Menu

Czytadełko

Brunatna kołysanka. Historie uprowadzonych dzieci - Anna Malinowska

izusr

Jestem pewna, że większość z Was choć raz słyszała o Lebensbornie. Instytucji, która w założeniu miała, przepraszam za wyrażenie, produkować cenne rasowo dzieci przydatne dla III Rzeszy. Brzmi to okrutnie, ale właściwie to właśnie Lebensborn dawał samotnym matkom możliwość donoszenia ciąży i urodzenia w spokoju dziecka, które w przyszłości miało się zasłużyć dla kraju.

W 1935 roku Himmler powołał do życia instytucję Lebensborn - Źródło Życia, która miała zapewnić samotnym matkom możliwość uniknięcia hańby. Po cichu, w tajemnicy kobieta mogła wydać na świat pełnowartościowe, aryjskie dziecko, które odpowiednio indoktrynowane przez nowych rodziców miało wiernie służyć Führerowi*. 

Jestem też pewna, że niewielu z Was zna drugie, bardziej mroczne oblicze Lebensbornu. Instytucji pełniącej funkcję domu przejściowego dla dzieci porwanych z polskich rodzin. Instytucji, w której miały być one poddane absolutnej germanizacji, w której za każde polskie słowo były bite, w której robiono wszystko, by dzieci te, zabrane często od kochających rodziców, całkowicie zapomniały o swoich korzeniach. 

Moja gospodyni nie ma pojęcia, że w domu Lebensbornu mieszkały porwane polskie dzieci. Nie ona jedna. Również w świadomości Niemców Lebensborn był przez lata ekskluzywną siecią państwowych domów publicznych. Młode, zdrowe Niemki miały uprawiać seks z esesmanami, by jak najszybciej zachodzić w ciążę i rodzić "rasowe" dzieci**. 

Okazuje się, że nie tylko wygląd wskazujący na żydowskie pochodzenie był w trakcie wojny wyrokiem. Nie. Jak pisze na odwrocie Magdalena Grzebałkowska można też było mieć jasne włosy, błękitne oczy, odpowiedni rozmiar czaszki i kości policzkowych, a mimo to zostać uprowadzonym z domu kochających polskich rodziców i oddanym w objęcia nowych, niemieckich. Można było zostać zabranym z rodzinnego domu, nauczonym nowego języka i życia w innym kraju. Można było zapomnieć o tym, że kiedyś był inny dom, inna mama, że kiedyś było się Polakiem. 

Basia ma dziesięć lat, gdy dowiaduje się, że jest Polką. Jej rodzice płaczą, gdy pewnego styczniowego dnia każą jej się ubrać, wsiąść do wojskowego jeepa i odjechać z kobietą w amerykańskim mundurze. Musi jechać tam, gdzie czeka na nią prawdziwa rodzina. Ale co właściwie znaczy prawdziwa? Alodia miała szczęście. Mimo tego, że ją również zabrano z Niemiec od ukochanej Mutti, to okazało się, że polska mama jest równie cudowną kobietą. Można mieć więc dwie kochające mamy, z których każda będzie tej drugiej z jakichś powodów wdzięczna. Roman dopiero po śmierci rodziców dowiedział się, że jest Polakiem, że gdzieś tam nawet ma brata. Los chciał, że mimo polskich korzeni, został wychowany w kochającej, niemieckiej rodzinie. Alojzy, a właściwie Alfred, przebywając jeszcze w sierocińcu marzył o tym, by dostać tatusia oficera, najlepiej z SS lub Luftwaffe. On też ma dziesięć lat, gdy dostaje list od prawdziwej matki. On też okazuje się być Polakiem. 

To był szok. Wyobraża sobie pani? Ma pani trochę więcej niż dziesięć lat i pani rodzice mówią, że nie jest pani Polką, tylko Niemką. Zresztą nawet nie potrafię porównać, podać innej nacji. Realia były inne. Dla Niemców Polacy przecież byli wrogami. No więc ja, dumny Niemiec, miałbym być swoim własnym wrogiem?!*** 

To tylko niektóre z historii opisanych przez Annę Malinowską. Mały wycinek tego, co znajdziemy w Brunatnej kołysance. Fragmenty historii, które nas zaskoczą, zasmucą, wywołają bunt i oburzenie. Historii, z których część kończy się bardzo szczęśliwie, a część ma zakończenie tak okropnie smutne, że możemy tylko zacisnąć pięści z bezsilności. 

Rozumiem, że po wojnie polskie dzieci musiały wrócić z Niemiec. Często przecież czekali na nie prawdziwi rodzice. Ale gdy rodziców nie było, a ci nowi je kochali, dziecko nigdy nie powinno zostać im odebrane****.

Brunatna kołysanka ukazuje historie, w które aż ciężko uwierzyć. Które czyta się z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, z niedowierzaniem, z przerażeniem, czasem ze łzami w oczach. Miałam wrażenie, że o wojnie wiem już naprawdę dużo, że naczytałam się o okrucieństwie Holokaustu tyle, że choć nadal mnie to przeraża, niewiele jest mnie już w stanie zaskoczyć. Są jednak rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Jak porwania polskich dzieci w czasie wojny. Jak poszukiwania ich rodziców tuż po wojnie. Jak zbrodnicza działalność Lebensbornu. I wreszcie jak osoba Romana Hrabara, który przyczynił się do odnalezienia setek polskich dzieci wychowujących się w niemieckich rodzinach. 

Nie wyobrażam sobie, że nigdy nie poznałabym własnej matki, własnego imienia i nazwiska. Choć w przeszłości czasem wściekałam się na tę prawdę, dziś wiem, że bez niej byłabym pusta*****. 

Anna Malinowska nie staje po niczyjej stronie. Nie ocenia. Pozwala mówić swoim bohaterom, a wnioski wyciągać czytelnikom. Pozostawia odbiorców z mnóstwem niezadanych wprost pytań, które jeszcze długo po lekturze kłębią się w głowie. 

Zniszczono nam psychikę. Celowo mówię "nam". Przecież nie jestem jedynym dzieckiem, które podczas wojny zostało wywiezione do Niemiec. Jest nas sporo. Wielu już nie żyje. Nasza psychika, psychika tych dzieci jest jak złamana gałąź, która nigdy się nie zrośnie. Nic nie przywróci człowiekowi życiowej równowagi******. 

Wojna wyrządza wiele krzywdy. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Okrucieństwem jest porwanie dziecka, zabranie go od kochającej rodziny i zamieszczenie w zupełnie obcym otoczeniu. Ale czy nie równie wielkim okrucieństwem jest odebranie go rodzinie, którą uważa za swoją i oddanie do domu dziecka w kraju, którego nie pamięta? Czy nie jest bezlitosne zabranie dziecka z domu, w którym czuje się jakby był w nim od zawsze i zapewnienie mu tułaczki po rodzinach zastępczych, tylko dlatego, że urodził się gdzie indziej? To tylko niektóre z pytań pojawiających się w trakcie lektury. I pozostające z nami na długo po jej zakończeniu. 

Anna Malinowska, Brunatna kołysanka. Historie uprowadzonych dzieci, Warszawa, Wydawnictwo Agora 2017

*s. 11

**s. 268

***s. 164

****s. 52

*****s. 67 

******s. 52

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci