Menu

Czytadełko

Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna - Kasia Bulicz-Kasprzak

izusr

 

Tak już mam, że zwierzęta (przynajmniej w większości, bo chyba nie wszystkie) w tytule działają na mnie przyciągająco. I nieważne czy ten kot, pies czy inna rybka się liczy czy nie liczy. Ważne, że w ogóle jest, a już wiadomo, że prędzej czy później po książkę sięgnę.

Pewnego dnia, a raczej nocy Joanna Poraj, zostaje obudzona przez swoją, jak zwykle źle obliczającą różnicę czasu, matkę i poinformowana o śmierci nielubianej ciotki. Chcąc nie chcąc, przezwyciężając wszelką niechęć, zmuszona jest jechać do jej mieszkania, by pozałatwiać wszelkie formalności. Niezbyt zadowolona koniecznością wrócenia do miasteczka, z którego dawno uciekła i wracać nie miała zamiaru już nigdy, postanawia, że załatwi wszystko tak szybko, jak się da. Tyle, że niekoniecznie się da, bo sprawy spadkowe zawsze trochę trwają, wścibskie sąsiadki szybko przywiązują się do tych, którymi wreszcie mogą się jakoś zaopiekować, a dawni znajomi, z zadziwiającą prędkością stają się najlepszymi przyjaciółmi, którzy potrafią sprawić, że czas mija nadzwyczaj szybko i przyjemnie. No i jest jeszcze kot. Otrzymany w spadku, ale... niezbyt przekonany do nowego człowieka. 

Przyznaję, że w okolicach poznania przez Joasię przystojnego notariusza ogarnęło mnie lekkie zniechęcenie. W tym momencie miałam już w głowie wizję całej tej historii, stwierdziłam, że na sto procent wiem, jak to wszystko się skończy i pomyślałam sobie tylko a czego ty się niby spodziewałaś? Czytałam jednak dalej, zauroczona lekko samym sposobem prowadzenia narracji, bo prawda jest taka, że od samego początku to właśnie podobało mi się najbardziej. A potem czytałam dalej, bo okazało się, że autorka bez większego wysiłku zdmuchnęła tą moją wizję, zagrała mi na nosie i dalszą część historii poprowadziła po swojemu, czyli zupełnie nie tak, jak się spodziewałam. 

Akcja właściwa przerywana jest listami od tajemniczego Tadeusza, z których powoli, powoli układa się przeszłość Wandy oraz mruczeniem kota, który Joasię, jak sam stwierdza wyjątkowo głupiego człowieka, próbuje na wszelkie sposoby doprowadzić do odkrycia tajemnicy ciotki. 

Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna idealnie wpasowuje się w ten typ czytadeł, który ja tak bardzo lubię, do których mimo pewnej schematyczności za każdym razem lgnę jak głupia i które sprawdzają się wyśmienicie w tak zwanych sytuacjach krytycznych, gdy pogoda za oknem nie sprzyja, sesja się zbliża i jakby trochę dosyć tej szarej rzeczywistości. 

Bawiłam się wyśmienicie. W powieści Bulicz-Kasprzak znalazłam to, czego wyjątkowo było mi trzeba. Jest tu odrobinka miłości, ale w ilości takiej, żeby nie zasłodzić nią całej fabuły. Jest jakaś tajemnica z przeszłości, którą odkrywamy powoli i stopniowo. Jest kochane mruczando, może nie w roli głównej, ale zawsze. No i sporo przyjaźni, a przede wszystkim ogrom dobrego humoru, w dodatku takiego, który w moje poczucie perfekcyjnie się wtrafił. I co z tego, że M. co chwilę spoglądał na mnie jak na idiotkę, gdy kolejny raz wybuchałam gromkim śmiechem?

Warto było, na odstresowanie polecam serdecznie, a sama czekam na Nalewkę zapomnienia. Tym razem już nie będę jej pożyczać. Chcę mieć własną.

Przeczytałam tę książkę, dzięki uruchomionemu na fejsbuku Obiegowi Zamkniętemu. Jeśli ktoś miałby ochotę, też może się tam dopisać :)).

Kasia Bulicz-Kasprzak, Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna, Warszawa, Nasza Księgarnia 2012.

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Agata] 217.8.163.*

    Lubię tą serię książek :)

  • izusr

    Ja chyba też ją polubię ;))

  • Gość: [Agnesto] *.net.pl

    Serię lubię i w ogóle "czytadłami " nie gardzę, ale akurat ta książka mi się średnio podobała, irytowała miejscami.
    I za mało kota było ;-)

  • Gość: [Agata] 217.8.163.*

    Postaram się wygrzebać tą książkę z bibliotece i przeczytać :)
    zapraszam :)

  • selketowa

    Mam na ebooku i czeka w kolejne na czytanie, już się nie mogę doczekać :)
    Pozdrawiam ciepło :)

  • dabarai

    Ano miałam podobne odczucia, kiedy pojawił się Szymon... Już myślałam, że dam sobie spokój, ale doczytałam i zrobiło się lepiej.

  • izusr

    Agnesto Fakt, kota mogło być więcej ;))

    Agata :))

    selketowa Czekam na notkę! :))

    dabarai Prawda? Bo to wtedy zaczęło zmierzać w tak dobrze nam znanym, banalnym kierunku ;))

  • Gość: [kociafrania] *.suwalki.vectranet.pl

    Lubię koty,mam zresztą przygarniętego własnego.Ksiązka moim zdaniem poniżej średniej,nudnawa!

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci