Menu

Czytadełko

I jak tu nie jeść - Beata Sadowska

izusr

Nie wiem czy to kwestia moich upodobań kulinarnych, zupełnie, jak się zdaje, innych od tego, co lubi Sadowska czy też tego, że książka I jak tu nie jeść jest po prostu kiepska, ale niestety poza ładnym wydaniem nie ma tu zbyt wiele do zaoferowania.

Przepisy w I jak tu nie jeść zostały podzielone na osiem rozdziałów:

Tyś, czyli alternatywa dla słoiczków

stan ciekły, czyli pijemy

na rozgrzewkę, czyli zupy

pasty i omasty

kasze i ryże, czyli sypnij na zdrowie

miałam w domu i nie mogłam się powstrzymać

koktajle, czyli witaminowe bomby 

oraz słodycze, czyli można (prawie) bez cukru.

Poza nimi w książce znalazły się także żywieniowe ciekawostki prof. Hanny Kunachowicz, dzięki którym dowiemy się między innymi czy to prawda, że pomidory pomagają w walce ze skurczami mięśni, a czosnek pozwoli odgonić przeziębienie, jak często powinniśmy jeść ryby oraz poczytamy o zbawiennych właściwościach fasoli jaś i szałwii hiszpańskiej. Znalazło się też trochę miejsca dla kilku wspomnień Beaty Sadowskiej i to moim zdaniem najmocniejsza część całej książki.

Lubiłam podpatrywać mamę w kuchni. Zawijałam z nią rogaliki z różą, wałkowałam ciasto na makaron i rolowałam na leniwe. Wpatrywałam się w wielki kamień, który przygniatał świeżo zrobione wafle z czekoladą. Pamiętam drewniany biały zydelek, na którym mama siedziała, obierając warzywa na zupę. Te warzywa zawsze będą mi się już kojarzyły z krupnikiem*

Co do samych przepisów... no ja nie jestem zadowolona. Mam wrażenie, może mylne, ale jednak, że znajdziemy tu w znacznej większości same papki i napoje, nic konkretnego. Przydałoby się trochę więcej propozycji obiadowych, no bo halo, chyba odżywiając się zdrowo i pysznie nie jemy jednak samych hummusów i koktajli? Poza tym to chyba też nie moje smaki, bo mimo wszelkich zapewnień o doskonałym smaku chyba jednak nie zdecydowałabym się na hummus z buraka, puree lub chipsy z pietruszki czy burakowy pęczak z topinamburem. Oczywiście poza tymi, które nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, a nawet wywołały efekt odwrotny do zamierzonego, znalazłam także kilka przepisów, które na pewno wypróbuję, jak chociażby dynia w rytmie chilli, zielone curry z mango i nerkowcami, nutella z awokado czy brownie z czerwonej fasoli.

Mam wrażenie, że książka powstała pod wpływem impulsu, na fali mody na bycie i jedzenie fit, nie była chyba do końca przemyślana. Jestem pewna, że znane nazwisko i obietnica 63 przepisów na pyszne i zdrowie dania pewnie niejednego zachęci do zakupu, ale nie jestem pewna czy przepisy typu napój na rozgrzewkę (Imbir i cytrynę zalać gorącą wodą. Po 2-3 minutach dodać miód**.), espresso z rooibos (Do dolnej części ekspresu przelewowego wlać tyle wody ile normalnie potrzebujemy do espresso. Górną część wypełnić rooibos. Zdjąć ekspres z kuchenki, kiedy woda zacznie parować***.) czy koktajl zielono mi (1 dojrzałe awokado, 1 banan 2 płaskie łyżeczki sezamu, 3-4 gałązki natki pietruszki - wszystko zmiksować****, et voila!) są naprawdę warte prawie 40 zł.

Beata Sadowska, I jak tu nie jeść, Kraków, Wydawnictwo Otwarte 2015

*s. 9

**s. 56

***s. 68

****s. 216

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • warqula

    Wygląda na to, że autorka chciała być oryginalna i wyjść po za pewne ramy, ale tym razem jej nie wyszło ;)

  • izusr

    warqula No niestety :(

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci