Menu

Czytadełko

Buntalki - Agnieszka Stelmaszyk

izusr

Słyszeliście kiedyś o buntalkach? Nie? Nic dziwnego! Ludzie zupełnie nic o nich nie wiedzą. To zadziwiające, ale prawdziwe, bo choć jak mówi mama Eryka ludzie odkryli wszystkie lądy, morza i oceany, a za pomocą wielkich teleskopów i satelitów obserwują kosmos, to za nic w świecie nie będą w stanie zobaczy buntalków. I to wcale nie dlatego, że nie chcieliby ich zobaczyć, czy nawet się z nimi zaprzyjaźnić. Nie. Po prostu buntalki są najzwyczajniej w świecie niewidzialne, ot i cała filozofia. 

Buntalki to leśne duszki, a bohater tej książki, Eryk ma jasnozielone włosy (choć znacznie bardziej wolałby ciemnozielone, jak jego tatuś), brązowe oczy i kilka piegów, których nie da się zmyć, choć wielokrotnie próbował to zrobić. Eryk ma pięć lat, chodzi do przedszkola i właściwie poza tym, że jest buntalkiem niewiele różni się od zwykłych, ludzkich pięciolatków. 

Wskakując do kałuży udaje się do odwróconego do góry nogami świata, lata na dywanie zaczarowanym przez mamę i zjeżdża z tęczy, którą pewnego dnia zabiera do własnego pokoju, ale poza tym też buntuje się przeciwko jedzeniu szczwaiu, bo znacznie bardziej wolałby mioduskowe cukierki, choć mama straszy, że od tych wszystkich cukierków wypadną mu zęby. Bardzo chciałby już iść do szkoły, choć mama twierdzi, że ma na to jeszcze mnóstwo czasu, więc w ogóle nie powinien sobie szkołą zaprzątać głowy. Okropnie nie lubi, kiedy ktoś go pogania i robi wtedy wszystko wolno jak ślimak. Uwielbia walentynki, zwłaszcza, że w przedszkolu ma swoją pierwszą wielką miłość (poza mamą oczywiście!). Czasem zdarzy mu się pokazać język, innym razem coś zepsuć, oczywiście zawsze zupełnie niechcący. W gruncie rzeczy jest jednak całkiem miłym, pogodnym i sympatycznym chłopcem. A właściwie buntalkiem. 

Myślę, że większość rówieśników Eryka nie tylko zapała do niego ogromną sympatią, ale też z łatwością będzie się w stanie z nim utożsamić, bo uroczy leśny duszek przeżywa przygody całkiem podobne do tych, które napotykają na swojej drodze chyba wszyscy pięciolatkowie. I medal dla tego, który wskaże mi szkraba, który nie chciałby własnej mamy za żonę, nie tęskni nią, gdy ta wyjeżdża w dłuższą podróż, a przede wszystkim takiego, który nie wskoczyłby z przyjemnością w każdą napotkaną po drodze z przedszkola kałużę! Czy takie buntalki, tfu... dzieci w ogóle istnieją? 

Agnieszka Stelmaszyk, il. Marianna Schoett, Buntalki, Warszawa, Zielona Sowa 2018

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci