poniedziałek, 21 lipca 2014
sobota, 19 lipca 2014

Sugar Wallace popełniła w przeszłości straszny błąd. A właściwie nie błąd, bo do dziś nie żałuje swej decyzji, ale wie, że swoim postępowaniem zraniła mnóstwo osób i nie potrafi sobie tego wybaczyć. Właśnie to, ta nie tyle zła, co podjęta zbyt późno decyzja, zmusza ją do ciągłych przeprowadzek. To i pszczoły, których królowa, stawiana co jakiś czas na mapie, wskazuje Sugar miejsce, do którego razem powinny się udać. Bo właśnie pszczoły odgrywają w tej historii bardzo ważną rolę, nie tylko wytwarzając cenny miód o leczniczych właściwościach, ale też po cichu wskazując życiowe ścieżki, które główna bohatera powinna wybrać. 

Miód na serce to bajkowa opowieść o prawdziwej miłości, tęsknocie, złych i dobrych wyborach i ogromnej przyjaźni. To powieść pełna postaci, które na długo zostaną w naszych sercach. Mimo swoich najzwyklejszych, ludzkich wad, każdy z bohaterów stworzonych przez Lynch wzbudza ogrom sympatii. Poza Sugar, miłośniczką pszczół, ponad wszystko ceniącą sobie grzeczność i uczynność, na kartach tej książki spotkamy także chudziutką Ruby, która nie potrafi sobie poradzić z wyniszczającą ją chorobą, samotną Lolę, która na wszelkie sposoby stara się wiązać koniec z końcem, by zapewnić swojemu synkowi to, co najlepsze, bezdomnego George'a, który wcale nie jest bezdomny, zgryźliwych panią Keschl i pana McNally'ego, których łączy o wiele więcej niż ciągłe wzajemne dogryzanie sobie, chorobliwie nieśmiałego Nate'a, któremu tylko wiara we własne możliwości nie pozwala dostrzec jak świetnym jest kucharzem. I wreszcie Theo jawiącego się jako prawdziwy książę z bajki, no... może z kilkoma małymi minusami, na które naprawdę da się przymknąć oko.

Najnowsza powieść Sarah-Kate Lynch to historia pełna ciepła, optymizmu, bajkowego klimatu i barwnych postaci. Podnosząca na duchu, wywołująca uśmiech na twarzy, dodająca czytelnikowi mnóstwa pozytywnej energii. Prawdziwy Miód na serce, który z całego serca polecam!

Sarah-Kate Lynch, Miód na serce, Warszawa, Prószyński i S-ka 2014

wtorek, 15 lipca 2014

Śnijcie piękne sny. Oboje. Kiedy śni się razem, są więcej warte.*

Oparta na wątkach autobiograficznych powieść Massima Grammelliniego, włoskiego dziennikarza, zachwyca prostotą i oczarowuje szczerością wypływającą spomiędzy wersów, choć cała historia zbudowana jest na jednym, wielkim kłamstwie.

Massimo w wieku dziewięciu lat doświadczył jednej z największych tragedii. Jako chłopiec nie do końca jeszcze doceniający fenomen życia, musiał zmierzyć się ze śmiercią najbliższej każdemu dziecku osoby - matki. Czterdzieści lat później wraca do dnia, który zmienił wszystko, próbując dociec skrywanej przez najbliższe otoczenie prawdy, która wychodzi na jaw zupełnie niespodziewanie, analizując swoje późniejsze życie, związki z ojcem i kobietami, które spotykał na swej drodze, czy to w roli opiekunek, czy partnerek. 

Śmierć matki była tym, co, przynajmniej według samego Massimo, ukształtowało całe jego życie, stosunki z kobietami, z ojcem i z innymi ludźmi. To wydarzenie, które na dziewięcioletniego chłopca miało tak ogromny wpływ, że nawet jako dorosły mężczyzna, nie do końca potrafi sobie z tym poradzić. Być może z powodu ogromnej tęsknoty, być może dlatego, że żadna inna kobieta nie potrafiła mu tej jednej, najważniejszej zastąpić, być może z powodu ojca, od którego nie czuł wsparcia, a być może po prostu dlatego, że… wszelkie niepowodzenia łatwiej mu dzięki temu tłumaczyć. 

Największe wrażenie wywarło na mnie swego rodzaju zjednoczenie z ojcem. Wiele lat musiało upłynąć, wiele słów zostać wypowiedzianych, wiele żalu się zgromadzić, żeby dziewięciolatek, a później już dorosły Massimo, zrozumiał w pełni motywację rodzica i docenił uczucie, jakim ten niewątpliwie go darzył. Dopiero poznanie prawdy sprawiło, że bohater był gotów stanąć twarzą w twarz z demonami przeszłości i zupełnie inaczej spojrzeć na tą, która odeszła i tych, którzy zostali. 

Niech ci się coś pięknego przyśni to książka napisana dość prosto, ale jest w niej jakiś urok, coś, co zachwyca, co urzeknie każdego z czytelników. Za pomocą prostych słów udało się Gramelliniemu stworzyć opowieść naprawdę niezwykłą, wartą uwagi, zapadającą w pamięć na długo po zakończeniu lektury. W trakcie czytania zaznaczałam sobie fragmenty, które mnie ujęły, które coś we mnie poruszyły. Po przeczytaniu całości okazało się, że mój egzemplarz, wypełniony zakładkami indeksującymi, mieni się różnymi kolorami. Być może właśnie o to chodzi. Przecież wcale nie potrzeba wielkich słów, żeby stworzyć coś pięknego. Nie przechodźcie obojętnie obok tej książki, przeczytajcie ją, bo naprawdę warto. A potem… niech wam się coś pięknego przyśni.

Massimo Grammellini, Niech ci się coś pięknego przyśni, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B. 2014

*s. 90

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 216
| < Lipiec 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Follow on Bloglovin