poniedziałek, 08 lutego 2016

Choć na świecie szaleje wojna, życie Flory Knox zdaje się niemal sielankowe, niczym niezakłócone, aż do momentu, gdy na stację kolejową w niewielkim szwajcarskim miasteczku, pewnie w wyniku fatalnej pomyłki, wjeżdża pociąg pełen wypełnionych krzykami bydlęcych wagonów, a jedna z jadących w nim kobiet podaje zdezorientowanej siedemnastolatce zawiniątko o dźwięcznym imieniu Simon, z błaganiem w oczach prosząc o zaopiekowanie się dzieckiem. Po chwili pociąg odjeżdża, zgiełk ustaje, a życie staje się toczyć dalej, choć dla Flory zmienia się całkowicie... Jak poradzi sobie w roli opiekunki?

Maureen Lee stworzyła dość jednowymiarową postać, której życie pieczołowicie przedstawia na kolejnych stronach. Flora Knox, osierocona jako dziecko, osamotniona i spragniona miłości, zdaje się wszystkie swoje uczucia lokować w dziecku, które w krótkim czasie zaczyna traktować jak swoje własne, zachowując się częstokroć dosyć egoistycznie i bezmyślnie. Szkoda, że po macoszemu została potraktowana Grace, wspomniana w powieści zaledwie kilka razy, tytuł wskazywałby raczej na to, że również ona będzie tu jedną z głównych postaci. 

Nie będę kłamać, Florę i Grace czytało mi się bardzo dobrze, bo Maureen Lee ma lekkie pióro i potrafi pisać tak, by czytelnika zainteresować. Tym bardziej należy żałować, że jej powieść jest tak naiwna, istotne tematy zostały potraktowane z przymrużeniem oka, to, co ważne zepchnięte na dalszy plan. Czasy II wojny światowej nie są tu właściwie zbyt ważne, migoczą raczej lekko w tle, są przyczynkiem do opowiedzenia tej historii, do zbudowania jej początku, do wywołania może lekkiego wzruszenia nad losem tych ludzi, wiezionych na rzeź, ale nic poza tym, bo autorka przechodzi nad nimi do porządku dziennego, skupiając się raczej nad życiem Flory niż nad tragedią Grace. Za dużą też wagę przywiązuje Maureen Lee do rzeczy mało ważnych, do codziennych czynności, do kwestii ubioru czy wystroju, a szkoda, bo na zakłóceniu tych proporcji książka wiele traci. 

Maureen Lee, Flora i Grace, Warszawa, Świat Książki 2014

niedziela, 31 stycznia 2016

Jak dobrze, że moja znajomość z książkami Schmitta nie zaczęła się od Sekty egoistów, bo pewnie na tym by się też zakończyła. Choć widać tu pewne cechy charakteryzujące późniejsze utwory tego francuskiego pisarza, z żalem przyznaję, że jego debiut stanowi jednocześnie jego zdecydowanie najgorszą książkę. Jeśli dopiero planujecie zacząć przygodę z tym autorem, błagam, nie zaczynajcie od tej pozycji. 

Gérard to znudzony swoimi dotychczasowymi badaniami naukowiec, który pewnego dnia podczas przeglądania przypadkowych książek trafia na wzmiankę o Gaspardzie Languenhaertcie XVIII-wieczonym filozofie, o którym świat zdaje się zupełnie zapomniał. Poszukiwanie kolejnych tropów, rozwiązanie zagadki, dotarcie do tytułowej Sekty Egoistów, założonej swego czasu przez Gasparda, staje się dla Gérarda prawdziwą obsesją. Obsesją sprawiającą, że zaniedbuje dotychczasową pracę, dom i samego siebie i powoli prowadzącą w dość niebezpieczną stronę. 

Poza dość nawet interesującymi poszukiwaniami prowadzonymi przez głównego bohatera, zostajemy dosłownie zalani przez autora filozoficznymi dysputami i religijnymi rozważaniami, co mnie niestety totalnie wynudziło. I choć zakończenie książki zdaje się nieco bronić całość, to jednak trochę żal mi tego czasu, który poświęciłam na dotarcie do niego. 

Éric-Emmanuel Schmitt, Sekta Egoistów, Kraków, Wydawnictwo Znak 2015

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Zajmuję się tylko porządkowaniem mojego archiwum, w którym najróżniejsze nitki czasu łączą się w jeden węzeł.*

Miały to szczęście, że dzięki pomocy wielu życzliwych ludzi i fałszywym dokumentom udało im się przetrwać lata okupacji. Miały to szczęście, że choć zostały rozdzielone, tuż po wojnie udało im się odnaleźć. Trzy kobiety: Janina Mortkowiczowa, Hanna Mortkowicz-Olczakowa i autorka tej książki, Joanna Olczakówna, które przed wojną miały własne wydawnictwo i księgarnię przy ulicy Mazowieckiej w Warszawie, po zaś zostały właściwie z niczym. Tyle, że miały chociaż siebie i znalazły schronienie tam, gdzie zamieszkało też mnóstwo innych cenionych osobistości... w Domu Literatów przy ulicy Krupniczej 22 w Krakowie.

We wspomnieniach z pierwszych powojennych lat wydaję się sobie hedonistką, która ani nie myślała o przeżytych okropnościach, ani nie widziała tragicznych rysów teraźniejszości. Żadnych nieszczęść, grobów, lamentów, wyliczania strat. Przeciwnie. Życie było zachwycające. Ofiarowywało same niespodzianki, pieniące się jak woda sodowa z sokiem, mieniące się tęczowo jak krople wody w fontannie na Plantach.**

Żałuję, że nie znam Krakowa na tyle, żeby wraz z Joanną Olczak-Ronikier przemierzać jego ulice, żałuję, że nie znam go na tyle, by to, co zastała autorka zaraz po wojnie zestawić z tym co jest teraz. Bo, jak pisze Olczak-Ronikier dziś ulica Krupnicza nie przypomina tamtej sprzed lat. Zastawiona samochodami, trudna do przebrnięcia, upstrzona tysiącami szyldów, nie jest - wydaje mi się - ani miejscem do życia, ani do zwiedzania. Moja nie była zbyt atrakcyjna, miała jednak spokój i pewną godność***. Może choć dzisiejszy ogród Mehoffera nie różni się tak bardzo od tego cudownego miejsca, do którego autorka lubiła się zakradać w 1945 roku. Dla mieszkańców Krakowa i osób, które doskonale znają to miasto, lektura Wtedy nabierze na pewno jeszcze większej wartości.  

Chciałabym opisywać w nieskończoność urzekające kolory, zapachy, smaki pierwszych krakowskich miesięcy. Opowiadać na dziesiątkach stron o radości, jaka towarzyszyła kolejnym odkryciom. Ale poczucie proporcji każe mi kontrolować euforyczne uniesienia. W pamięci zbiorowej powojenny czas to czas żałoby i strachu. Własne szczęśliwe wspomnienia nie pasują do tej aury. Jednak nie mogę ciągle się usprawiedliwiać, że patrzyłam na świat z ograniczonej, infantylnej perspektywy.**** 

Najnowsza książka Joanny Olczak-Ronikier to opowieść o życiu tuż po wojnie składana ze wspomnień autorki, nieco mglistych, w końcu była wówczas jeszcze dzieckiem; oraz zapisków i dokumentów przez lata gromadzonych przez jej matkę i babkę. 

Stare dokumenty mają w sobie magiczną moc. Przy pewnym wysiłku wyobraźni prowadzą w przeszłość, pozwalają zobaczyć minione wydarzenia. Dotykam pożółkłej kartki kancelaryjnego papieru zapisanej wyraźnym pismem. Zamykam oczy. Skupiam się. Jak na obrazach, które stary projektor filmowy rzuca z porysowanej rolki filmowej na ekran, widzę najpierw napis: Trzciana. 19 marca 1945 roku. Potem pojawiają się niewyraźne sceny bez głosu. Jakbym trafiła w inny wymiar rzeczywistości, w inne odgałęzienie czasu.***** 

Wtedy to jednak nie tylko opowieść o powojennym Krakowie, a właściwie powiedziałabym, że wbrew tytułowi jest tu tego Krakowa znacznie mniej niż się spodziewałam, ale przede wszystkim o próbach odbudowania przedwojennego wydawnictwa Mortkowiczów i o tym jak trudno, mimo ogromnych chęci, starań i masy wysiłku, było wskrzesić ten rodzinny interes. A także o dzieciństwie tuż po wojnie, w którym mimo wszelkich zniszczeń, było mnóstwo radości i kolorów oraz o wczesnych latach spędzanych w towarzystwie Leopolda Staffa czy Kiry Gałczyńskiej.

Dzięki rodzinnej korespondencji zgromadzonej w moim archiwum ciągle trafiam na jakiś okruch wspomnień, zagubiony dawno temu, z piasku przesypującego się czasu. Bywa, że zapisany fakt z niczym się już nie kojarzy, nie przywołuje żadnych emocji. Ale zdarza się, że słowa, zdania zaczynają lśnić, ożywają, za ich przyczyną pojawiają się odległe krajobrazy, wnętrza, ludzie. Trzeba się bardzo skupić, zmrużyć oczy, żeby jak na starej kliszy filmowej zobaczyć obrazy wyraźniej. Potem trzeba zadać sobie dużo trudu, żeby z pomocą historycznych źródeł sprawdzić, co w majaczących scenach jest prawdą, co imaginacją. I czasem następuje zdumienie. Wszystko się zgadza. Dokumentalne przekazy tworzą tło, na którym rysują się sceny zachowane w pamięci. Całość układa się w wielowymiarową opowieść.******

Joanna Olczak-Ronikier, Wtedy. Opowieść o powojennym Krakowie, Kraków, Wydawnictwo Znak 2015

*s. 265

**s. 105-107

***s. 64

****s. 149

*****s. 26

******s. 117

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 245
| < Luty 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29            
Tagi


Teksty umieszczone na stronie są mojego autorstwa,proszę o niekopiowanie ich bez mojej zgody!

Follow on Bloglovin
Google+