wtorek, 30 czerwca 2015

Piękna okładka, zachęcający opis, książka, na którą miałam ochotę odkąd zobaczyłam jej zapowiedź, a jednak... totalna klapa. Mężczyzna ze Stumilowego Lasu okazał się zupełnie czym innym niż się spodziewałam i niestety zawiódł na całej linii. 

Christopher Milne prowadzi własną księgarnie, w której po części przez wewnętrzny bunt, po części dlatego, że próbuje się odciąć od niezbyt kolorowej przeszłości, nie sprzedaje książek własnego ojca. Nieco zagubiony, przeświadczony o tym, że postać z książki, której był pierwowzorem, zawsze była ważniejsza niż on sam, także w dorosłym życiu nie potrafi się odnaleźć, a dodatkowo zmaga się z wychowywaniem autystycznego syna. Wszystko zmienia się, gdy w miejscu pracy odnajduje plakat z wiecu protestacyjnego w Paryżu i zaproszenie do wzięcia udziału w tym wydarzeniu. I w tym momencie wszystko zaczyna się rozłazić...

Zaczęło się nawet nieźle, ale im dalej w, nomen omen, las, tym gorzej, bo czytałam coraz bardziej rozdrażniona, rozproszona, coraz mniej do mnie docierało i zastanawiałam się o co właściwie w tym wszystkim chodzi. Spodziewałam się sfabularyzowanej biografii Christophera Robina Milne'a, a zamiast niej dostałam opis dość dziwnej podróży, w której zupełnie nie mogłam się odnaleźć. Fakt, że Lain zmusił mnie do poszukania większej ilości informacji na temat protestów społecznych, które miały miejsce we Francji w 1968 roku, a o których dotąd niewiele wiedziałam, niemniej jednak w samej fabule jego książki zupełnie nie mogłam się połapać. Mieszanie różnych konwencji, mieszanie w ogóle wszystkiego, filozoficzna otoczka i cała ta dekompozycja, obecna na każdej niemalże stronie, sprawiły, że w pewnym momencie poczułam się totalnie zagubiona, a po zakończeniu lektury nie wiedziałam co właściwie powinnam z niej wyciągnąć. 

Douglas Lain, Mężczyzna ze Stumilowego Lasu, Poznań, Czwarta Strona 2015

piątek, 26 czerwca 2015

Przy okazji ostatniej książki Anny Starmach pisałam o tym, że bardzo lubię jej publikacje i często z nich korzystam, wiadomo więc było, że Lekkości nie mogłoby zabraknąć w mojej biblioteczce. Jednak powiem szczerze, że nie czuję się do końca usatysfakcjonowana. 

Tym razem do napisania książki Anna Starmach zaprosiła swoją trenerkę Marię Kruczek, dzięki czemu powstała publikacja nie tylko kulinarna, ale i treningowa. Lekkość podzielono więc nie według rodzajów potraw (tak jak w poprzednich książkach słodkie/słone), ale według pięciu tygodni, po których, stosując zalecenia autorek, powinnyśmy poczuć się lepiej i lżej we własnym ciele. Zestawy ćwiczeń dostosowane są do poziomu zaawansowania, tzn. w pierwszym tygodniu zaczynamy od tych najłatwiejszych z mniejszą ilością powtórzeń, aby wkrótce niemal dzień po dniu przechodzić do tych coraz trudniejszych. Inaczej jest z przepisami, tutaj, mam wrażenie, panuje totalny misz-masz, dzięki czemu stosując się do planu treningowego Starmach i Kruczek możemy je sobie dowolnie mieszać, by dzięki temu nie wpadać w jedzeniową rutynę. 

Czy jestem zadowolona? Szczerze mówiąc nie wiem. Nie jestem ani zadowolona, ani nie zniechęcam do sięgnięcia po tę książkę, mam wręcz wrażenie, że nie ja jestem odpowiednim jej odbiorcą. Nie interesowały mnie zamieszczone w Lekkości ćwiczenia, choć te opisane są dokładnie, a jednak prosto, a w dodatku zilustrowane, więc nie wykluczam, że kiedyś w przypływie pełnej motywacji być może z nich skorzystam. Póki co jednak motywacji mi brak, a w książce duetu Starmach i Kruczek skupiałam się raczej na przepisach. A tych, no cóż, niby łącznie jest 60, ale mi tak jakoś mało, bo dużo tu rzeczy, które mogą stanowić ciekawe dodatki, ale raczej się nimi nie najemy (choć może o to chodzi w byciu fit, by się przypadkiem nie najadać). Choć znalazłam parę inspirujących przepisów (placuszki ze szpinakiem, zupa kalafiorowa z serem pleśniowym, zupa z pieczonych warzyw z kurczakiem, łosoś marynowany z limonką i awokado, zupa bardzo zielona czy krewetki na ostro), to jednak jak dla mnie za dużo w tej książce przekąsek, a za mało konkretów. Zdecydowanie wolałabym dostać więcej propozycji obiadowych niż bzdetów typu jajko smażone w papryce, sos tzatziki, serowe kulki, pastę jajeczną czy warzywne paluszki (marchewka, ogórek i seler naciowy pokrojone w słupki i maczane w sosie czosnkowym).

Niemniej jednak choć sama nie czuję się przekonana, to jestem pewna, że Lekkość znajdzie również grono w pełni zadowolonych odbiorców. 

Anna Starmach, Maria Kruczek, Lekkość. Chudnij pysznie, Kraków, Wydawnictwo Znak Literanova 2015

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Skromna, niepozorna, nierzucająca się w oczy. Nie ma szans, by zauważyć ją w natłoku innych. Taka jest książka Amelii Einat. Taka była bohaterka tej książki. 

Kochana Stefa to mały wgląd w życie Stefani Wilczyńskiej, współpracownicy Janusza Korczaka, współzałożycielki Domu Sierot dla dzieci żydowskich w Warszawie, kobiety, która wraz ze swoimi podopiecznymi poszła na śmierć. W powieści Ameli Einat poznajemy ją dzięki Necie, młodej kobiecie, która z pomocą swojej babci Hany i za sprawą listów od lat ukrytych w tekturowej walizce pełnej papierów odkrywa kim Stefania Wilczyńska była i jaką rolę odegrała w życiu jej własnej prababci.  

Kochana Stefo to króciutka książeczka, w której wydarzenia z życia Nety mieszają się z listami kierowanymi przez Stefę do Fani, listami, mam wrażenie, w znacznej mierze zmyślonymi, choć z pewnością opartymi na prawdziwych wydarzeniach. Po lekturze całości mam poczucie niedosytu, za krótko mi, za mało, natomiast to, że książka oparta jest raczej na domysłach, a wszelkie zamieszczone w niej listy stanowią wytwór wyobraźni autorki, nie poprawia jej oceny w moich oczach. To jednak nie znaczy, że skreślam powieść Einat całkowicie. Może być niezłym wstępem do dalszego poznawania życiorysu Stefani Wilczyńskiej, może stanowić dobry początek dla młodszego czytelnika, który być może nie słyszał jeszcze o niej wcale. Mimo pewnych niedociągnięć cieszę się więc, że ktoś Kochaną Stefę u nas wydał, ostrzę sobie jednak ząbki na opublikowaną niedawno Panią Stefę Magdaleny Kicińskiej, z nadzieją na to, że da mi o wiele szerszy obraz życia tej niezwykłej kobiety. 

Amela Einat, Kochana Stefo albo jedno spotkanie i trzy rozstania, Warszawa, Wydawnictwo Nowy Świat 2014

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 236
| < Lipiec 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Tagi


Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Follow on Bloglovin
Google+