Menu

Czytadełko

O filmach słów kilka

izusr

Bobasy (2010) - reż. Thomas Balmes

Bobasy to film, o którym gdyby nie blogi, chyba bym nie usłyszała. Mogłabym więc odesłać Was tylko tu i tu i po sprawie, ale skoro już zaczęłam pisać, to pozwolę sobie dodać coś więcej ;)

Dokument opowiadający o jednym roku z życia czwórki maleńkich bohaterów jest po prostu czarujący. Mamy okazję obserwować Ponijao z Namibii, Marię z Tokio, Bayara z Mongolii oraz Hattie z San Francisco od momentu ich narodzin aż do ich pierwszych kroków. Przy okazji widzimy także bardzo wyraźnie różnice kulturowe między tymi krajami. Poczynając chociażby od zwykłej kąpieli, a kończąc na amerykańskiej trosce o dziecko i lęku przed śmiercią łóżeczkową i przeciwstawionej temu afrykańskiej dziewuszce, która śpi jak chce, chodzi gdzie chce, pije wodę prosto z rzeki i absolutnie nic się jej nie dzieje. Niezaprzeczalnie zachwyciły mnie te fragmenty, które przedstawiały właśnie obrazy z Namibii i Mongolii, zapewne dlatego, że są tak mi obce, tak niewyobrażalne właściwie. 

Ilość słodyczy wypływająca z ekranu jest wręcz zatrważająca, ale o dziwo nie mdli. Wręcz przeciwnie, patrzymy w ekran przez półtorej godziny, w ekran, na którym koniec końców niewiele się przecież dzieje. Wgapiamy się w obraz pozbawiony właściwie jakichkolwiek dialogów (poza kilkoma amerykańskimi, bo reszta, nawet jeśli się pojawia i tak zostaje nieprzetłumaczona), skupiony raczej na wesołym gaworzeniu czwórki brzdąców i jesteśmy absolutnie zauroczeni. Przynajmniej ja byłam, a ci, którzy mnie znają wiedzą dobrze, że za dziećmi nie przepadam, bo i nie mam z nimi za bardzo styczności (poza tą, gdy na ulicy mijam kobietę z wózkiem) i sama tej styczności na ogół nie szukam. Sam fakt więc, że ja siedząc i oglądając Bobasy byłam zachwycona, zasłodzona i zaczęłam myśleć nad tym, jak bardzo chciałabym takiego małego Murzynka (no co poradzić, to dzieciątko było akurat najsłodsze!) już o czymś świadczy. Polecam wszystkim: rodzicom, przyszłym rodzicom i tym, którzy rodzicami zostać absolutnie nie planowali. 

 

Mamma Mia! (2008) - reż. Phyllida Lloyd

Mamma Mia! cóż za cudowny film! I dlaczego ja tyle zwlekałam z jego oglądnięciem? Właściwie chcieliśmy na niego iść z M. już wtedy, gdy wchodził do kin, ale a to nie było czasu, a to pieniędzy, potem kilka razy planowaliśmy obejrzeć, ale tu znów, a to czasu brak, a to ochoty, odpowiedniego nastroju i w końcu się udało! A kiedy z głośników popłynęło I Have A Dream, wiedziałam już, że jestem absolutnie kupiona. 

Sophie jest dziewczyną wychowywaną samotnie przez matkę, nigdy nie poznała swego ojca, nigdy nawet nie dowiedziała się kim on jest. Znajdując więc przypadkiem pamiętnik matki i wyłuskując z niego trzech kandydatów na ojca postanawia zaprosić ich na własne wesele, licząc na to, że gdy zobaczy swego ojca z całą pewnością będzie wiedziała, że to właśnie on.

Meryl w roli Donny jak zwykle zachwyca (przecież nic w tym dziwnego), trójka jej dawnych, filmowych amantów: Harry Bright (Colin Firth), Sam Carmichael (Pierce Brosnan) oraz Bill (Stellan Skarsgård), tworzą dla niej doskonałe tło (no przepraszam, w obliczu Meryl blakną wszyscy po kolei), a Amanda Seyfried okazała się posiadaczką całkiem niezłego głosiku. 

Fabuła do najbardziej skomplikowanych zdecydowanie nie należy. Ale za to podczas oglądania można się pośmiać, można popłakać, a co najważniejsze można głośno śpiewać razem z bohaterami, bo większość kultowych piosenek ABBY znają chyba wszyscy. Polecam więc z całego serca.

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Paula] *.k653.webspeed.dk

    Zobaczenie "Bobasów" miałam w planie zobaczyć już jakiś czas temu, ale później jakoś ten film mi wyparował z głowy... Dzięki za przypomnienie:) Co do "Mamma Mia!" to sama zobaczyłam ten film po raz pierwszy w ubiegłym tygodniu i całkowicie się z Tobą zgadzam! Film cudowny, niesamowicie pozytywny i dodatkowo te piosenki, które się zna i można śpiewać (co też z wielką przyjemnością robiłam) i też zastanawiałam się, dlaczego ja do tej pory tego filmu nie widziałam?! Z pewnością będę do niego wracać:)))

  • rockfree

    Najbardziej ciekawi mnie ten tokijski przekaz, więc chętnie zobaczę "Bobasy". A "Mamma Mia" bardzo lubię i często wracam do tego filmu. Osobiście wolę wykonania tych piosenek przez aktorów, niż przez ABBĘ.

  • izusr

    Paula Proszę bardzo, "Bobasy" są urocze i w takim razie dobrze, że zdecydowałam się coś jednak o nich napisać ;). A "Mamma Mia!" też na pewno jeszcze nie raz obejrzę ;)

    rockfree O, jeśli chodzi o Tokio to ciekawy jest tam sposób mycia dziecka... zresztą, sama zobacz ;)

  • Gość: [kolmanka] *.play-internet.pl

    Zaciekawiły mnie "Bobasy". Jak tylko natrafię na film to z pewnością obejrzę.

  • dabarai

    A myśmy dziś obejrzeli Tintina... I teraz mam ochotę poczytać komiksy... :) A film polecam, animacja fantastyczna.

  • gusiook

    O "Bobasach" kiedyś czytałam. Twoje recenzja, to chyba znak, że jednak warto obejrzeć :)

  • izusr

    kolmanka, gusiook Gorąco Was do obejrzenia zachęcam ;) "Bobasy" są przesłodkie, tak że warto :)

    dabarai Hah, my też mamy w planach "Przygody Tintina", ale to pewnie za jakiś czas ;) I mam nadzieję na bardzo dobrą zabawę, więc niechże mnie ten Tintin nie śmie przypadkiem zawieść ;)

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci