Menu

Czytadełko

Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki) - Anna Fryczkowska

izusr

Zaraz po zamknięciu tej książki chciałam napisać, że kurczę, co to za przyjaźń i że jak to dobrze mieć w swoim otoczeniu ludzi, którzy pójdą za tobą w ogień, ale im dłużej myślałam o tych sześciu kobietach uwięzionych gdzieś na zupełnym odludziu i próbujących odkryć mordercę tej, którą mogła zabić każda, tym bardziej uświadamiałam sobie, że książka Anny Fryczkowskiej to nie pean na cześć kobiecej przyjaźni, ale opowieść o zazdrości i wzajemnych pretensjach narastających latami i ginących gdzieś tylko pozornie pod litrami wypitego wspólnie alkoholu.

Dwie rywalizujące ze sobą autorki kryminałów (w tym jedna łudząco podobna do autorki z krwi i kości - ciekawa jestem bardzo, co samozwańcza królowa kryminału sądzi o wzowaniu na niej postaci, która ostatecznie ginie). Początkująca pani polityk pełna nadziei na rozwój cudownej kariery. Ukrainka przebywająca w Polsce nielegalnie. Idealna pani domu, która okazuje się mieć autystyczną siostrę, skrywaną przez lata. I wdowa z narastającymi wyrzutami sumienia, do której wreszcie dociera, że małżeństwo nie jest wcale święta instytucją i czasem naprawdę nie warto trwać, przy tym, który rani, co tak często doradzała swoim przyjaciółką. Do tego morze alkoholu, wielki dom na odludziu, śnieg uniemożliwiający jakikolwiek dojazd i wreszcie poderżnięte gardło jednej z kobiet. Zabić mogła każda, bo też wydaje się, że każda miała motyw. Czy na pewno?

Mam wrażenie, że zbrodnia jest tu tylko punktem wyjścia, który Anna Fryczkowska zgrabnie odsuwa na bok, skupiając się nie na odkryciu mordercy (nota bene naprawdę szybko można się zorientować kto zabił), a na życiorysach wszystkich bohaterek. I nagle okazuje się, że żadna z nich nie wiedzie życia usłanego różami i nawet Zuzia, ta, której codzienność wydaje się innym wprost idealna, skrywa swoje mroczne tajemnice.  

Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki) to opowieść o kobietach i to kobietach mocno skrzywdzonych, a to, że jedna z nich ginie to tylko dodatkowy gratis, który nieco urozmaica fabułę, ale nie wysuwa się na pierwszy plan. Każda z bohaterek Fryczkowskiej przeżywa swój osobisty dramat, a winę za całe zło tego świata ponoszą... a jakże, mężczyźni! Ci, którzy są i ci, których nie ma. Ci, którzy trwają i którzy odchodzą. Ci, którzy są obojętni i którzy reagują zbyt impulsywnie. Ci, którzy wymagają zbyt wiele i którzy nie chcą już zupełnie nic. 

Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki) jako kryminał wypada dość marnie. Jako powieść obyczajowa też właściwie nie robi większego wrażenia i choć całość czyta się naprawdę dobrze, to nieustannie ma się poczucie, że to wszystko gdzieś już było. Był już ten wielki dom na odludziu i śnieg uniemożliwiający dojazd do niego. Było morderstwo w gronie najbliższych znajomych. Były skrzywdzone kobiety, którym wydaje się, że świat bez mężczyzn byłby znacznie lepszy. Nie ma tu żadnego powiewu świeżości i choć stylowi Anny Fryczkowskiej naprawdę trudno cokolwiek zarzucić, to jej najnowsza powieść po prostu ginie w zalewie takich samych lub bardzo podobnych czytadeł, których fabułę zapomina się po tygodniu. 

Anna Fryczkowska, Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki), Warszawa, Burda Publishing Polska 2017

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci