Menu

Czytadełko

Wszystko, czego pragnęliśmy - Emily Giffin

izusr

Mam sentyment do twórczości Emily Giffin. Czytałam jej książki w czasach liceum i wówczas bardzo mi się podobały, z ciekawością sięgnęłam więc po jej najnowszą powieść i choć zabrakło mi już tych emocji, które towarzyszyły mi w trakcie czytania Dziecioodpornej czy Coś pożyczonego, to Wszystko, czego pragnęliśmy uważam za całkiem udaną lekturę. 

Wszystko zaczyna się od pewnej imprezy, na której dochodzi do okrutnego żartu, robiącego niemałe zamieszanie w życiu kilku osób. Sporo alkoholu, niewinne zauroczenie, głupi pomysł i nagle dotąd trzymająca się raczej na uboczu dziewczyna staje w centrum wydarzeń, a jej półnagie zdjęcie z niewybrednym i dość rasistowskim w swym wydźwięku podpisem krąży po uczniach renomowanego liceum oraz co najgorsze ich rodzicach. Gdy w dodatku okazuje się, że autorem fotografii jest chłopak, w którym Lyla od dłuższego czasu się podkochuje wszystko staje się jeszcze bardziej skomplikowane.

Wszystko, czego pragnęliśmy to książka podzielona na trzy głosy. Wszystkie wydarzenia obserwujemy z perspektywy głównej zainteresowanej, czyli Lyli, dość ubogiej dziewczyny, która szczęśliwym trafem uczęszcza do dość prestiżowego liceum dla bogatych, Toma - jej ojca, samotnie wychowującego córkę i starającego się pracą własnych rąk zapewnić jej wszystko, co najlepsze oraz Niny, matki Fincha, chłopaka, który zrobił i rozesłał niefortunne zdjęcie. I to właśnie ta ostatnia postać stała mi się najbliższa, na rozdziały, w których to ona zabierała głos czekałam najbardziej. Okazało się bowiem, że Nina to nie tylko piękna żona bogatego męża, ale postać o wiele bardziej złożona. Z własną, niezbyt przyjemną przeszłością i doświadczeniami, bardzo zbliżającymi ją do dziewczyny, której jej syn wyrządził niekwestionowaną krzywdę.

Choć całą fabuła skupiona jest wokół początkowych wydarzeń oraz tego czy i jakie konsekwencje za swoje czyny poniesie Finch, to Giffin porusza także sporo innych tematów. Zaczynając od tego jak zgubny wpływ mogą mieć nowoczesne technologie, które pozwalają nie tylko na jak najszybszy kontakt z drugim człowiekiem, ale też w równie szybki sposób mogą zniszczyć jego życie, poprzez trudy samotnego wychowywania dziecka, alkoholizm i jego wpływ na naszych najbliższych aż do gwałtu, który znacznie większe poczucie winy wywołuje nie w tym, który skrzywdził, ale w tej, która została skrzywdzona. 

Zderzając ze sobą dwa różne światy autorka  pokazuje też jak bardzo pieniądz rządzi światem i choć daleka jest od jakiegokolwiek uogólniania, to jednak zwraca uwagę na swego rodzaju pychę bogaczy i ich przekonanie o tym, że za pomocą odpowiedniej ilości banknotów są w stanie załatwić wszystko. Na przykładzie Niny przedstawia zaś powolny rozpad małżeństwa, w którym wystarczy jedno pozornie błahe wydarzenie, by zacząć dostrzegać wszystkie rysy, które dotąd staraliśmy się za wszelką cenę ignorować. 

Emily Giffin wielokrotnie udowodniła, że potrafi grać na emocjach czytelnika i tak się dzieje także w tym wypadku. Przez całą niemal lekturę moje odczucia względem bohaterów zmieniały się w błyskawicznym tempie, przechodząc od współczucia, przez bezradność do totalnej niechęci. Tych, których powinnam od początku do końca darzyć sympatią, przestawałam nagle zupełnie rozumieć. Tych natomiast, których postępowanie powinnam od początku do końca potępiać, za sprawą autorki, zaczynałam momentami darzyć znacznie cieplejszymi uczuciami. 

Wszystko, czego pragnęliśmy to ostatecznie dość smutna powieść o zawiedzionych oczekiwaniach i o tym, że nasze życie jest jak domek z kart - wystarczy jeden mocniejszy podmuch, by wszystko się rozsypało. 

Emily Giffin, Wszystko, czego pragnęliśmy, Kraków, Wydawnictwo Otwarte 2018

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • orfeus82

    Nastolatki bywają okrutne. Ciekawa recenzja, dzięki !

  • Gość: [Hersychia] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Zaciekawiło mnie wprowadzenie takiej postaci jak Nina. Czy mogłabyś zdradzić, jak odnosi się do postępowania syna?

    Pozdrawiam,
    Herse

  • izusr

    orfeus82 Niestety, i czasem nawet nie zdają sobie sprawy ze swojego okrucieństwa.

    Hersychia Nie chciałabym zdradzać za dużo, bo właściwie duża część fabuły kręci się wokół skutków niefortunnego zdjęcia, więc napiszę tylko, że Nina nie pochwala zachowania Fincha. Tym bardziej, że jak się okazuje, ją też ktoś kiedyś w podły sposób wykorzystał, co zresztą bardzo mocno wpłynęło na jej dalsze życie i sprawiło, że teraz jest w miejscu, w którym być może nigdy nie chciała się znaleźć. Tak, postać Niny to zdecydowanie najmocniejsza strona tej powieści :)

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci