środa, 24 września 2014

Mam niemały problem z tą książką. Zaczęło się nieźle, skończyło w pewnym stopniu nawet zaskakująco, środek jednak trudno mi nazwać chociażby poprawnym. Całości nie mogę więc określić ani jako dobrą, ani jako złą, a to oznacza, że Zagadki przeszłości stają się dla mnie powieścią dość przeciętną, a momentami i zwyczajnie nijaką. Taką, którą się czyta, bo owszem, jest się ciekawym jak się to wszystko skończy, ale w trakcie czytania nie odczuwa się żadnych emocji, może poza lekkim znużeniem i tłukącym się po głowie pytaniem: po co to wszystko?

Jak pisałam, zaczyna się nieźle. Czytelnik zostaje zapoznany z trzema sprawami, których pozornie nic nie łączy, może poza tym, że żadna z nich nie została rozwiązana przez wiele lat.

Olivia jest oczkiem w głowie całej rodziny. Najmłodsza i najładniejsza z czterech córek pewnej nocy znika bez śladu. Nikt nie wie co się z nią stało, nikt nie wie gdzie mogła zniknąć, za kim pójść, a przede wszystkim dlaczego. Po wielu latach siostry Olivii znajdują w rodzinnym domu maskotkę, która towarzyszyła dziewczynce tej ostatniej nocy.

Laura to ukochana córka Theo, wdowca, który bardzo chciałby mieć ją pod okiem i na wyciągnięcie ręki. Nawet nie podejrzewa, że pierwszego dnia ich wspólnej pracy zginie ona z rąk szaleńca w żółtym swetrze. Kim był ten człowiek i dlaczego zabił, a przede wszystkim czy to naprawdę Laura miała stać się jego ofiarą?

Michelle zaczyna brakować sił, codziennie wstaje o kilka minut wcześniej, z nadzieją na to, że w końcu uda jej się znaleźć czas na wszystko. Opieka nad maleńką córeczką i brak wsparcia ze strony męża w końcu prowadzą do zbrodni. 

Rozwiązaniem tych trzech spraw, po upływie wielu lat, zajmie się Jackson Brodie, były policjant, aktualnie detektyw, starający się jakoś uporządkować życie prywatne. 

Każdy z tych wątków jest dość ciekawy. Każdy mógłby się stać początkiem ciekawej historii. Niestety tak się nie dzieje, a główny błąd tkwi w nieudanej próbie połączenia ich ze sobą. Myślę, że gdyby skupić się maksymalnie na jednej z tych spraw, to mogłoby wyjść z tego coś mocnego. Niestety, powiązanie ich wszystkich w jednym tomie, a po części chyba też brak pomysłu na to jak je tak naprawdę połączyć, sprawiło, że autorka musiała uciekać się do nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i czasem niewiarygodnych rozwiązań fabularnych. Co gorsza, w pewnym momencie Zagadki przeszłości stają się po prostu zbyt przegadane i zwyczajnie nudne.

Bardzo mi też przeszkadzała zaburzona chronologia. I nie, nie chodzi o to, że nie lubię przeskoków w czasie. Lubię, czasem to świetnie wychodzi. U Atkinson nie wyszło i myślę sobie, że to po części też wina wydawcy. Nie wiem jak to wygląda w książce papierowej, ale ja czytałam e-book, w którym nie było żadnych, absolutnie żadnych odstępów między poszczególnymi wątkami, co sprawiało, że właściwie za każdym razem musiałam robić niezbędną przerwę, żeby połapać się co i jak. Okropnie męczące.

Kolejne rozczarowanie może wywołać to, że Zagadki przeszłości wyszły w Czarnej serii, która zdążyła już przyzwyczaić czytelników do znakomitych kryminałów. Choć książka Atkinson wątki kryminalne zawiera, to mam wrażenie, że nie one są tu najważniejsze. Autorka skupia się na portretach psychologicznych swoich postaci, na odmalowaniu tła, na ukazaniu rzeczy, zachowań, relacji, które choć wydają się w pewnym stopniu naturalne, mogą koniec końców doprowadzić do zbrodni; nie zaś na samym tej zbrodni rozwiązaniu. Osobiście skłaniałabym się bardziej w kierunku określenia Zagadek przeszłości powieścią psychologiczną, niż kryminałem. 

Rozumiem, że to debiut, być może właśnie z tego faktu wynikają niedociągnięcia. Nie mówię Atkinson nie, chętnie przeczytam tak chwalone w blogosferze Jej wszystkie życia, ale z całą pewnością nie będę z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych tomów o Jacksonie Brodiem. 

Kate Atkinson, Zagadki przeszłości, Warszawa, Czarna Owca 2014

niedziela, 21 września 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé kilkadziesiąt lat temu stworzyli zbiór historyjek, które do dziś cieszą się popularnością wśród starszych i młodszych oraz bohaterów, z którymi mogą utożsamiać się kolejne pokolenia. Dzięki temu, że Nasza Księgarnia postanowiła wznowić serię, w skład której wchodzą kolejno: Mikołajek, Rekreacje Mikołajka, Mikołajek i inne chłopaki, Wakacje Mikołajka oraz Mikołajek ma kłopoty, wreszcie mam w końcu na półce całą piątkę, z czego ogromnie się cieszę, bo myślę, że jeszcze nie raz do tych książeczek powrócę. 

Tak naprawdę każdy z tomów Rene Goscinny'ego można czytać niezależnie od siebie, bo na początku każdego z nich powtarza się przedstawienie głównych postaci, bez problemu więc połapiemy się kto jest kim i jakie relacje łączą go z głównym bohaterem. Także historyjki zamieszczone w poszczególnych tomach można czytać wyrywkowo, bo choć autor zachowuje jako taką ciągłość, to jednak opowiadania nie są ze sobą połączone na tyle istotnymi elementami, żeby kolejność czytania narzucać czytelnikowi z góry. A biorąc pod uwagę, że głównym odbiorcą jest dziecko, to tym lepiej, bo może ono zacząć w dowolnym momencie i w dowolnym momencie skończyć.

Każda z pięciu książeczek wchodzących w skład serii o Mikołajku zawiera w sobie kilkanaście krótkich zabawnych historyjek z codziennego, na ogół szkolnego, życia tytułowego bohatera i innych chłopaków. Większość postaci przewija się przez całą serię (wyłącznie w Wakacjach Mikołajka, z akcją w okresie letnim, poznajemy kilku nowych bohaterów, chłopaków, których Mikołajek spotyka na wakacyjnych wyjazdach), a postacie to nie byle jakie, bo właściwie każdy bohater pojawiający się na kartach książek Goscinny'ego i Sempe'ego jest na swój sposób wyjątkowy i to właśnie ich cechy charakterystyczne, sprawiają, że mimo upływu lat Mikołajki wciąż są tak chętnie czytane. Moim faworytem od zawsze i chyba już na zawsze pozostanie Alcest, wiecznie w towarzystwie kanapki z dżemem lub bułeczki z czekoladą, bo wiecie, Alcest to taki grubas, który bez przerwy je

Trudno streścić poszczególne tomy i chyba bez sensu próbować to zrobić, więc po prostu tych, którzy jeszcze Mikołajka nie znają zapewniam, że uśmiejecie się jak rzadko przy czytaniu o tym, jak trudno zrobić wspólne zdjęcie całej klasie, co począć z cygarem, jeśli już podkradnie się je rodzicom, czym zająć się na wagarach, co kupić w prezencie pani nauczycielce, jak jechać na camping nie wyjeżdżając z miasta i że dziewczyny tak naprawdę też są całkiem fajne. Poczytacie także o tym, co można zrobić z dziesięciofrankowym banknotem, że zakupy bez mamy wcale nie są takie łatwe, dlaczego lepiej nie zadzierać z Bandą Mścicieli, a także o wielu innych przygodach, a przede wszystkim o tym jak kłopotliwe jest upilnowanie zaledwie kilku chłopców, z których każdy chciałby być w centrum zainteresowania. I którzy przy okazji najbardziej lubią dawać sobie fangi w nos, bez względu na to czy znajdują się w szkole, domu, na boisku, czy na plaży.

Mikołajek ma już swoje lata, trudno mi powiedzieć jak odbierają go współczesne dzieci, wychowane w świecie najnowszych technologii, w którym granie na komputerze stanowi znacznie ciekawszą rozrywkę niż granie w piłkę na boisku. Myślę jednak, że cała seria o Mikołajku i jego kumplach nadal może być doskonałą zabawą dla małych, a na pewno będzie nią dla dużych. Ja całą bandę polubiłam już jakiś czas temu, teraz czytając ponownie tą serię, zapałałam do nich jeszcze większą sympatią. To książeczki, które wywołują uśmiech na twarzy, niekontrolowane wybuchy śmiechu, a przede wszystkim mnóstwo ciepełka wokół serca. Jeśli nie macie jeszcze skompletowanej tej serii w starym wydaniu, to myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, by nabyć sobie nowe. Na pewno nie będziecie żałować, no bo co, kurde blade!

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Mikołajek, Warszawa, Nasza Księgarnia 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Rekreacje Mikołajka, Warszawa, Nasza Księgarnia 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Mikołajek i inne chłopaki, Warszawa, Nasza Księgarnia 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Wakacje Mikołajka, Warszawa, Nasza Księgarnia 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Warszawa, Mikołajek ma kłopoty, Nasza Księgarnia 2014

wtorek, 16 września 2014

Właściwie zupełnie nie interesowałam się tą książką. I właściwie w ogóle bym jej nie przeczytała, gdyby nie to, że przez pomyłkę trafiła na mój prywatny adres. A skoro już trafiła, to zaczęłam ją kartkować, najpierw przeglądając tylko zdjęcia, później podczytując to tu, to tam, po kilka zdań dosłownie. A w końcu dałam się totalnie wciągnąć, w efekcie przeczytałam całość i uznałam, że nie mam najmniejszego zamiaru komukolwiek jej oddawać. 

Nie da się ukryć, że Lato z Radiem cieszy się niesłabnącą popularnością od wielu już lat i co roku zjednuje sobie nowych fanów. Nie da się też ukryć, że ja tą fanką nigdy nie byłam. Żebyście mnie źle nie zrozumieli, nie byłam też nie-fanką. Wiadomo, na dźwięki polki dziadek rusza mi się nóżka, audycję kojarzę, czasem nawet słucham, ale nigdy nie wyczekiwałam jej z niecierpliwością, nie słuchałam z wypiekami na twarzy, nie śledziłam trasy koncertowej i... nigdy też nie byłam na żadnym koncercie organizowanym przez ekipę Lata z Radiem. A przynajmniej tego nie pamiętam. Ale artystów, z którymi współpracowali znam, piosenek słucham, niektóre teksty chcąc nie chcąc umiem na pamięć, choć przecież nigdy się ich specjalnie nie uczyłam, i podśpiewuję sobie często, więc chyba właśnie to wpłynęło na tak pozytywny odbiór tej książki.

Kochane Lato z Radiem nieformalnie, ale jednak zostało podzielone na dwie części, z których pierwszą zajmują opowieści o gwiazdach, z jakimi na przestrzeni lat przyszło załodze radia współpracować, druga zaś opowiada o zabawach i konkursach, które organizowali i które właściwie za każdym razem cieszyły się ogromnym zaangażowaniem ze strony słuchaczy.

Poczytamy więc o tym, w czym tkwi sekret wiecznie mocnego głosu Maryli Rodowicz albo w jaki sposób Doda honoruje swoich największych fanów. Oraz do czego potrafią posunąć się zdesperowane fanki Andrzeja Krzywego, a także co zrobić, by Olek Klepacz przestał w końcu kląć na scenie. Dowiemy się jak przebiegały wybory Miss Lata z Radiem, ile tak właściwie łat miała najbardziej łaciata krowa w Polsce i poznamy przepis na zupę rybną, a właściwie ponad 5 tysięcy litrów tej zupy.

Z każdą kolejną stroną, z każdą kolejną opowieścią rósł mój podziw i szacunek dla całego zespołu zajmującego się przygotowaniem tras koncertowych Lata z Radiem i dopilnowaniem, by wszystko odbyło się zgodnie z planem. To ogromne przedsięwzięcie, ogromny wysiłek, wiele godzin ciężkiej pracy i stresu związanego z tym czy na pewno wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i co zrobić, jeśli jedna część misternie przygotowanego projektu legnie w gruzach. Mam wrażenie, że cały sekret tkwi w zachowaniu odpowiedniego dystansu i ogromnej dawki dobrego humoru. Obydwie te rzeczy bardzo mocno czuć na każdej stronie książki Romana Czejarka.

Kochane Lato z Radiem to świetna, przepełniona mnóstwem ciekawostek i anegdotek, a przede wszystkim ogromem dobrego humoru książka, która za sprawą gawędziarskiego stylu autora i jednocześnie długoletniego szefa Lata z Radiem Romana Czejarka, niemal czyta się sama. Historyjki z udziałem Krzysztofa Krawczyka, Stachursky'ego, Ani Wyszkoni, Ryszarda Rynkowskiego i Zbigniewa Wodeckiego, Grzegorza i Patrycji Markowskich, Andrzeja Piasecznego, zespołów Ich Troje, KOMBII i Kabaretu OT.TO... po prostu nie pozwalają się od siebie oderwać i choćby człowiek nie chciał, to i tak łyknie całość prawie na raz, a potem będzie mu mało.

I mam tylko zastrzeżenia do pewnej niedbałości ze strony redaktorów. I nie chodzi tu tylko o literówki, ale na przykład o nieścisłości pomiędzy informacjami w tekście a podpisami pod zdjęciami*. Z drugiej strony, może w zestawieniu z doskonale spędzonym czasem powinnam naprawdę przymknąć oko na taką błahostkę? No, to przymykam. A wy czytajcie, jeśli jeszcze nie czytaliście!

Roman Czejarek, Kochane Lato z Radiem, Warszawa, Wydawnictwo Marginesy 2014

*np. s. 322 - rozbieżności w liczbach

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 221
| < Październik 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Follow on Bloglovin