Menu

Czytadełko

Kiedy będziemy wolne. Moja walka o prawa człowieka - Szirin Ebadi

izusr

Shirin Ebadi przez długi czas pełniła funkcję sędziny jako pierwsza kobieta w historii Iranu. Przez wiele lat walczyła w obronie praw człowieka. Potrafiła wydobyć z tarapatów nawet tych, którym nie dawano już żadnych szans. W 2003 roku otrzymała Nagrodę Nobla za opór przeciwko reżimowi Islamskiej Republiki Iranu. Poświęciła wszystko dla swojej ojczyzny, którą kochała całym sercem. Co dostała od niej w zamian? 

Mahmudi jej nie bił, ale jego agenci w czasie przesłuchań nieustannie jej ubliżali. Obrażali ją, obrażali mnie. Nazywali mnie sługusem Ameryki, lżyli mnie za moją zdradę*. 

Na tle historii Iranu Szirin Ebadi kreśli własną historię pełną bólu, upokorzenia i ogromnej wręcz bezsilności. Jestem pełna podziwu dla autorki za to, że na żadnym etapie chorych gierek, które zafundowało jej Ministerstwo Wywiadu nie dała się stłamsić, nie zamilkła, nie zmieniła swojego stanowiska, ryzykując życiem nie tylko swoim, ale najbliższych sobie osób. To książka bardzo osobista, niezwykle intymna, ma się wrażenie, że autorka całkowicie się przed nami odsłania.  

Szirin Ebadi pisze bardzo lekko i właściwie całą tę historię można by było przeczytać za jednym zamachem, a jednak nie byłam w stanie tego zrobić. Prawda jest taka, że czytałam tę książkę prawie dwa miesiące, bo dosłownie mnie zatykało niemal po każdym rozdziale. Nieustannie zadawałam sobie pytanie jak wiele ta kobieta będzie w stanie jeszcze znieść.  

Kiedy byłyśmy wolne to bardzo poruszająca opowieść o tym jak wiele krzywdy jest w stanie wyrządzić człowiek drugiemu człowiekowi. Nie potrafię pojąć jak okrutnym i bezlitosnym trzeba być, żeby z tak ogromną satysfakcją doprowadzić do czyjegoś upadku. Fizycznie nikt Szirin Ebadi nie skrzywdził, a mimo tego śmiało można powiedzieć, że rząd pozbawił ją właściwie wszystkiego. Najpierw ukochanego stanowiska sędziny, później w każdy możliwy sposób utrudniano jej pracę w założonym przez nią Centrum Ochrony Praw Człowieka. Ministerstwo Wywiadu próbowało ją złamać na wszelkie sposoby wielokrotnie aresztując jej najbliższych współpracowników czy grożąc jej córkom. Kobieta została niemal zmuszona do opuszczenia swojej ojczyzny, doprowadzono do rozpadu jej prawie czterdziestoletniego małżeństwa, na wszelkie możliwe sposoby oczerniano ją i niszczono jej wizerunek w mediach. Jestem pełna podziwu, ale jednocześnie najbardziej utkwiły mi w pamięci pytania, które do Ebadi skierował jej mąż, człowiek, który zdawałoby się znał ją najlepiej, który wspierał ją we wszystkim i który dla jej działalności poświęcił także własną karierę.

- Czyż sama nie powtarzałaś, że walka o prawa człowieka zaczyna się od własnej rodziny? - przypomniał. - Ilekroć zauważyłaś, że współpracownik zaniedbuje współmałżonka albo dzieci, zawsze zwracałaś mu uwagę, że rodzina stoi na pierwszym miejscu. Powiedz mi tylko jedno. Dlaczego sama nie postępowałaś zgodnie ze swymi naukami? [...] - Minęło ponad 25 lat, od kiedy zaangażowałaś się w działalność na rzecz praw człowieka - podjął mój mąż. - Czy przez ten czas wydarzyło się coś pozytywnego? [...] - Jeśli stać cię na uczciwość wobec siebie, przyznasz, że wszystkie twoje wysiłki spełzły na niczym. Osiągnęłaś tylko jedno: ściągnęłaś nieszczęścia na siebie i swoją rodzinę**.

I was zostawię z tym cytatem, zachęcając jednocześnie gorąco do lektury - bardzo trudnej, ale jednocześnie bardzo ważnej. Polecam.  

Shirin Ebadi, Kiedy będziemy wolne. Moja walka o prawa człowieka, Kraków, Wydawnictwo Znak 2017

*s. 236

**s. 295-296

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci