niedziela, 21 września 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé kilkadziesiąt lat temu stworzyli zbiór historyjek, które do dziś cieszą się popularnością wśród starszych i młodszych oraz bohaterów, z którymi mogą utożsamiać się kolejne pokolenia. Dzięki temu, że Nasza Księgarnia postanowiła wznowić serię, w skład której wchodzą kolejno: Mikołajek, Rekreacje Mikołajka, Mikołajek i inne chłopaki, Wakacje Mikołajka oraz Mikołajek ma kłopoty, wreszcie mam w końcu na półce całą piątkę, z czego ogromnie się cieszę, bo myślę, że jeszcze nie raz do tych książeczek powrócę. 

Tak naprawdę każdy z tomów Rene Goscinny'ego można czytać niezależnie od siebie, bo na początku każdego z nich powtarza się przedstawienie głównych postaci, bez problemu więc połapiemy się kto jest kim i jakie relacje łączą go z głównym bohaterem. Także historyjki zamieszczone w poszczególnych tomach można czytać wyrywkowo, bo choć autor zachowuje jako taką ciągłość, to jednak opowiadania nie są ze sobą połączone na tyle istotnymi elementami, żeby kolejność czytania narzucać czytelnikowi z góry. A biorąc pod uwagę, że głównym odbiorcą jest dziecko, to tym lepiej, bo może ono zacząć w dowolnym momencie i w dowolnym momencie skończyć.

Każda z pięciu książeczek wchodzących w skład serii o Mikołajku zawiera w sobie kilkanaście krótkich zabawnych historyjek z codziennego, na ogół szkolnego, życia tytułowego bohatera i innych chłopaków. Większość postaci przewija się przez całą serię (wyłącznie w Wakacjach Mikołajka, z akcją w okresie letnim, poznajemy kilku nowych bohaterów, chłopaków, których Mikołajek spotyka na wakacyjnych wyjazdach), a postacie to nie byle jakie, bo właściwie każdy bohater pojawiający się na kartach książek Goscinny'ego i Sempe'ego jest na swój sposób wyjątkowy i to właśnie ich cechy charakterystyczne, sprawiają, że mimo upływu lat Mikołajki wciąż są tak chętnie czytane. Moim faworytem od zawsze i chyba już na zawsze pozostanie Alcest, wiecznie w towarzystwie kanapki z dżemem lub bułeczki z czekoladą, bo wiecie, Alcest to taki grubas, który bez przerwy je

Trudno streścić poszczególne tomy i chyba bez sensu próbować to zrobić, więc po prostu tych, którzy jeszcze Mikołajka nie znają zapewniam, że uśmiejecie się jak rzadko przy czytaniu o tym, jak trudno zrobić wspólne zdjęcie całej klasie, co począć z cygarem, jeśli już podkradnie się je rodzicom, czym zająć się na wagarach, co kupić w prezencie pani nauczycielce, jak jechać na camping nie wyjeżdżając z miasta i że dziewczyny tak naprawdę też są całkiem fajne. Poczytacie także o tym, co można zrobić z dziesięciofrankowym banknotem, że zakupy bez mamy wcale nie są takie łatwe, dlaczego lepiej nie zadzierać z Bandą Mścicieli, a także o wielu innych przygodach, a przede wszystkim o tym jak kłopotliwe jest upilnowanie zaledwie kilku chłopców, z których każdy chciałby być w centrum zainteresowania. I którzy przy okazji najbardziej lubią dawać sobie fangi w nos, bez względu na to czy znajdują się w szkole, domu, na boisku, czy na plaży.

Mikołajek ma już swoje lata, trudno mi powiedzieć jak odbierają go współczesne dzieci, wychowane w świecie najnowszych technologii, w którym granie na komputerze stanowi znacznie ciekawszą rozrywkę niż granie w piłkę na boisku. Myślę jednak, że cała seria o Mikołajku i jego kumplach nadal może być doskonałą zabawą dla małych, a na pewno będzie nią dla dużych. Ja całą bandę polubiłam już jakiś czas temu, teraz czytając ponownie tą serię, zapałałam do nich jeszcze większą sympatią. To książeczki, które wywołują uśmiech na twarzy, niekontrolowane wybuchy śmiechu, a przede wszystkim mnóstwo ciepełka wokół serca. Jeśli nie macie jeszcze skompletowanej tej serii w starym wydaniu, to myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, by nabyć sobie nowe. Na pewno nie będziecie żałować, no bo co, kurde blade!

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Mikołajek, Warszawa, Nasza Księgarnia 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Rekreacje Mikołajka, Warszawa, Nasza Księgarnia 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Mikołajek i inne chłopaki, Warszawa, Nasza Księgarnia 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Wakacje Mikołajka, Warszawa, Nasza Księgarnia 2014

René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, Warszawa, Mikołajek ma kłopoty, Nasza Księgarnia 2014

wtorek, 16 września 2014

Właściwie zupełnie nie interesowałam się tą książką. I właściwie w ogóle bym jej nie przeczytała, gdyby nie to, że przez pomyłkę trafiła na mój prywatny adres. A skoro już trafiła, to zaczęłam ją kartkować, najpierw przeglądając tylko zdjęcia, później podczytując to tu, to tam, po kilka zdań dosłownie. A w końcu dałam się totalnie wciągnąć, w efekcie przeczytałam całość i uznałam, że nie mam najmniejszego zamiaru komukolwiek jej oddawać. 

Nie da się ukryć, że Lato z Radiem cieszy się niesłabnącą popularnością od wielu już lat i co roku zjednuje sobie nowych fanów. Nie da się też ukryć, że ja tą fanką nigdy nie byłam. Żebyście mnie źle nie zrozumieli, nie byłam też nie-fanką. Wiadomo, na dźwięki polki dziadek rusza mi się nóżka, audycję kojarzę, czasem nawet słucham, ale nigdy nie wyczekiwałam jej z niecierpliwością, nie słuchałam z wypiekami na twarzy, nie śledziłam trasy koncertowej i... nigdy też nie byłam na żadnym koncercie organizowanym przez ekipę Lata z Radiem. A przynajmniej tego nie pamiętam. Ale artystów, z którymi współpracowali znam, piosenek słucham, niektóre teksty chcąc nie chcąc umiem na pamięć, choć przecież nigdy się ich specjalnie nie uczyłam, i podśpiewuję sobie często, więc chyba właśnie to wpłynęło na tak pozytywny odbiór tej książki.

Kochane Lato z Radiem nieformalnie, ale jednak zostało podzielone na dwie części, z których pierwszą zajmują opowieści o gwiazdach, z jakimi na przestrzeni lat przyszło załodze radia współpracować, druga zaś opowiada o zabawach i konkursach, które organizowali i które właściwie za każdym razem cieszyły się ogromnym zaangażowaniem ze strony słuchaczy.

Poczytamy więc o tym, w czym tkwi sekret wiecznie mocnego głosu Maryli Rodowicz albo w jaki sposób Doda honoruje swoich największych fanów. Oraz do czego potrafią posunąć się zdesperowane fanki Andrzeja Krzywego, a także co zrobić, by Olek Klepacz przestał w końcu kląć na scenie. Dowiemy się jak przebiegały wybory Miss Lata z Radiem, ile tak właściwie łat miała najbardziej łaciata krowa w Polsce i poznamy przepis na zupę rybną, a właściwie ponad 5 tysięcy litrów tej zupy.

Z każdą kolejną stroną, z każdą kolejną opowieścią rósł mój podziw i szacunek dla całego zespołu zajmującego się przygotowaniem tras koncertowych Lata z Radiem i dopilnowaniem, by wszystko odbyło się zgodnie z planem. To ogromne przedsięwzięcie, ogromny wysiłek, wiele godzin ciężkiej pracy i stresu związanego z tym czy na pewno wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i co zrobić, jeśli jedna część misternie przygotowanego projektu legnie w gruzach. Mam wrażenie, że cały sekret tkwi w zachowaniu odpowiedniego dystansu i ogromnej dawki dobrego humoru. Obydwie te rzeczy bardzo mocno czuć na każdej stronie książki Romana Czejarka.

Kochane Lato z Radiem to świetna, przepełniona mnóstwem ciekawostek i anegdotek, a przede wszystkim ogromem dobrego humoru książka, która za sprawą gawędziarskiego stylu autora i jednocześnie długoletniego szefa Lata z Radiem Romana Czejarka, niemal czyta się sama. Historyjki z udziałem Krzysztofa Krawczyka, Stachursky'ego, Ani Wyszkoni, Ryszarda Rynkowskiego i Zbigniewa Wodeckiego, Grzegorza i Patrycji Markowskich, Andrzeja Piasecznego, zespołów Ich Troje, KOMBII i Kabaretu OT.TO... po prostu nie pozwalają się od siebie oderwać i choćby człowiek nie chciał, to i tak łyknie całość prawie na raz, a potem będzie mu mało.

I mam tylko zastrzeżenia do pewnej niedbałości ze strony redaktorów. I nie chodzi tu tylko o literówki, ale na przykład o nieścisłości pomiędzy informacjami w tekście a podpisami pod zdjęciami*. Z drugiej strony, może w zestawieniu z doskonale spędzonym czasem powinnam naprawdę przymknąć oko na taką błahostkę? No, to przymykam. A wy czytajcie, jeśli jeszcze nie czytaliście!

Roman Czejarek, Kochane Lato z Radiem, Warszawa, Wydawnictwo Marginesy 2014

*np. s. 322 - rozbieżności w liczbach

sobota, 13 września 2014

Czesałam ciepłe króliki to bardzo wartościowa książka. Napawająca mnóstwem pozytywnej energii, zawierająca ogrom życiowego doświadczenia, a w niektórych momentach nawet odrobinę... zawstydzająca.

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska urodziła się w 1921 roku. Dość wcześnie straciła rodziców, brała czynny udział w konspiracji, w efekcie czego kilka miesięcy spędziła na Pawiaku. Przeżyła obóz w Ravensbrück. Dziś, mając ponad dziewięćdziesiąt lat nadal pracuje jako lekarz. Tych kilka informacji wystarczy chyba do tego, by zacząć tę kobietę darzyć ogromnym szacunkiem, który rośnie z każdą kolejną przewracaną kartką. Nie można powiedzieć, że Gawlikowska-Świerczyńska miała życie łatwe, że los ją oszczędzał, że drogę, którą podążała, czasem przecież niezależnie od własnej woli, miała usłaną różami... wręcz przeciwnie, przeżyła więcej niż wielu z nas jest sobie w stanie wyobrazić. Na samym początku napisałam, że ta książka, ten wywiad-rzeka, w pewnych momentach zawstydza czytelnika. Mnie zawstydzała przez większość lektury, bo przy wszystkim czego doświadczyła rozmówczyni Dariusza Zaborka, własne problemy wydały się małe, miałkie, nieważne, tym bardziej, że nie ma chyba w tej książce ani jednego zdania, w którym Alicja Gawlikowska-Świerczyńska by narzekała, w którym by się skarżyła, w którym robiłaby z siebie ofiarę. Wręcz przeciwnie, w każdej sytuacji potrafiła znaleźć pozytywy. Ale, co najlepsze, w żaden sposób też nie umniejsza problemów innych ludzi.

Może dla kogoś to było piekło, ale nie dla mnie. A kto wie, czym jest piekło i czy w ogóle istnieje? Nigdy nie używałam takich górnolotnych określeń. To kwestia odczuć indywidualnych. Jedni dramatyzują, inni się nie poddają. Zawsze doszukiwałam się stron pozytywnych. Nie było tam przyjemnie, ale czy wszystko, co nas spotyka na co dzień, jest przyjemne? Na wolności dla młodej kobiety zawód miłosny, porzucenie czy obsesyjna zazdrość kochanka to też piekło.* 

Większość rozmowy skupia się, co oczywiste, na latach wojny, na pobycie najpierw na Pawiaku, potem w Ravensbrück, ale znalazły się tu także obszerne fragmenty o pracy lekarza oraz o rodzicach, mężu i dzieciach Alicji Gawlikowskiej-Świerczyńskiej.

Czesałam ciepłe króliki to książka naładowana mnóstwem optymizmu, radością i miłością do życia, jakiekolwiek by ono nie było. Alicja Gawlikowska-Świerczyńska udowadnia, że w każdej sytuacji da się znaleźć jakiś plus, mały promyczek, który rozświetla najciemniejszą rzeczywistość.  I że każdą, nawet najgorszą chwilę da się jakoś przetrwać. Jeśli tylko się chce. To książka ważna, przesycona ogromną mądrością kobiety dojrzałej, naznaczonej doświadczeniem, która wiele w życiu przeszła. 

Chcę panu powiedzieć, że są ludzie - bo obserwuję i słucham - którzy z wojny i z pobytu w obozie wydobywają okropności. Łatwo im to przychodzi. A ja uważałam, że jeżeli jest ciężko - a przecież nie byłam w esktrawarunkach obozowych, tylko w takich, jak większość - to trzeba się bronić. Odpychać od siebie złe odczucia psychiczne i fizyczne. W każdej sytuacji znajdować moment świadczący o tym, że jest nadzieja, że ludzie nie są tacy źli.**

Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

Dariusz Zaborek, Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską, Wołowiec, Wydawnictwo Czarne 2014

*s. 84

**s. 9

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 220
| < Wrzesień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi
Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Follow on Bloglovin