Menu

Czytadełko

Niech w końcu coś się zdarzy - Trixi von Bülow

izusr

To chyba pierwsza książka, która tak bardzo zachęciła mnie do obejrzenia filmu wcale nie będącego jej ekranizacją. Złodziej w hotelu z Grace Kelly w roli głównej jest tak często wspominany w książce niemieckiej pisarki Trixi von Bülow, że chcąc nie chcąc w końcu ma się ochotę zobaczyć go w całości.

Fritzi Berger to kobieta pod czterdziestkę. Na co dzień pracuje jako redaktorka w wydawnictwie Best & Seller, wydającym co prawda dobrze sprzedające się książki, ale niekoniecznie takie, które sama chciałaby czytać. Prywatnie rozwiedziona mama kilkuletniej Lili, romantyczka szukająca swojego księcia z bajki (który przecież równie dobrze mógłby być złodziejem biżuterii) i to szukająca wcale nie z założonymi rękoma, ale dzielnie chwytająca byka za rogi. A byk to na ogół nie byle jaki, bo Niech w końcu coś się zdarzy to historia właściwie dwóch zupełnie różnych związków. Jednego z facetem o dziesięć lat młodszym, drugiego z dwadzieścia lat starszym. Popadanie ze skrajności w skrajność? A jakże... 

Główna bohaterka jest nieco denerwująca, nieco infantylna, nieco zapatrzona w jeden konkretny cel, przez co zdaje się nie zauważać wszystkich wad i przeciwności losu, które trzeba by pokonać, by do tego celu dotrzeć. Marząca o wielkiej miłości, ponad wszystko pragnąca być kochaną, zupełnie nie widzi, że związek na odległość, oparty zresztą tylko na cielesnej fascynacji, ma w sobie tyle samo sensu, co ten z podstarzałym przyjacielem jej ojca, który nie potrafi uporządkować własnego życia. Te tworzone odrobinę na siłę i za wszelką cenę relacje, często jednak doprowadzają do sytuacji, w których czytelnik nie może powstrzymać się od śmiechu.

Niech w końcu coś się zdarzy to słodko-gorzka historia trochę zagubionej kobiety, doprowadzonej do sytuacji, z której trudno znaleźć jakiekolwiek sensowne wyjście. Z pewnością ciężko jest być samotną matką i łatwiej byłoby mieć obok kogoś, kto wesprze, gdy zajdzie taka potrzeba. A skoro na drodze stają tylko nieco wybrakowani kandydaci? Cóż, może czasem lepiej wybrać po prostu mniejsze zło? 

Ale z drugiej strony może za szczęściem nie trzeba gonić, nie trzeba też z wdzięcznością i zaślepieniem łapać za wszystko, co tylko podetknie nam los. Czasem wystarczy na chwilę przestać, zapomnieć, przystanąć i odetchnąć, stracić z oczu tego przysłowiowego króliczka, żeby sam, zupełnie niespodziewanie pojawił się znów w zasięgu naszego wzroku, a przede wszystkim na wyciągnięcie ręki.

Trixi von Bülow, Niech w końcu coś się zdarzy, Warszawa, Świat Książki 2014

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • bookfa

    Hm... chyba mniej sie teraz Ciesze, ze ja mam jako czekajaca na przeczytanie i bez wyrzutow sumienia przeloze na koniec kolejki ;P

  • izusr

    bookfa Hihi, nie chciałam zniechęcać, bo w sumie przyjemnie mi się tę książkę czytało, ale faktycznie... bez wyrzutów na koniec kolejki można ją przełożyć. Albo na moment, gdy potrzeba czegoś lżejszego, chociażby na którąś leniwą niedzielę ;)

  • bookfa

    Nie zniechęciłaś, tylko przewartościowałaś priorytety ;)

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci