Menu

Czytadełko

Czary w małym miasteczku - Marta Stefaniak

izusr

Małe miasteczko, jakich wiele. W nim przeciętni mieszkańcy, którzy życie sąsiada znają lepiej niż własne. Gdzieś mniej więcej po środku zaniedbany rynek, dookoła kilka szarych ulic, powoli sypiące się kamienice. Czy powieść o takim miejscu może być ciekawa? Może, jeśli tylko tchnie się w nie choć odrobinę życia.

Z tych kilkudziesięciu mieszkańców snujących się i z dnia na dzień tracących jakiekolwiek chęci do życia, autorka wybrała sześć postaci i na nich postanowiła się skupić. Mamy więc urzędniczkę, która nienawidzi swojej pracy, ale musi się codziennie w niej zjawiać, by móc jakoś ledwo wiążąc koniec z końcem wyżywić dwójkę synów, którzy w ich małej mieścince nie mają szans na porządne zatrudnienie i męża, który zwolniony 15 lat temu nie potrafi znaleźć sobie innego miejsca. Mamy sklepową wychowującą trzy małe córeczki, która na powrót męża z Niemiec, gdzie jeździ na większość roku do pracy, wcale nie czeka z uśmiechem na ustach. Wręcz przeciwnie. Mamy syna hotelarzy, który marzy o tym, by maleńkie słuchawki były w stanie zagłuszyć każdy hałas. Albo by rodzice, traktujący Artura i młodszego brata jak karty przetargowe, w końcu się rozwiedli. Mamy Joasię, zagubioną nastolatkę, która właśnie zmieniła szkołę, która zupełnie nie może się odnaleźć w nowym miejscu i która szuka zrozumienia, tam gdzie nie powinna go szukać, ale gdy zaczyna to do niej docierać jest już za późno. Mamy młodą lekarkę, samotną, powoli tracącą wiarę w zmianę na lepsze, godzącą się z realiami małego miasteczka i nie lubiącą wracać do rodzinnego domu. Nad tym wszystkim zaś króluje burmistrz, całkowicie podległy naczelnikowi skarbówki i komendantowi.

Czy w takim miejscu może jeszcze zaświecić słońce? Może, i nawet świeci przez chwilę. Ale Marta Stefaniak udowadnia, że tam gdzie pojawia się słońce, prędzej czy później spadnie też deszcz.

Powieść momentami, zgodnie z zapewnieniami wydawcy, zdaje się przypominać baśń dla dorosłych i nawet styl autorki jakoś się w tę konwencję baśni wpasowuje, na tyle, że czekałam tylko na cudowne i żyli długo i szczęśliwieDodatkowo, historia jednej z postaci bezustannie kojarzyła mi się z Kopciuszkiem, choć przecież ich losy nie pokrywały się ze sobą całkowicie. Zresztą, ta postać też najbardziej mnie zafascynowała, uparta jak osioł, niepoddająca się żadnym magicznym czy niemagicznym zabiegom. 

Mimo wplecenia w fabułę odrobiny czarów, całość zdaje się jednak na wskroś rzeczywista. Słodko-gorzkie losy spotykanych bohaterów są nam doskonale znane z życia, czy to własnego czy znanego z opowieści znajomych. Żadne życie nie jest z góry przesądzone, nic nie jest tylko czarne lub tylko białe, a ludzkie losy potrafią się zupełnie odmienić z prędkością światła. Na kartach tej książki znajdziemy smutki i bolączki współczesnych ludzi. Pijący i awanturujący się mąż, wiecznie kłócący się rodzice, ludzie niezadowoleni z pracy i życia, nie potrafiący znaleźć tej odrobiny radości albo sparaliżowani strachem nieustannie powstrzymującym ich przed sięgnięciem po coś lepszego, choć to zdaje się być na wyciągnięcie ręki.

Chciałabym wierzyć w istnienie dobrych wróżek, przychodzących znienacka, pstrykających palcami i zaświecających słońce nad naszymi głowami. Ale mimo tej wiary, musimy pamiętać, że są też wróżki stojące po drugiej stronie, że dobro ze złem nigdy nie przestaje walczyć, i że jeśli nie chcemy nic w naszym życiu zmieniać to nawet czary nie są w stanie nam pomóc.

Marta Stefaniak, Czary w małym miasteczku, Warszawa, Prószyński i S-ka 2012.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • grendella

    Komentarz będzie niestety mało merytoryczny, bo książki nie czytałam. Ale dzięki Twojej recenzji, rozejrzę się za nią :)

  • izusr

    Wiesz, są osoby od których nawet mało merytoryczny komentarz bardzo cieszy ;) Rozejrzyj się, nie jest to nic ambitnego, ale myślę, że warto, bo daje chociaż troszeczkę, ociupinkę nadziei :)

  • grendella

    Oh, i to ja jestem taką osobą? Cieszy mnie to niezmiernie i poprawił mi się humor. A był bardzo, bardzo popsuty dziś... Czegoś takiego mi właśnie potrzeba, żeby nie było zbyt ambitnie, żeby się dobrze czytało, na literaturę przez duże L nie mam obecnie siły. Relaksu potrzebuję i tyle :)

  • izusr

    Ano, między innymi :) Cieszę się, że poprawiłam humor, tym bardziej, że poprawiłam nie wiedząc nawet, że jest kiepski ;) Swoją drogą na kiepski humor tym bardziej polecam te "Czary...", powinny odegnać trochę smutków. No, chociaż nawet tam nie wszystko jest takie, jakie chciałoby się, żeby było, ale to tak, jak w życiu przecież.

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci