Menu

Czytadełko

Biuro M - Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński

izusr

Książek Alka Rogozińskiego nie znam zupełnie, za to Magdalena Witkiewicz jest dla mnie gwarancją przyjemnie spędzonego czasu, więc w przerwie między nieco bardziej wymagającymi lekturami i po prostu dla rozluźnienia chętnie sięgnęłam po Biuro M - najnowszą powieść tego duetu.

Basia to urocza dziewczyna, którą od lat prześladuje pech. Pech ten nazywa się Elwira i towarzyszy Basi od najmłodszych lat przedszkolnych, a w ostatnim czasie usilnie podbiera każdego z jej kolejnych narzeczonych, żeby potem z mniejszą lub większą radością ich porzucić i zająć się kolejnym z Michałów, bo w życiu Basi Michałów było aż trzech. Zniechęcona do poszukiwania kolejnych miłości, a właściwie do całej rasy męskiej bez względu na to czy z poszukiwaniem miłości się ona wiąże czy też nie, a przy okazji przyjmując niespodziewany spadek w postaci małego mieszkanka i jego cudownego mieszkańca (notabene także razy męskiej, tyle, że kociej), postanawia zabrać swoje cztery litery i przeprowadzić się do Miasteczka w poszukiwaniu lepszego jutra i... pracy, bo ta niewątpliwie by się jej przydała, aby Basia bez pomocy rodziców, mogła wreszcie zacząć jakoś wiązać koniec z końcem. 

Jacek to facet, który zmienia partnerki prawie tak szybko jak kolejne stanowiska pracy, bynajmniej nie dlatego, że w żadnej z nich nie chciał by pozostać na trochę dłużej niż kilka dni. Po prostu żaden z proponowanych mu przez urząd zawodów jakoś wybitnie do niego nie pasuje, a w ogóle to nie Jacka wina, że splotem dziwnych przypadków w każdej nowej robocie udaje mi się coś zepsuć albo wkurzyć nowego szefa na tyle, że wystarczy kilka chwil, by chłopak znów znalazł się naprzeciwko niemającej już pomysłów pracownicy urzędu pracy, która w przypływie totalnej desperacji wysyła w końcu Jacka do biura matrymonialnego.

Tam też bardzo szybko trafia Basia, zatrudniona przez nieco szaloną panią Krystynę. A co się za drzwiami tego biura dzieje, nie sposób sobie wyobrazić. Tym bardziej, że spotkamy w nim także nieco nawiedzoną wróżkę i wzbudzającego jej zdecydowaną niechęć zielarza, podsuwającego bohaterom... hmm, kilka dość pomocnych ziółek. 

Biuro M to książka z kategorii tych, które czyta się szybko, lekko i przyjemnie, choć jak sądzę równie szybko się o niej zapomina. Bądźmy szczerzy - nie spodziewałam się fajerwerków i ich nie dostałam, nie ma sensu szukanie tu ukrytych znaczeń czy większej głębi, bo to nie tego typu powieść, po prostu. Z radością przyznaję jednak, że Biuro M to zabawna komedia romantyczna z uroczymi bohaterami, do których od pierwszych stron na pewno poczujecie sympatię. A pani Krystyna po prostu totalnie wymiata i mam nadzieję, że kiedyś doczekam książki, w której to ona będzie grała pierwsze skrzypce (a może już taka jest?). Bawiłam się przednio, parskałam śmiechem, z uśmiechem na ustach czekałam na dalszy ciąg wydarzeń i nawet jeśli szczegóły fabuły niedługo zupełnie mi się rozmażą, to zdecydowanie miło spędziłam przy tej książce czas i myślę, że równie miło będę ją wspominać.   

Muszę też przyznać, że zupełnie nie poczułam tego, że Biuro M zostało napisane przez dwoje autorów. Całość jest tak spójna i dopracowana, że naprawdę ciężko rozróżnić, co zostało napisane przez Witkiewicz, a co przez Rogozińskiego. Przez to, że nie znam wcześniejszych książek tego drugiego, trudno mi powiedzieć czy autorzy mają aż tak podobny styl czy łączy ich aż taka zgodność charakterów i umiejętność połączenia swoich pomysłów. W każdym razie opowieści o pracownikach jedynego w swoim rodzaju biura matrymonialnego można im pogratulować, wyszło świetnie. 

Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński, Biuro M, Poznań, Wydawnictwo Filia 2018

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci