Menu

Czytadełko

Czarownica - Anna Klejzerowicz

izusr

Uczciwie przyznać muszę, że od kiedy ujrzałam Czarownicę w zapowiedziach, to nakręcałam się na nią, jak ta durna. Wiedziałam, że prędzej czy później MUSZĘ to przeczytać, tym bardziej, że znam przecież wcześniejszą twórczość Klejzerowicz - czemu miałaby mnie tym razem rozczarować?

Z ogromnym smutkiem więc przyznaję, że jestem zawiedziona. Bardzo zawiedziona. Nie wiem sama czego właściwie oczekiwałam. Pewnie miałam nadzieję na odrobinę tajemniczości, dostępnej każdemu z nas, choć często niewidocznej magii, kilka niedopowiedzeń... Tu wszystko zostało podane mi na tacy. I to niestety w mało oryginalny sposób.

Michał to mężczyzna po rozwodzie, zmęczony życiem w wielkim mieście, który pewnego dnia, za namową dwójki przyjaciół, postanawia kupić na wsi dom, w którym mógłby spędzać choć letnie miesiące. Szybko jednak decyduje się na całkowitą przeprowadzkę, po części też dlatego, że na wsi właśnie poznaje Adę, kobietę stroniącą od ludzi, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Niepostrzeżenie w jego życiu wielką rolę zaczyna także odgrywać Małgosia, siedmioletnia dziewczynka, zaniedbana, wychowywana przez wiecznie pijaną matkę, której Michał za wszelką cenę chciałby pomóc.

Okropnie denerwowała mnie dwójka głównych bohaterów. Długo myślałam, ale chyba nie potrafię przypomnieć sobie książki, w której aż dwie postacie tak bardzo działałyby mi na nerwy. Michał ze swoim wiecznym pragnieniem zbawienia całego świata robi się w końcu mdły i nudny. Ada, rozchwiana emocjonalnie, skupiona wyłącznie na sobie, zręcznie manipulująca zakochanym w niej do szaleństwa mężczyzną, drażni właściwie od samego początku. 

Jest też kolejny problem, a więc ogromną przewidywalność powieści. Fakt, autorka dwoi się i troi, by jakoś całość urozmaicić, by losy swych bohaterów jakoś pokomplikować, by rzucić im czasem kłodę czy dwie pod nogi. Doceniam. Tyle, że tak naprawdę to niewiele daje, bo każdą kłodę można zrzucić na pobocze, a rozwiązanie mniejszej czy większej komplikacji, znamy już właściwie w chwili, w której się pojawia.  

Tym sposobem dochodzimy do mojego największego zarzutu. Wszystko, absolutnie wszystko w tej powieści, dzieje się zbyt szybko, a rozwiązanie każdego problemu przychodzi bohaterom zdecydowanie zbyt łatwo. Ślub z kobietą stroniącą od ludzi? Proszę bardzo! Żadna filozofia. Adopcja? No jasne, wystarczy na to pięć minut! Przekonanie do obcego człowieka dziewczynki zamkniętej, wystraszonej, przeżywającej być może największe nieszczęście w jej krótkim życiu? Czemu nie? Na to przecież nie potrzeba zbyt wiele czasu.

Może i dobrze, że bohaterom wszystko się udaje, może to powieść, która w założeniu miała być po trochu bajką. Ale w życiu to przecież tak nie działa, a przez to Czarownica zwyczajnie traci na autentyczności.

Choć problematyka poruszana przez Klejzerowicz niewątpliwie jest ważna i warto o niej pisać, w tej książce staje się zbyt uproszczona, spłaszczona, momentami nawet błaha. Czytałam więc Czarownicę zastanawiając się, jaki cel tak naprawdę przyświecał autorce, bo choć całość czyta się lekko to... no właśnie. Jest aż za lekko. Na ogół uznaję to za zaletę, tym razem jednak lekkość, z jaką autorka poprowadziła historię, mimo tego, że sprawiła, że całość pochłonęłam nadzwyczaj szybko, stała się dla mnie ogromną wadą. Nad poruszanymi kwestiami nie pochyliłam się nawet na krótką chwilę. Nie potrafiłam. I choć historia Ady czy Małgosi powinna przecież wzruszyć, zmusić do chwilowego przystanięcia, do głębszej refleksji, to mnie ani jedna ani druga nie ruszyła zupełnie.

Z nadzieją sięgam po Córkę czarownicy. Z nadzieją ogromną, choć już chyba z mniejszymi oczekiwaniami. 

Anna Klejzerowicz, Czarownica, Prószyński i S-ka 2012.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • kasiekas

    Przykro mi, że się rozczarowałaś. Ale ja po opisie wiem, że po książkę nie sięgnę. Mam DOSYĆ wątku - ucieczka na wieś, a tam miłosć i praca u podstaw, wśród ciemnych wieśniaków. Mnie już sam taki opis wkurza, więc tą sobie daruję na bank.
    Chyba, ze w bibliotece kiedyś dorwę

  • Gość: [patrycja] *.wroclaw.mm.pl

    Nie czytałam jeszcze ani jednej książki tej autorki, a tyle dobrego o niej słyszałam. Teraz wiem, żeby od tej książki nie zaczynać. Za to recenzja, świetna, wręcz się płynie czytając ją.

  • izusr

    kasiekas Heh, no faktycznie, to już bardzo oklepany schemat, a mimo tego... ja się nie zrażam. Przecież ożna wyjść od sprawdzonego początku, a poprowadzić historię tak oryginalnie, że nikt się tego schematycznego początku nie będzie czepiał ;))

    patrycja Dziękuję bardzo :)) Ja zaczęłam od "Ostatnią kartą jest śmierć" i myślę, że to był całkiem niezły początek :))

  • Gość: [AnnRK] *.icpnet.pl

    Ej, no co Ty! A ja się tak pozytywnie nastawiłam. :(

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci