Menu

Czytadełko

Odłamki - Ismet Prcić

izusr

Zmęczyłam się tą książką. Naprawdę się nią zmęczyłam i to na tyle, że w pewnym momencie zaczęłam myśleć, iż chyba właśnie o to chodzi... Może taki był cel? Zmęczyć czytelnika na tyle, żeby poczuł tą frustrację, to wyczerpanie, to zagubienie, które odczuwa także bohater książki. Niemniej jednak zmęczenie nie pozwoliło mi najwidoczniej docenić powieści Ismeta Prcica. Mimo ogromnego wysiłku nie potrafię zrozumieć zachwytów, które Odłamki wywołały wśród licznych odbiorców...

Zastanawiasz się, czy tym jest wojna dla piętnastolatka - siedzeniem w bunkrze, który gra ci na nerwach, wsłuchiwaniem się w dźwięki wybuchów na powierzchni. Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie niczego bardziej przerażającego. W telewizji, jak sobie przypominasz, wojny są przynajmniej bardziej ekscytujące. W rzeczywistości, w schronieniu betonowego mauzoleum, wpatrujesz się w przepołowioną śliwkę na zakurzonej podłodze. Nic. Czujesz, jak serce ci skacze, jakbyś biegł w maratonie*. [...] Nikt nie nigdy nie zmuszał do zjedzenia ludzkich jąder ani do strzelania do drugiego człowieka, ani też do patrzenia, jak świnia zjada moich rodaków. Nie. Ja uciekłem. To właśnie zrobiłem. Tak wygląda moja opowieść. Zostawiłem matkę, ojca, brata, moją pierwszą miłość. I już. Koniec**.

Mamy dwóch bohaterów. Ismeta i Mustafę. Jeden z nich kocha teatr i kobiety, dzięki trupie teatralnej, z którą gra, udaje mu się uciec z rodzinnego kraju ogarniętego wojną, jednak dzień za dniem zmaga się z tęsknotą i wyrzutami sumienia wywołanymi opuszczeniem tych, których kochał. Drugi jest żołnierzem, doświadczającym tego, o czym większość ludzi nie chce nawet słyszeć. W międzyczasie do książki wplecione zostają również fragmenty dziennika samego autora. To wszystko w pewnym momencie zostaje tak wymieszane, że czytelnik gubi się w tym co jest prawdą, co fikcją i ilu jest bohaterów. A może tak naprawdę jest wyłącznie jeden?

Porwana narracja, zaburzona chronologia, mieszanie różnych stylów... to wszystko ogromnie przeszkadzało mi w odbiorze powieści Prcica. Mimo starań, mimo skupienia, nie potrafiłam tytułowych odłamków poskładać w jedną sensowną całość i po przeczytaniu tych ponad czterystu stron naprawdę nie potrafię powiedzieć o czym właściwie jest ta książka. Raczej nie o wojnie, bo o wojnie jest tu niewiele, choć kilka brutalnych scen się znajdzie. Chyba też nie o emigracji, choć motyw ten jest całkiem blisko i czasami nawet odrobinę przebija przez całość. Może więc o powolnym rozpadzie rodziny, któremu mimo starań ciężko zaradzić? O pierwszych miłościach i pogodzeniu z ich stratą? O ucieczce z kraju, w którym ciężko znaleźć własne miejsce? O poszukiwaniu tego miejsca zupełnie gdzie indziej, tam, gdzie człowiek wciąż czuje się i zawsze będzie czuł się obcy? A może o walce z przeszłością, o radzeniu sobie z ogromną traumą, o poszukiwaniu sensu, gdy sensu zaczyna brakować? Pewnie o każdej z tych rzeczy po trochu, ale wszystko to jest tak poplątane, że nie sposób się w tym nie pogubić.

Nie wątpię, że tworzenie Odłamków okazało się doskonałą formą terapii dla autora, że wyrzucenie z siebie wszystkich tłoczących się w głowie myśli, pomogło mu w jakiś sposób rozliczyć się z przeszłością i znaleźć odrobinę ukojenia, ale... no cóż, najwidoczniej nie jestem odpowiednim odbiorcą tej książki. 

Ismet Prcić, Odłamki, Kraków, Sine Qua Non 2015

*s. 101

**s. 385

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci