Menu

Czytadełko

Dziewczyna, którą nigdy nie byłam - Caitlin Moran

izusr

Johannę Morrigan poznajemy, gdy ma czternaście lat. Nie należy do zbyt urodziwych dziewcząt, ma dość mocno widoczną nadwagę i obsesję na punkcie seksu, bo boi się, że nigdy nie znajdzie kogoś, kto chciałby ją chociaż pocałować. Mieszka w biednej dzielnicy z czwórką rodzeństwa. Jej matka cierpi na depresję poporodową i właściwie nie bardzo interesuje się tym, co dzieje się w domu, a wiecznie pijany ojciec wciąż łudzi się, że zrobi karierę jako rockmann. Jakby wszystkiego było mało jedynym źródłem utrzymania Morriganów jest zasiłek, który wkrótce, po części z winny Johanny, ma się znacznie zmniejszyć. 

Próbując ratować rodzinę, choć przede wszystkim chyba dla własnej satysfakcji dziewczyna podejmuje pracę w czasopiśmie muzycznym, w niedługim odstępie czasu rzuca szkołę, a potem... Cóż, potem jest już tylko gorzej, bo z niewinnego dziecka potrafiącego zachwycać się tym, co naprawdę jej się podoba, Johanna czy też już wtedy Dolly Wilde staje się cyniczką, dla której największą rozrywką jest mieszanie ludzi z błotem i wskakiwanie do łóżka każdemu, kto się nawinie. Na taką przemianę aż przykro było patrzeć. 

Co więc zrobić, gdy zbudowałaś siebie, ale jak się okazuje - ze złych materiałów? Burzysz to, co zbudowałaś i zaczynasz od nowa. Na tym polega bycie nastolatką - na budowaniu siebie, burzeniu i konstruowaniu od początku i znowu, i jeszcze raz, bez końca, jak na przyspieszonym filmie, na którym pokazano miasta za ich świetności i w czasie wojny. Na tym, żeby się nie bać i nie przestawać wymyślać siebie na nowo - dobierać do dziewiętnastu, zgarniać furę i znowu rozdawać karty. I tak w kółko tworzyć i wymyślać za każdym razem nową siebie*.

Caitlin Moran w bezpośredni, oryginalny i dość wulgarny sposób pokazuje bolesny proces dojrzewania, dążenia do dorosłości za wszelką cenę i usilne próby zwrócenia na siebie uwagi w niekoniecznie odpowiedni sposób. Jej bohaterka mimo zachowań według niej samej wskazujących na dorosłość, pozostaje wciąż zagubionym dzieckiem. Dziewczynką, która obsesyjnie pragnie stać się kobietą, ale do osiągnięcia celu wybiera chyba najgorszą z możliwych dróg. 

- Cokolwiek zrobisz - powiedział Krissi, wychylając nos zza książki George'a Orwella - pamiętaj... nie bądź sobą. To nigdy nie działa**. 

Mimo całego humoru skrywającego się na kartach tej książki, dla mnie Dziewczyna, którą nigdy nie byłam jest okropnie smutną powieścią o samotności, straconych przedwcześnie dzieciństwie i niewinności, budowaniu siebie na dość kruchych fundamentach oraz bolesnym zderzeniu marzeń z przytłaczającą rzeczywistością. 

Caitlin Moran, Dziewczyna, którą nigdy nie byłam, Warszawa, Czarna Owca 2016

*s. 366

**s. 126

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • insidethefire

    A czy owa wulgarność jest uzasadniona fabularnie, czy jest jej zdecydowanie za dużo?

  • izusr

    insidethefire Jest jak najbardziej uzasadniona. Choć może mogłoby jej być odrobinę mniej... ;)

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci