suzanne, zakończonej tragedią, po której mężczyźnie ciężko wrócić do normalnego życia. 

Pamiętnik pisany miłością to książka, która może wywoływać emocje, bo też i autor stosuje chwyty, które zawsze ruszają co wrażliwszych czytelników. Mamy tu więc wielką miłość, mamy chorobę w młodym wieku, która raz na jakiś czas daje o sobie znać, ograniczając w pewien sposób radości dnia codziennego, mamy ogromną stratę i tęsknotę, z którą nie sposób sobie poradzić. Wydaje się, że kumulacja tych wszystkich elementów, daje gwarancję lektury pełnej wzruszeń, niestety mnie Patterson nie przekonał.

James Patterson, Pamiętnik pisany miłością, Warszawa, Świat Książki 2001

*s. 61

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 235
| < Maj 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi


Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Follow on Bloglovin
Google+