Menu

Czytadełko

Dar z Bretanii - Marjorie Price

izusr

Marjorie Price wcale nie chciała się przeprowadzać na bretońską wieś. To miłość ją do tego zmusiła.

Powiedzieć, że Midge nie była zbyt zadowolona, gdy Yves oświadczył, że kupują siedem domów i trzy hektary ziemi w jakże promocyjnej cenie, byłoby dużym niedopowiedzeniem. Trudno jej było opuścić Paryż, do którego nie tylko zdążyła się już przyzwyczaić, ale który pokochała całym sercem. Zadawałam sobie pytanie, co ja, na litość boską, tu robię. Nie mogłabym mieszkać w tak odległym od cywilizacji, zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu, wśród dziwnych osób, których mowę ledwie rozumiałam*. A jednak uznała, że ze względu na ukochanego i córkę, jest w stanie to zrobić. I być może wszystko byłoby inaczej, znacznie lepiej, gdyby nie fakt, że pomiędzy nią a Yves'em coraz częściej zaczęło dochodzić do różnych, coraz bardziej poważniejszych spięć, a miłość zaczęła ustępować miejsca pretensjom i zakazom narzucanym jej przez tego, który powinien wspierać. Kto wie jak Mijoux poradziłaby sobie z tą sytuacją, gdyby nie obecność Jeanne Montrelay. Stała na poboczu - staruszka w czerni, przygarbiona od harówki w polu, pomarszczona od słońca i wiatru. (...) Włosy ściągnęła w koczek, a koniec wełnianego szalika, który związała pod brodą, co chwila chłostał ją w policzek. (...) Jej długa czarna spódnica wydęła się na stanowczym wietrze, ale staruszka stała nieruchomo niczym jeden z wysokich, tajemniczych megalitów, które wyrastają w rozmaitych miejscach Bretanii. W dwudziestym wieku była zupełnie nie na miejscu, za to niezwykle harmonizowała z pradawnym otoczeniem**.


Całą fabułę Daru z Bretanii poznajemy już po krótkim spojrzeniu na okładkę książki, gdzie w podtytule widnieje informacja, że to wspomnienia miłości i straty na francuskiej prowincji. Gdybyśmy jeszcze mieli jakieś wątpliwości, to szybko zostaną one rozwiane przez opis z okładki. Nic nas więc w tej powieści nie zaskoczy, nie będzie żadnej niespodzianki, co stanie się ze związkiem Midge wiemy już właściwie, zanim otworzymy książkę. A jednak... jednak ja dałam się wciągnąć w tę uroczą, słodko-gorzką opowieść, w której smutek miesza się z radością, koniec czegoś z początkiem zupełnie innego. Zauroczył mnie obraz maleńkiej wioski, wciągnęła opowieść o francuskich artystach, przyzwyczajaniu się do zupełnie nieznanego świata, pokonywaniu własnych słabości, przekraczaniu swoich granic (to zwłaszcza w przypadku Jeanne). Wściekałam się na Yves'a za jego głupie postępowanie i denerwowałam na Midge, że na to wszystko pozwala. Było mi żal ich miłości i cieszyłam się, że główna bohaterka potrafiła znaleźć pocieszenie i stanąć na nogi.

Zafascynował mnie obraz francuskiej wsi lat 60. ubiegłego wieku przedstawiony przez Price, który choć przywołuje uczucie spokoju, wyciszenia, ucieczki od ciągłego biegu tak często spotykanego w wielkim mieście, nie jest jednak wolny od wad. La Salle daje Midge mnóstwo psychicznej równowagi, ale dopomina się też nieustannej opieki. Wiele ofiaruje, ale też wiele wymaga. Zaangażowania, uwagi, czasem różnych poświęceń. Widać jak trudno jest jej - kobiecie wychowanej w zupełnie innym otoczeniu, nagle stanąć z widłami czy siekierą w rękach i robić to, czego życie na odludziu od niej żąda.  

Dar z Bretanii to jednak przede wszystkim hymn na cześć przyjaźni, rozwijającej się pomiędzy dwoma osobami, których pozornie nic nie powinno połączyć. Jeanee i Midge to dwie zupełnie różne osobowości, które wiele dzieli, ale może właśnie dzięki temu ich więź stała się tak mocna, ich przyjaźń tak silna, może właśnie przez to, że każda z nich mogła się od tej drugiej wiele nauczyć, mogły czerpać nawzajem ze swoich doświadczeń, doskonale się uzupełniając. Dzielił ich wiek, wychowanie, umiejętności, pogląd na życie. Sama autorka pisze tak: Nasze życie nie mogłoby się bardziej zmienić. Z pozoru naprawdę nie miałyśmy ze sobą nic wspólnego, a jednak nikt nigdy nie był mi bliższy***.

Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

Marjorie Price, Dar z Bretanii. Wspomnienia miłości i straty na francuskiej prowincji, Wołowiec, Black Publishing, 2014

*s. 21

**s. 21

***s. 221

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Pieguska] *.rz.izeto.pl

    Ja też ostatnio czytałam powieść z wątkiem przyjaźni między kobietami. Na rzut oka nic je nie łączy ale zbiegiem czasu nabierają do siebie zaufania. "Słodki zapach brzoskwiń" - lekka niedzielna lektura na zakończenie wakacji. polecam :)

  • izusr

    Ooo, a ja od dawna planuję rozpoczęcie przygody z książkami tej autorki, może to odpowiednia pora? ;)

  • Gość: [AnnRK] *.icpnet.pl

    Myślałam, że to będzie taka bzdurka o przyjaźni jakich wiele, ale miło się zaskoczyłam. :)

  • izusr

    AnnaRK Dla mnie to też było miłe zaskoczenie :)

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci