Menu

Czytadełko

Nie ma tego złego - Katarzyna Żak

izusr

To, że Zuzanna została zdradzona, to z pewnością niewiele w porównaniu z zażenowaniem towarzyszącym jej za każdym razem, gdy musiała odwoływać kolejne związane ze ślubem formalności. I naprawdę nic w obliczu ogromnego kredytu na mieszkanie, które miało się stać ich wspólnym, wymarzonym, idealnym gniazdkiem, gdzie spędzą resztę swoich cudownych dni. Zdradzona, porzucona, zadłużona, pozbawiona pracy i perspektyw Zuzanna próbuje jakoś łączyć koniec z końcem zatrudniając się w redakcji niezbyt ciekawego czasopisma prowadzonego przez jej wujka, który dbając o odpowiednie układy z władzami miasta i tymi, którzy się liczą, odrzuca zresztą większość tekstów dziewczyny. 

Jednak jak to mówią (i jak wskazuje tytuł) nie ma tego złego, bo dzięki temu całemu zbiegowi nieszczęśliwych okoliczności, Zuzanna ma okazję zabawić się w domorosłego detektywa, gdy okazuje się, że w jej rodzinnym miasteczku dochodzi do dwóch zabójstw. A że ofiarą jednego z nich pada jej przyjaciółka ze szkolnych lat, zaś policji śledztwo nie bardzo idzie... Trzeba zatem zakasać rękawy i samemu odnaleźć zabójcę, a jeśli przy tym wszystkim przyjdzie zaryzykować własnym życiem? Cóż, czego nie robi się dla przyjaźni. Nawet, jeśli w międzyczasie na światło dzienne wychodzą małe i większe grzeszki przyjaciółki, o których do tej pory Zuzanna nie miała pojęcia.

Ciężko mi całkiem przekreślić debiut Katarzyny Żak, bo niby jest napisany poprawnie, niby nie ma się właściwie czego czepić, ale prawda jest taka, że Nie ma tego złego to książka okropnie nijaka. Nie ma tu żadnego elementu, który przyciągnął by uwagę. Nijakie są postacie, nijakie są ich losy, nijaka jest cała akcja i nawet rozwiązanie zagadki nie przynosi satysfakcji, bo też jest nijakie i dopisane chyba zupełnie na siłę. Bo wiecie... czytelnicy oczekują, a poza tym gatunek tego wymaga, to jakieś tam zakończenie trzeba było wymyślić. Poza tym całość jakoś mi się nie trzyma kupy. Mam wrażenie, że autorka po prostu starała się wrzucić wszystkie pomysły do jednego worka, bez przemyślenia czy jedno wynika z drugiego. Właściwie niewielką różnicę robi to czy główna bohaterka została porzucona przed ślubem, w jego trakcie czy też jest szczęśliwą mężatką, a może rozwódką lub wdową... Nawet pod względem humorystycznym jest kiepsko, bo jakoś nie potrafię sobie przypomnieć ani jednego momentu, w którym chociażby drgnęły mi kąciki ust, że już o wybuchu szczerego śmiechu nie wspomnę. 

Nie polecam, nie odradzam, ale zastanówcie się mocno zanim po Nie ma tego złego sięgnięcie, bo książek w tym klimacie, ale o niebo lepszych, jest naprawdę całkiem sporo.

Katarzyna Żak, Nie ma tego złego, Poznań, Czwarta Strona 2016

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [kasiek] *.mtm-info.pl

    Bardzo mnie zmartwiłaś. Ksiażka sobie leży i czeka i nie dodałaś mi motywacji ;)

  • izusr

    kasiek Wiadomo jak bywa, Ty możesz być zachwycona, ale skoro leży i czeka, to niech czeka troszkę dłużej, może przyda się bardziej w jakiś ponury, zimowy wieczór... Może w kiepskich okolicznościach będzie bardziej przekonująca ;)

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci