Menu

Czytadełko

Merhaba. Reportaże z tomu Zabójca z miasta moreli i osobisty słownik turecko-polski - Witold Szabłowski

izusr

Podchodziłam do tej książki z pewną dozą niepewności, tym bardziej, że początkowe fragmenty nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Wiem jednak, co Szabłowski potrafi i jak Szabłowski pisze, więc postanowiłam zagłębić się nieco dalej i to był strzał w dziesiątkę, bo choć nie wszystkie teksty są równie interesujące, to Merhaba jako całość prezentuje się naprawdę doskonale.

Witold Szabłowski prezentuje nam ogromne spektrum poruszanych tematów, od tureckiej poezji, poprzez cudowne bazary, na których największą umiejętnością staje się odpowiednie targowanie, aż po zabójstwa honorowe, wciąż tak bardzo w tym kraju popularne. Część z tekstów zawartych w tym zbiorze znalazło się we wcześniejszym Zabójcy z miasta moreli, część stanowiąca swoisty słownik to nowe teksty autora, dość krótkie, ułożone alfabetycznie opowiastki o tym jak ważną rolę w tureckiej kulturze stanowi pozycja starszego brata (tur. abi), nawet jeśli z człowiekiem określanym tym mianem nie łączą nas więzy krwi, jak bardzo Turkowie szaleją na punkcie serialowych tasiemców (tur. diziler) czy też jak łatwo można w tym kraju paść ofiarą naciągaczy (tur. dolandırıcılar). Merhaba to także opowieści o tureckich bieda-domach budowanych w ciągu jednej nocy (tur. gecekondu), łaźniach, w których doświadczymy niezmieniających się od lat rytuałów (tur. hamam), najbardziej lubianym z mnóstwa rodzajów kebabu (tur. iskender), tureckim lokalnym smakołyku czyli baranich flaczkach (tur. kokoreç) i amuletach, które zawsze warto mieć pod ręką (tur. nazar). Dowiecie się również czemu słowo yabancı, choć literalnie oznacza obcokrajowca jest jednocześnie równoznaczne z głupkiem albo przynajmniej kimś nie do końca kumatym w tureckości. Krótkie teksty przeplatające dłuższe reportaże to interesujący dodatek, tym bardziej, że Szabłowski zdaje się zawrzeć w swoim słowniku wszystko, co tak ważne dla przedstawienia tureckiej kultury, ale nie oszukujmy się - to właśnie te większe objętościowo teksty robią największe wrażenie na czytelniku. Opowieść Deniz, dzień za dniem tęskniącej za mężczyzną, którego zastrzelono podczas pewnego przewrotu i pochowano w zbiorowych grobach bez nazwisk. Tekst poświęcony Latife Uşşaki, żonie otoczonego czcią Atatürka, która jeszcze kilka lat temu zdawała się być nad Bosforem postacią widmo i Mehmetowi Aliemu Ağcy, który dokonał nieudanego zamachu na Jana Pawła II. Reportaż o prostytutkach, zaciąganych do burdeli, z których nie miały możliwości żadnej ucieczki, ohydnym podstępem, o imigrantach wyławianych nad ranem z morza oraz kaçakçı, przemytnikach, wyceniających swoje usługi na ogromne sumy, nie dając jednak w zamian żadnej gwarancji powodzenia całej wyprawy. 

Po każdym z reportaży miałam wrażenie, że to już naprawdę koniec, że autor zawarł w nim wszystko co powinien, że zrobił już wszystko, co tylko mógł, a jednocześnie wciąż było mi okropnie mało. Jakbym mogła czytać to wciąż i wciąż, rozkładając każdą z historii na czynniki pierwsze, wnikając głębiej i głębiej, dopuszczając do głosu też dalszoplanowych bohaterów. Tak właśnie pisze Szabłowski. Stuprocentowo zgadzam się z Marcinem Mellerem: gdybyście mieli przeczytać jedną jedyną książkę o Turcji, niech to będzie właśnie Merhaba

Witold Szabłowski, Merhaba. Reportaże z tomu Zabójca z miasta moreli i osobisty słownik turecko-polski, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B. 2018

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci