Menu

Czytadełko

Tupcio Chrupcio - Eliza Piotrowska (KONKURS)

izusr

Tak, mam już swoje lata, ale to przecież wcale nie znaczy, że prezenty przestały mnie cieszyć, a książki dla dzieci zachwycać. Tym bardziej teraz, gdy jedna jest piękniejsza od drugiej. Poza tym gromadzenie książek dziecięcych zawsze mogę zwalić na chęć zgromadzenia jak największej ilości dobroci dla małego aniołka, który kiedyś się w moim życiu z pewnością pojawi.

Tupcio Chrupcio ostatnimi czasy robi w internecie prawdziwą furorę. W moich łapkach znalazły się zaledwie dwie części cyklu przygód tej sympatycznej choć jednocześnie dość kapryśnej myszki, ale i tak dostarczyły mi wiele radości, choć nie powiem, żebym nie żałowała, że skończyły się tak szybko.

W Urodzinowym Prezencie zbliżają się piąte urodziny Tupcia. Trwają przygotowania do urodzinowego przyjęcia, a sam zainteresowany z wielką nadzieją w sercu czeka na ten wymarzony prezent, którym miał być śliczny rowerek. Łatwo się chyba domyślić jakie katusze przeżywa nie mogąc wyciągnąć od rodziców ani słówka na temat urodzinowej niespodzianki i jak wielki zawód go spotyka gdy przechodząc obok sklepowej wystawy napotyka pustkę w miejscu gdzie poprzednio widział swój skarb.

Kłopoty z namówieniem Tupcia do ciepłego posiłku opisane w Tupcio Chrupcio nie chce jeść okazały się mi natomiast tak bliskie jak mało co. Automatycznie wróciłam myślami do własnego dzieciństwa, do tych wszystkich chwil kiedy mama prośbą i groźbą usiłowała wcisnąć we mnie cokolwiek pożywnego, ja natomiast odmawiając obiadu chętnie sięgałam po kostkę czekolady. Mamie Tupcia udaje się jednak znaleźć sposób na nakarmienie synka w czym pomaga niezastąpiony, głodny Pan Świerszcz.

Obydwie książeczki zachwycają oprawą graficzną. Jest kolorowo, wszystko zotało dopasowane, rysunki świetnie współgrają z tekstem, który także został dopracowany pod każdym względem. Mnie urzekła także okładka książek, bo wcześniej się z taką nie spotkałam. Wygląda na twarda, ale w dotyku okazuje się miękka, jakby w środku miała powietrze.

Tupcio Chrupcio z pewnością dostarczy wiele radości i zabawy małym czytelnikom, stanie się ich przyjacielem, a rodzicom pomoże wytłumaczyć pewne kwestie albo też da pretekst do ich poruszenia.

Eliza Piotrowska, il. Marco Campanella, Tupcio Chrupcio. Urodzinowy prezent, Warszawa, Wydawnictwo Wilga, 2010. 

Eliza Piotrowska, il. Marco Campanella, Tupcio Chrupcio nie chce jeść!, Warszawa, Wydawnictwo Wilga, 2010. 

***

Jedną z książeczek postanowiłam przeznaczyć na mały konkurs. Będzie to Tupcio Chrupcio. Prezent urodzinowy, bo liczę na poznanie Waszych (nie)miłych wspomnień związanych właśnie z dniem urodzin. Prezent,  który rozczarował jak mało co, niespodzianka, której nigdy byście się nie spodziewali, a może wspomnienie związane z wyprawianiem przyjęcia właśnie Waszym dzieciaczkom, ciekawa jestem co pamiętacie najlepiej. Tak więc na odpowiedzi czekam do środy, a w czwartek postaram się wybrać zwycięzce, zakładając, że zgłosi się więcej niż jedna chętna osoba ;).

Komentarze (9)

Dodaj komentarz
  • karto_flana

    Oj, to pozycja dla mojego synka trzylatka. N arazie jedna mamy juz w domu, ale tej jeszcze nie. Najbardziej zawsze w urodziny wzruszla manie czekolada od taty. W latach kryzyzysu byla to pozycja wrecz niedostepna, nie wiem, skad ja wydobywal, przypuszczam, ze spod ziemi ;) Opakowania po tych czekoaldach o nazwie "Stokrotka" przechowuje po dzis dzien... Mam nadzieje, ze moj synus tez kiedys bedzie milo urodziny wspominal...

  • Gość: [bibliofilka] 83.1.146.*

    Ponad cztery lata temu przeprowadziłam się do nowego mieszkania, wyprowadzając się od rodziców. Byłam na "swoim". Tak się właśnie złożyło, że to był dzień moich urodzin. Jak dotąd był to najlepszy prezent, choć go od nikogo nie dostałam.

  • boopoland

    co prawda nie zamierzam brac udziału w tym konkursie, ale muszę coś z siebie zrzucic - nie zauważyłam prawdziwej internetowej furory jaką robiłby Tupcio Chrupcio. serio.
    :-)

  • izusr

    Boo Może źle to ujęłam, może nie "internetowej", a tylko "blogowej", ale jednak szumu trochę narobił, z tym, że wchodzimy w zasadzie na zupełnie różne blogi, to tez mogłaś nie zauważyć :]

  • Gość: [poczytajka] *.krakow.hypnet.pl

    Najlepszym prezentem był album ze zdjęciami wybranymi przez Narzeczonego z historią naszej "znajomości". Bardzo rozczuliła mnie też książka "Bromba i inni", którą dostałam w okresie fascynacji tą lekturą, czyli w poprzednim roku :) Wprawdzie był to prezent pod choinkę, ale jak najbardziej się cieszyłam i wzruszyłam :)

  • Gość: [Sig Sauer] *.dynamic.gprs.plus.pl

    To może ja z innej beczki - urodzin moich dzieci. Pierwsze urodziny mojego syna. Przyjęcie kameralne, tylko ja, mąż, jubilat i 3-letnia córka. Ja latam z aparatem, robię mnóstwo zdjęć z każdej strony, świeczki zapalane kilkanaście razy, bo musi być dobre zdjęcie, coby je wkleić do albumu "Pierwszy rok życia...". (Toż to pamiątka na całe życie! Jaki on mi będzie kiedyś wdzięczny jak zobaczy np. pierwszy kosmyk włosów!). No więc latam z tym aparatem, a córka mówi, że ona trochę zdjęć zrobi. OK. Ona też robi te zdjęcia z różnej strony. Po przyjęciu, gdy chcę zrzucić zdjęcia do komputera okazuje się, że córka wszystkie fotki skasowała..... A bo tak jej się coś wcisnęło...

  • Gość: [Dominika Anna] *.dynamic.gprs.plus.pl

    najgorsze urodziny były wtedy kiedy mój były już teraz facet ze mną zerwał. Miał tupet. Akurat w dzień urodzin.

    pozdr:)

  • Gość: [nikita1125] *.adsl.inetia.pl

    Ja najgorzej wspominam swoje urodziny w 2007 roku, byłam w 9. miesiącu ciąży i już właściwie wszyscy dookoła skupili się na dziecku, które miało się wkrótce urodzić. Tak intensywnie się skupili, że nie dostałam życzeń od żadnego członka rodziny! Czekałam cierpliwie do północy, a potem się działo - huragan ciężarna nikita! Mocno smutne wspomnienie.

  • Gość: [anek7] *.internetdsl.tpnet.pl

    Zastanawiałam się o czym napisać, bo tych urodzin to już całkiem sporo obchodziłam, ale wydaje mi się, że te które najbardziej utkwiły mi w pamięci to urodziny nie moje a mojego synka.
    Piotruś skończył w kwietniu ubiegłego roku 5 lat. Przygotowania okryte były tajemnicą i właściwie do ostatniej chwili moje dziecko nic nie wiedziało. Tego popołudnia mąż z Piotrkiem pojechali do sklepu po jakiś drobiazg, a ja z siostrami przygotowałam przyjęcie, oczywiście z tortem i świeczkami. Przyjechali dziadkowie, mój brat i rodzeństwo męża. Kiedy wszystko już było gotowe moi chłopcy wrócili i oczom mojego dziecka ukazał się zastawiony stół i tłum krewnych, a przede wszystkim piękny, nowy rower - jego wielkie marzenie. Moje dziecko skamieniało, a następnie... ryknęło płaczem. Okazało się, że emocje były tak wielkie, że musiały znaleźć jakieś ujście. Wyprzytulany, wyściskany szybko się uspokoił, zdmuchnął świeczki, a po kilkunastu minutach zaczął normalnie rozrabiać z kuzynami.
    Zbliżają się wielkimi krokami jego 6 urodziny a my już się zastanawiamy czym zaskoczymy go w tym roku:)

© Czytadełko
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci